Testament

Im bliżej pierwszego listopada – tym trudniej. Jestem codziennie na cmentarzu i dość intensywnie uczestniczę w tym upiornym świecie. Mam ciężki nastrój. Oddalam od siebie przyjemne tematy. Siedząc na ławeczce przy grobie taty rozpisuję scenariusz mojego pogrzebu. Pozostawiam w testamencie dokładną instrukcję, punkt po punkcie. Od koloru kwiatów, dźwięków muzyki, ubrania, obiadowego menu, kolejności osób idących w kondukcie, materiału, z którego będzie wykonana urna po detal typu – do pieca bez butów … czy wielkości płytki pamiątkowej do umieszczenia na pomniku taty. Paradoksalnie lubię miejsce, w którym będę pochowana.

7:40, czwartek

W domu panuje taka cisza, że nawet tykanie zegara jest zbyt głośne. Od dwóch dni nic nie jem i choć nie czuję głodu, wydaje mi się, że coś jest nie tak. Zabrakło mi siły na siłownię, a woda, którą piję litrami przestała smakować.
W głowie nie mam ani jednego pomysłu. Wszystko uleciało i siedzi w chmurze, do której brak dostępu. Jak to możliwe, że ma się tak wiele a jednocześnie zupełnie nic?
Skończyłam czytać biografię Jarosława Kaczyńskiego. Oczekuję, że teraz zmieni się mój zawodowy imperatyw.
Czas do pracy, Alicja?

Już mnie nie ma w Twoich planach …

W minioną sobotę mój były mąż ożenił się ponownie. Czuję się z tym bardzo źle. Dopóki to się nie stało, próbowałam wyprzeć myśl o tym, że ma kogoś na stałe. Jestem podła. I nie umiem pokazać w tej sytuacji klasy – sama przed sobą. Na scenie odgrywam rolę perfekcyjnie. Z trudem. Bardzo bym chciała tego wszystkiego nie czuć. Porzucić wszystkie głupie myśli. Tymczasem siedzę w jego pokoju, w moim domu. Pewnie będzie tutaj czasem nocował. Tylko tyle … Na zachodzie zmiany.