Cmentarze są pełne ludzi niezastąpionych

Gorący okres w pracy. Redukcje etatów. Frustracje. Żale. Stres. Łzy. Lawiruję między tym wszystkim udając, że nie mam serca. Kiedy jednak chowam się w biurze wypuszczam z siebie złe emocje. Pod zamkniętymi powiekami wyświetlam obrazy, które pomagają złapać oddech. Czy jest szansa, że jeszcze kiedyś będę po prostu spokojna? Telefon pika kolejnym smsem „Co robisz?” Smucę się – odpowiadam. Wtedy od razu dzwoni. Mówi do mnie spokojnym głosem. Wycisza moje hałasujące myśli. Chyba nigdy nie było w moim życiu mężczyzny, który wykazywałby się taką troską i roztaczał taką opiekę. Choć dzieli nas ponad tysiąc kilometrów – daje mi momenty, w których jest mi dobrze. Momenty.

Nad Niemnem

Dzisiaj od 6 rano – jeden z robotników pracujących przy budowie kolejnego domu w pobliżu – śpiewa jak Jan Bohatyrowicz. Ma piękny głos, który rozchodzi się niesamowicie po okolicy. Siedzę na tarasie choć pioruńsko wieje i słucham sobie porannego koncertu. Repertuar jest mi zupełnie obcy. Natomiast refren jestem w stanie zanucić ” la la la …”

Miłego dnia.

Błądzenie

Podejmuję emocjonalne decyzje. Jednakże wracam do „normalnego” życia. I choć jestem mocno zmęczona sytuacjami, które mnie spotykają … klikam enter. Po czym wchodzę w kolejne odcinki życia. Jedno jest pewne – kocham nadal tak samo mocno. Choć wiem, że nie powinnam. Romans w pracy raczej skazany jest na porażkę. Daje jednak poczucie odskoczni. A ja przecież tak bardzo potrzebuję poruszać się w innej niż obecna rzeczywistości.