Prawda

Ja nie żyję. Po prostu trwam w zawieszeniu. Czasem pijana. Czasem naćpana. Czasem świadoma – wtedy moja rozpacz nie zna granic. Czas stoi w miejscu. Nie umiem się pogodzić z rzeczywistością. Jestem najsmutniejszym człowiekiem świata. Oderwanym od tego co ważne. Zawieszonym w nicości. Płaczę. Codziennie. Tęsknię. Bezgranicznie. Tato, gdziekolwiek jesteś – pomóż mi bo przestaję istnieć!!!

Dni dzielą się na te spędzone na cmentarzu i na te, które po prostu upływają. Coś tam się dzieje. Jakieś sprawy. Jakieś problemy. Jakieś relacje. Wiem, że trudno ze mną wytrzymać. Wiem, że trudno ze mną rozmawiać. Nie wiem jak długo to potrwa. Żałoba, którą muszę przejść jest dla mnie teraz najważniejsza. Mam obawy, że na tym etapie nie jestem w stanie się z tego wszystkiego podnieść. Ta śmierć była tak nagła. W ten cholerny dzień widzieliśmy się wieczorem. Tylko kilka zamienionych słów. Trzy godziny później już nie żył. Kiedy przyjechałam do domu był jeszcze ciepły. Krzyczałam: TATUSIU!, ale odpowiadała mi cisza. Okulary. Rozłożona gazeta. Niedopita herbata. Tyle zostaje gdy człowiek nagle umiera. I zostają ludzie. Zostałam ja. Całe życie miałam przez niego zorganizowane. Wszystko, co osiągnęłam było dzięki niemu. Każdy drobny motywator to działania. Każdy sukces. Nauczył mnie żyć. A potem życie i pieniądze mnie zepsuły. Wiem, że go to bolało. Mocno się starał przywrócić mnie dobrej stronie mocy. Wiem też, że patrzą na mnie z babcią i się trwożą tym, co robię i jak żyję. Prawda jest jedna – nie chce mi się żyć.