Koniec tygodnia

Im wyższy level tym mniej skrupułów w dążeniu do celu. Gra toczy się zaciekle. Mogę patrzeć na to z perspektywy łóżka. I jestem przerażona do czego zdolny jest człowiek, w którym prawie się zakochałam. Oczywiście próbuję go usprawiedliwiać – jednakże mam wewnętrzny konflikt moralny. Powoduje to przygasanie pozytywnych uczuć, a rodzi niepokój i obawę. W pewnym stopniu podnieca mnie to, ale tylko w pewnym. Mimo wszystko mam w sobie niezrozumiałą uczciwość i ludzkie odruchy. Dlatego … dlatego … dlatego … postanowiłam wycofać się małymi krokami. Jak to odbierze? Czy poczuje się zraniony? Czy zechce się mścić? Czy po prostu to przyjmie i znajdzie sobie inną?

Przemyślenia

Nawet jeśli tego bardzo nie chcę – on wraca do mnie w myślach. Przypominam sobie to co już się zdarzyło i wizualizuję co może się zdarzyć. Tęsknię dziwnie. Chyba nieco nienaturalnie. Bardzo mi brakuje bycia z nim. Pewnie dlatego, że mamy na to naprawdę mało szans. Łapię się również na tym, że chcę do niego mówić. Opowiadać mu po prostu. Wiem, że jest okrutnym i wyrachowanym facetem zarządzającym jedną z największych firm w branży. Wiem, że odniósł olbrzymi sukces ponieważ jest nieprzeciętnie mądry i ma genialne wizje. Wiem, że jego oryginalność stanowi dla mnie haczyk, na który się złapałam i nie potrafię uwolnić. Jednak ja jestem skorpionem. Wojownikiem, który zawsze musi być na górze. Jakkolwiek by to nie brzmiało. Pasjami mogę toczyć wewnętrzną i zewnętrzną walkę o relację, która nigdy nie powinna nam się przytrafić. Mija trzeci dzień milczenia. Poświęciliśmy czas Świąt rodzinie. Co będzie jutro? Które z nas bardziej tęskni i pierwsze znajdzie pretekst do wykonania telefonu? Przecież nie przyznamy się do emocji i tęsknoty. Oboje udowadniamy sobie, że wcale nam aż tak nie zależy. Oboje odsuwamy od siebie myśl o destrukcyjnym wymiarze tego uczucia. Jednakże dotyk jego rąk, ust … spojrzenie pełne pożądania … zapach i przede wszystkim słowa stanowią dla mnie wyzwanie, któremu muszę sprostać. Stanowią również spełnienie marzenia o kimś kto miał w realnym świecie nie istnieć. Jest.

22:52

Między porannym spacerem nad morzem, śniadaniem w towarzystwie niemieckich emerytów, dwoma spotkaniami w mega ważnych sprawach, intensywnym treningiem  … a leżeniem na domowej kanapie minęło zaledwie kilkanaście godzin. Kocham mój dom. Szczególnie kiedy córka jest ze mną. Przegadałyśmy pół wieczora. O planach na przyszłość – miała dzisiaj na ten temat warsztaty. Oczywiście oprócz koszykówki pasją jest architektura. O facetach. Podobno najlepsi są sportowcy – bo zdyscyplinowani. O świętach – koniecznie spędzonych z dziadkiem. O Torpedzie, który od kilku dni ma problem z tchawicą – umówiony zabieg. Po prostu przejechałyśmy codzienność. Jutro wybieramy się na basen – obie mamy wolne. Potem upieczemy mazurki. Plan do niedzieli uzupełniony w kalendarzu. Były mąż sprawnie zarządza w tym temacie naszymi tabletami. Jej treningi, moje wyjazdy – pełna dostępność tydzień po tygodniu. Nie wiem czy to święta, czy jakaś inna przyczyna, ale bardzo skupiam się na rodzinie. Wybryki odsuwam na bok. Przyjdzie na nie czas. Dobry znak – nie piłam dzisiaj.

take a bow

Jestem w hotelu. I niestety piję kolejnego drinka. Tylko to mi daje poczucie wyluzowania. Moja głowa pełna jest analiz. Moje serce jest puste. Moje myśli są złe. I tylko Halina Poświatowska mi zostaje …

po co umyłam piersi i każdy włos z osobna czesałam w wąskim lustrze puste są moje ręce i łóżko cienki scyzoryk nocy rozciął obrączkę półksiężycem zwisła pod brzemienną w pąki jabłonią szamocę się szarpię krochmaloną koszulę wydyma wielki wiatr mój brzuch jest gładkim stawem piersi – rozpieniona woda ugłaskać je – ugłaskać – ugłaskać światło dnia pijane z niemocy znajdzie moje zaschłe usta i niechętnie i obco mglisto je ucałuje – odejdzie

Teatr

Zebranie ZZ przetrwaliśmy całkiem naturalnie. Pewnie dlatego, że mało ze sobą rozmawialiśmy. Po wszystkim na parkingu zapytałam:
- Kawa?
- W Ind – odpowiedział.
Wyjechał pierwszy. Ja jeszcze kilkanaście minut rozmawiałam z logistyką. Potem dogoniłam go na autostradzie. Zjechaliśmy do miejsca, w którym nikt miał nas nie zobaczyć. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie. Po prostu wpatrzeni. Tę surrealistyczną randkę przerwał ktoś z firmy, kto akurat w Ind postanowił coś zjeść po zebraniu.
Pożegnałam się szybko i wyszłam. Zgasiłam iskry. Kilka minut później odczytałam sms „pragnąłem Cię choć przytulić”.
Ja też – pomyślałam, ale nie odpisałam.

Kolejna niedziela

Nie wiem na czym to polega, ale po Metaxie robię się mega odważna i mam ochotę do niego zadzwonić. Co mnie powstrzymuje? Dbanie o pozory, udawanie, że nie jestem sentymentalna, trochę brak pewności w jakiej sytuacji go zastanę. Jednakże myślenie i pragnienia mnie nie opuszczają. Podporządkowuję temu ostatnio swoje życie. Liczę, że jutro znajdzie pretekst by do mnie zadzwonić. Ja takich pretekstów nie zamierzam szukać. Tu zdaję się na jego inicjatywę. Tym bardziej, że niedługo będziemy musieli się spotkać zawodowo. Od tego nie będzie ucieczki. Trzeba będzie za to odegrać swoje role tak, by nikt nie domyślił się tego, co się między nami dzieje. Obawiam się jednak, że dla mnie to pasjonujący wątek w nudnym życiu – dla niego coś ważniejszego. Ponieważ koniec tej historii znam – nie chcę by się potem przeze mnie męczył. All …

Czwartek cd

Dzień jak codzień do 16. Telefon, który znów wzruszył moje serce. A ono zagłusza umysł. Usłyszałam:
- Uwielbiam cię.
- A co to znaczy uwielbiać kogoś? – zapytałam.
- Być obok, dotykać, rozkoszować się obecnością, rozmawiać, patrzeć, podziwiać.
I jak ja mam się zachować? Jak mam się nie cieszyć z tego co do mnie powiedział. Od 4 marca pozwalał mi zapominać, a dziś znów przewrócił mi świat do góry nogami.
- Ja tak nie mogę. Chciałabym cofnąć czas … i nie musieć tego przeżywać. Oddaj mi proszę moje poprzednie życie. Byłam wolna, a teraz …
- Ranisz mnie.
Kolejny mężczyzna, który mi to zarzucił.

Czwartek

Jest dobrze. W pracy. Poza tym … mniej natrętnie powracających obaw. Problemy Olki dają szerszą perspektywę. Teraz myślę bardziej o niej niż o sobie. Punkt zwrotny.