Niedziela

Plan jest taki, że pójdę na zakupy. Potem ugotuję obiad. Póki co leżę. Sama. Torpeda u taty. Dziecko na meczu. W domu cicho. Wymarzony spokój. A jednak tak trudny do wytrzymania.

Wstrząsy

Mam złe dni. Nie chodzę do pracy. Nie odbieram telefonów. Jadę nad morze. Odpoczywam. Weryfikuję dane. Przymykam oko. Odpowiadam na trzy maile, które mają naprawdę znaczenie. Potem dzwonię do niego i mówię po prostu, że to co się stało jest dla mnie ważne. Potrzebuję czasu by wyrównać ciśnienie. Natomiast niczego nie oczekuję. Chcę żeby było jak dawniej. Wmawiam jemu i sobie, że możemy o tym zapomnieć.
- Jeśli tak chcesz – odpowiada. Potem rozmawiamy już tylko o pracy. Kiedy wracam. Jakie plany. Czy pojadę na kolejne rekrutacje.
Teraz myślę, że jestem w stanie udawać, że nic się nie stało.

cd

Dzisiaj nie poszłam do pracy. Naprawdę nie miałam siły wstać. Obejrzałam Dziewczynę z szafy i uświadomiłam sobie, że wszystko może być naprawdę proste, a każde cierpienie łatwo zakończyć.

lovesick

Waga codziennie wskazuje mniej. W ogóle nie bywam głodna. Przestałam gotować. Właściwie przestałam jeść. Cieszy mnie sen. Tylko pod zamkniętymi powiekami mój świat staje się znośny. Muszę to przetrwać. Choć na tę chwilę nie ma nikogo kto może mi pomóc. Kto może dostrzec co się dzieje.
Trzymam się ziemi, bo przecież jest najważniejsza, tylko jak długo dam radę?

Staram się

Nie nawiązywać do tematu. Nie dzwonić. Pisać maile tylko w ważnych sprawach. W czasie rozmowy z jego inicjatywy absolutnie udawać, że nic się nie stało. Jest dla mnie tak miły i dobry. Gubię się w tym czego pragnę, a czego pragnąć nie powinnam.

Poza tym wykupiłam dziś 9 dni na Dominikanie. Lecę sama. Pragnę pić i spać na słońcu. Nic nie musieć. Niczego nie potrzebować. Do niczego nie tęsknić. Ostatnio zbyt często się gubię. Wjeżdżam tam, gdzie jest widoczny zakaz. Znów wieczory z Metaxą. Były mąż komentuje cierpko.
- Spadaj – syczę przez zęby wywracając oczami.
Czasem wydaje mi się, że jestem idealną pacjentką wariatkowa.

Dla siebie samej

4 marca muszę zapamiętać. Wracać do chwil kiedy i zmysły, i uczucia zawładnęły kilkoma godzinami mojego życia. Słowa, czułość, zakłopotanie, łamanie zasad i reguł, bliskość i to co później zostaje w głowie.

Akceptacja

Zadzwonił do mnie pod pretekstem jakiś rzeczy zostawionych w moim samochodzie.
- Być może są – odpowiedziałam spokojnie choć czułam pewną ekscytację słysząc jego głos.
Ustalamy jakiś termin, gdzieś w Polsce. Zdzwonimy się, spotkamy, odbierze. Po chwili rozmowa przybiera już mniej formalny charakter. Zaczynamy się zastanawiać dlaczego z tak super zapowiadającej się przygody przeszliśmy w stan hibernacji. Przypominam mu naszą rozmowę w beskidzkim pokoju hotelowym.
- Po prostu zbyt często mnie ranisz – podsumowuję.
- Tego akurat nauczyłem się od mistrza, czyli od ciebie – odpowiada.
Następuje milczenie. Trwa chwilę.
- Prześlę ci te rzeczy kurierem – odpowiadam - Po co się spotykać w takich nastrojach?
- Jesteś potwornie nasycona egoizmem.
- I co w związku z tym?
Znów milczenie.
- Przepraszam cię, ale muszę kończyć. Cześć – rozłączam się.

No i nie mogę się przestać dziwić całej tej rozmowie. Choć biorąc pod uwagę to co się miedzy nami działo – raczej zawsze było na granicy. A jak wiadomo granice dzielą nie łączą. Więc równowaga zachowana.