Sentymentalnie

Noc. Deszcz. Kręte schody. Zapach jesieni. Knajpa w piwnicy. Szum wina w głowie. Słowa. Dotyk. Muzyka – Universe. Jakkolwiek banalnie – naprawdę przyjemnie. Psychoterapia. Potem jazda samochodem ulicami obcego miasta. Światła odbijające się od kałuż na jezdni. Mocne ramie wspierające szpilki na brukowanej uliczce. Ciepły pokój w hotelu. Mokre włosy na poduszce. Zasypiam sama.

Telefon do przyjaciela

Po piątej godzinie rekrutacji złapałam się na tym, że nie słucham o czym mówią kandydaci. Po siódmej godzinie przestałam zadawać pytania. Po dziewiątej na sali zostało już tylko moje ciało. Potem, nocą w hotelowym pokoju leżałam na łóżku gapiąc się bezmyślnie w migające telewizyjne obrazy. Impuls i telefon do Olki. Odebrała po pierwszym sygnale.
- Co tam? – zapytała.
- Nie śpisz – stwierdziłam.
- Raportuję.
- O 3 nad ranem.
- Taka praca. Czemu marudzisz?
- Wypaliłam się.
- No! Wreszcie.
- Bardzo  śmieszne.
- Odejdź.
- Wywołam tym gniew bogów.
- Jednego. Przeżyje to jakoś.
- Co będę robić bez pracy?
- Żyć.