Znaczenie

Raczej rzadko spotykam się z sympatią moich współpracowników. Przez ostatnie dziesięć lat pracy nauczyłam się, że tematem wiodącym jest rywalizacja i zawiść. Poza tym tylko mężczyźni zapewniają mi do tej pory komfort dopieszczenia. Kobiety raczej omijają szerokim łukiem. Piszę to w kontekście wczorajszego kosza z winem i słodyczami, który został dostarczony przez  kuriera. Najważniejsza była jednak kartka z wpisanymi odręcznie życzeniami ludzi z firmy. Wszyscy życzyli mi powrotu do zdrowia. Jak mocno nie było to uwarunkowane zwykłą kurtuazją – nie wiem - w każdym razie zrobiło mi się miło. Nie będzie mnie w pracy przez najbliższe dwa miesiące. Taka prognoza lekarzy. W poniedziałek operacja. Boję się. Naturalnie. Jednak chcę tę historię mieć już za sobą. Szereguję to w kategoriach pierdoły, która nie ma większego znaczenia. Poza tym … Nigdy się nie dowiesz, co jest w mojej głowie (naprawdę).

Przewrotność

Jest mi smutno. Zwyczajnie. Nawet nie mogę się zmusić do uśmiechu. Noga w złym stanie. Bez operacji się nie obędzie. Potem długa rehabilitacja. No to sobie porobiłam karierę … Mam ochotę się popłakać. Jednak coś blokuje u mnie ten odruch. Dlatego się smucę. Ja naprawdę żyję pracą. I choć czasem na nią narzekam – robię to dla równowagi. Póki co została mi telewizja śniadaniowa. Gotowanie pomidorowej. I zwierzanie się Torpedzie, który rozciągnięty leży przy kominku. Dziecko od rana w szkole. Po szkole na treningu. Po treningu na języku. Potem je, uczy się i nie ma dla mnie czasu. I to by było na tyle …

Wolniej niż wolno

Wieszam pranie. Oglądam telewizję śniadaniową. Gotuję obiad. Jest normalnie, czyli beznadziejnie nudno. Moje serce wyrywa się z piersi i chce do pracy. Intensywnej. Męczącej. Stresującej. Pełnej wyzwań. I satysfakcji. Jutro jadę na ściągnięcie gipsu…

Sobota

Rano była nauka. Przede wszystkim historia. W poniedziałek praca klasowa ze starożytności.
- Przepytasz? – dziecko wyszło ze swojej kryjówki po dwóch godzinach.
- Jasne – odpowiedziałam odrywając się od krojenia marchewki.
Przepytałam ją. Powtórzyłyśmy coś tam jeszcze. Na koniec powiedziała:
- Wiesz co jest w tym wszystkim fajne? To, że Jezus wymyślił chrześcijaństwo.
W pierwszym odruchu chciałam prostować i tłumaczyć. Uznałam jednak, że sens zrozumiała. Ubrała go tylko współcześnie. Kilka dni wcześniej rozmawiałyśmy o Zuckerbergu, który wymyślił … facebooka.