Bez kategorii

Jest mi tak dobrze. Za dobrze. Siedzę w domu uziemiona gipsem. Donikąd się nie spieszę. Niczego nie muszę.  Czytam 3 biografie. Trochę popracuję przepychając się mailami z debilami, których szczerze nienawidzę. I próbuję skończyć projekt badawczy o tolerancji studentów. Kwestionariusz jest lepszy niż ankieta. Ankieta jest łatwiejsza. Takimi oto rozważaniami zaprzątam sobie głowę typowej blondynki. Ponieważ Metaxa się skończyła, a dzieciom jej nie sprzedają mam przymusowy odwyk. O dosłowności chciałam powiedzieć – nie bierz sobie tego tak bardzo do siebie. A w ogrodzie zamiast śniegu błoto. Niech już zacznie świecić słońce.

Ferie

Pierwszy dzień. I od razu zerwane ścięgna. Chciałam się popisać na stoku. Cóż. Szkoda tylko, że narciarskie plany, które poczyniłyśmy z córką w związku z możliwością spędzenia wspólnie wolnego czasu trzeba było zmienić. Sytuację uratowała niezwykła pomysłowość mojego dziecka. Zorganizowała nam wszystko tak, że ona się nie nudziła a ja mogłam mimo gipsu uczestniczyć w jej planach. Na moich oczach rośnie menadżer na życie. Zorganizowana, asertywna, dążąca zawsze do wyznaczonego celu. Czasem się zastanawiam czy świat sprosta jej oczekiwaniom.

Wracałam ze Szwajcarii. Sama. Jak zwykle. Bez szczególnych przygód. Mandarynki zapijałam colą. 10 kilometrów od domu ogarnęła mnie taka radość, że szczęśliwie dojechałam, że straciłam czujność. Ciemno. Śnieżnie. Pusto. Przycisnęłam. I złapałam 10 punktów.