Związek. Temat, który odsuwam gdy zaczyna się przeciągać. Mam 37 lat. Pełną niezależność. Tylko szaleństwo mogłoby mnie popchnąć w kierunku budowania głębszych damsko męskich więzi. To czego jestem pewna na sto procent to uwielbienie wolności. Swoboda działania. Jestem podatna na chwilowe zauroczenia. Angielskie znikanie. Zmiany.

Na początku relacji nie oznajmiam tego. Dla mnie jest to oczywiste. Dziwię się późniejszym histeriom, pretensjom i obrażaniu się.
Poza tym mój target zmienia się wiekowo. Wchodzę w fazę uwielbienia młodości. Dwa z przodu. To jest mój sposób na spędzanie znikomego wolnego czasu, relaks i odbicie. 
Być może to zepsucie, brak moralności itp. Jednak jakie to jest fascynujące … 

Kilkanaście egzaminów w najgorszych z możliwych terminach. Próbuję łatać dziury. Nie da się jednak złapać 2 srok za ogon.
Nie chcę odpuścić żadnego tematu. Spinam się. Odsuwam od siebie. Szukam wymówek. Z tej przyczyny trochę odpuszczam robotę, trochę studia i niczego nie robię na 100%.
Najgorsze rozwiązanie. Nie mam czasu. Gdyby można go było kupić.
Poza tym sypie mi się backstage. Tam też ostatnio jest as aoon as possible.
Stare dobre małżeństwo mi się w głowie zawieruszyło "jak biec do końca potem odpoczniesz". No, to szerokości – jak mawiają koledzy z radyjek ;)

Klaudyny mama okazała się wspaniałym kompanem do picia. Gadałyśmy o życiu. Prosto. Mocno. Upiłyśmy się strasznie w tej jej przytulnej melince.
Klaudyna się do mnie nie odzywa.

Dzięki Euro mam wolny tydzień. Wreszcie pokażę się na uczelni. Spróbuję coś zaliczyć.
I znów czas umknie.
Jazda na luzie nie jest wskazana.
Zmęczona jestem już myśleniem : w co się wpakowałam. A i tak o tym myślę.
Wiem jedno – jeśli nie osiągnę sukcesu – odejdę.
Nigdy w życiu nie cieszyło mnie przeczekanie.
Wszystko musi być po coś.
Dzisiaj mam wygodne łóżko w swoim własnym domu, Torpedę, który nie odstępuje mnie na krok … i najukochańszą córkę na świecie, która leży obok i czyta to co piszę :)