Jestem na etapie mega stresu. Perspektywa, z której teraz patrzę na życie jest zaskakująca. Wieczorem zasypiam tylko dlatego, że połykam podwójną dawkę aspiryny zapijanej kilkoma drinkami. Nie wiem kiedy wyrównam to wszystko w głowie. Opłacam sukces.

Adrenalina puściła. Trochę. Szybkość życia i podejmowania ważnych decyzji była w ciągu klilku ostatnich dni zawrotna. W każdym razie zostałam członkiem zarządu. Zważywszy, że osiem lat temu zaczynałam w firmie jako referentka po znajomości. Jednocześnie z nastaniem nowego prezesa miałam wrażenie, że jestem uważana za osobę bardzo trudną w kontakcie. Stąd też brały się kolejne imaginacje, że prezes mnie nie znosi. A tu proszę, docenił kompetencje. Kończy się zatem ciepła posadka dyrektora hr z biurkiem tuż obok domu i życiem jak z bajki. Gdybym jednak nie przyjęła tego wyzwania … ech. Ciekawi mnie przyszłość. 

Bobik zadzwonił do mnie zaaferowany, że jakiś headhunter sprzedał jego cv sieciówce, która chciała zatrudnić go na stanowisku dyrektora sprzedaży.
- Sto lat nie byłem na rozmowie. O co wy tam teraz pytacie?
Podsunęłam mu to, co najważniejsze. Notował, przeżywał, stresował się, trenował - pojechał 400 km na spotkanie.
Po zadzwonił do mnie wściekły.
- Dwie fruzie. Drinki z palemką. Kwadrans głupkowatej rozmowy. I do domu.
- Poważnie? – zdziwiłam się bardzo.
- Nie zadały mi żadnego z twoich pytań.
- To znaczy, że nie była to normalna rozmowa rekrutacyjna.
Potem padały już tylko niecenzuralne słowa.

Bez szczególnych trudności udało mi się wydzwonić dyrektora hr z firmy, która kupiła cv Bobika. Opowiedziałam mu sytuację. Oczywiście teatralnie przyznał mi rację, że takie zachowanie rekruterów nie było godne pochwały. Dodał, że przecież i jakość kandydatów też nie jest najlepsza. Burak jeden.

W tym zawodzie naprawdę trzeba mieć poczucie odpowiedzialności. Bardzo często od nas zależy czyjeś zawodowe życie.

Zmęczenie fizyczne. Pracą. Osiem intensywnych godzin. Spotkania rekrutacyjne. Ciśnie mnie nawet luźna bluzka.

Teraz wygodna kanapa, herbata i Babel dają wytchnienie. Zadziwiająca jest czasem prostota mojej konstrukcji.