Krzysztof Kwiatkowski. Uwielbiam go po prostu. Właśnie jest w DDTVN. Dla mnie mógłby mówić i mówić i mówić i mówić … Mogłabym się na niego gapić bez końca.

Został mi jeden ciężki egzamin, do którego uczę się nie wychodząc z domu. Twórca, plagiat, cytat, ustawa, proces … kodeks … postępowanie cywilne. Zakuwam to po prostu w ilościach globalnych.
Dzisiaj czekając na kawę stwierdziłam, że mi się nie chce. Zmęczyło mnie to. Kiepsko widzę. Nie chłonę. Jestem stara. Za stara. I takie tam pierdy.
Jak zdam ten egzamin to oszaleję z radości.

Poza tym – nic więcej.

Koresponduję z mgr od ochrony własności intektualnej. Mam wrażenie, że ze mną flirtuje. Ciągle odsyła mój projekt i wymyśla kolejne poprawki. Tymczasem ja nie przywiązuję do tego zbyt dużej wagi. Zajmować mnie będą tego wieczora rzeczy lekkie, łatwe i przyjemne.

Zaliczenia przed sesją. Znów uczę się. I uczę. I uczę. Większości tematów z pasją. Zaczęłam też roczną podyplomówkę z socjotechnik. Zaczyna mi brakować czasu. Przetrwać jeszcze te kilka miesięcy. I znów będą wakacje.

Dzisiaj na patologii młodziutka dziewczynka opowiadała o funkcjonowaniu pogotowia opiekuńczego, niedoskonałym systemie, powtarzaniu schematów. Profesor przerwał jej niezbyt grzecznie i zaczął ją ścinać. Gdzie to on nie pracował, czym się nie zajmował. No przecież wie więcej. Wtedy dziewczynka bardzo smutnym głosem powiedziała, że nieraz była w pogotowiu ponieważ policja nie miała jej dokąd zawieźć po interwencjach z powodu pijackich awantur w domu. 
Zabrała torbę i wyszła. Profesor może mądry i doświadczony. Jednak słoma mu z butów wyszła. 
Analizując to wszystko w swoim spokojnym domku pod lasem doszłam do wniosku, że popełniam grzech zaniechania. Nikomu nie pomagam. Żyję tylko dla siebie. I marnotrawię w bezruchu to, czym mogłabym kogoś uszczęśliwić.
Jeśli wiesz co chcę powiedzieć.

Jestem wiernym klientem allegro. I właściwie od lat nie mam z zakupami żadnego kłopotu. Jednak dobra passa nie trwa wiecznie. Od miesiąca czekam na towar, który co prawa nie jest mi niezbędny do życia, ale zapłaciłam za niego, zapłaciłam za przesyłkę, a sprzedawca informował, że dostawa w ciągu 24 h. Napisałam więc maila z uprzejmą prośbą o zwrot pieniędzy. W odpowiedzi dostałam mnóstwo pomstujących na klientów, kurierów, pocztę, Boże Narodzenie itp. słów.  Sprzedawca oczekiwał ode mnie zrozumienia.
Sorry, ale nie ja powinnam być adresatem. Może jakiś dobry psychoanalityk?
Absolutnie nie jestem zwolenniczką sloganu Klient nasz Pan. Wręcz przeciwnie. Uważam, że większość kupujących to buraki pastewne. Żądam, wymagam i jeszcze chcę za darmo. Takiemu zachowaniu mówię N I E. Niech sobie do mnie sprzedawcy podchodzą i pytają w czym mają pomóc. W końcu taki jest standard współczesnych technik sprzedaży. Ich pomoc często się przydaje. Nie żebram o rabaty. W końcu sklep utrzymuje się ze sprzedaży – nie z darowizn.
Jednak gdy ktoś mi coś obiecuje, bierze za to kasę a potem ma mnie w dupie – to nie ma zmiłuj. Nie zamierzam być ani wyrozumiała, ani szlachetna.

I jeszcze mi się przypomniało o beznadziejnych paniach z centrum medycznego, w którym bywam dwa razy w miesiącu. Tam to dopiero jest wolna amerykanka. Wiecznie obrażone, zniesmaczone, stękające. Od nich jednak wymagam uśmiechu i uprzejmości. Wizyty nie są tam tanie. Część tych pieniędzy idzie właśnie na te panie. Najgorsze jest to, że nigdy nie wiadomo czy dobrze cię zarejestrują, wpiszą datę, godzinę i nazwisko lekarza. Czasem mam ochotę wrzucić w ich pokręcony świat gaz rozweselający.

Dzwonię do Centrali. Mam osobistą prośbę. Do zaprzyjaźnionej księgowej. Odbiera niezbyt przeze mnie lubiany analityk.

- Witam Gorzów – słyszę w słuchawce.
- Cześć. Jest Mariolka?
- Wyszła.  Ja ci chętnie pomogę.
- W czym?
- No, zamiast Mariolki.
- Mam sprawę do niej.
- Nalegam żebyś podzieliła się ze mną swoim problemem. Nie zapominaj, że ja wszystkich szkolę z zasad księgowości.
- Wiesz co, idź do zoologicznego i podziel się swoją wiedzą z koszatniczkami.
Rozłączam się by nie powiedzieć czegoś mocniejszego.
Po kilku minutach oddzwania do mnie rozbawiona Mariolka.
- Alka, coś ty nagadała analitykowi? Jest w ciężkim szoku.
- Wstrząsające.
Czasem przesadzam, wiem.