Listopad. Kilka trudniejszych spraw zaplątało się w nasz spokój.
Poza tym nauka. W sobotę pierwszy egzamin. Czas pędzi.
I ważne – zdecydowanie robię się milsza dla ludzi. Samoistnie.

Urodziny. Moje i bloga. Od kilku lat pamiętam o nich równomiernie. Kuszę się na porównania, podróże w czasie i takie tam sentymenty.

Kolejka do kasy. W delikatesach. Pani zaciął się papier w drukarce. W kolejce ja i bardzo przystojny, dojrzały mężczyzna. Ja zniecierpliwiona. On spokojny. Czekamy i czekamy. Mnie trafia szlag. Mężczyzna bez negatywnych emocji.
- Trudno – mówi po chwili, gdy sprawa drukarki nabiera jeszcze dramatyczniejszego przebiegu – Będę musiał przybyć tutaj ponownie.
- Jaki ładny czasownik – reaguję spontanicznie – Jak z czasów rycerzy.
Mężczyzna odwraca się w moją stronę z ciepłem w oczach, uroczym uśmiechem, dobrodusznością wypisaną na twarzy i białą koloratką pod szyją.
Ech!