Prezes testuje moją wytrzymałość. Ponieważ nigdy nie wdaję się z nim w żadne dyskusje i na pytania odpowiadam dość lapidarnie, a na maile odpisuję biznesowymi formułkami – trudno mu znaleźć jakiegoś miękkiego haka. Trochę tak sobie pogrywamy. I naprawdę nie jest wcale jasne kto z nas ma więcej do stracenia.  

Co nie zmienia faktu, że czasem wkurza mnie maksymalnie. I przy moim cholerycznym usposobieniu udawanie, że nic się nie dzieje jest trudne. 
Dzisiaj ogarniałam się w biurze po kilkudniowej nieobecności. Aneta streściła mi ważniejsze sprawy. Podjęła decyzje, które nie do końca aprobuję. Jednak muszę dać jej pewną suwerenność. To poprawia wydajność. Patrzę na krzątających się ludzi. Pracujemy na wspólny sukces ale jesteśmy tak różni. Zamykam szklane drzwi i handluję głowami.

Zaczęłam właśnie pracę, a już myślę o powrocie do domu. Ponieważ planujemy we czwartek wyjazd do naszej chałupki nad morzem – plan przygotowań uskuteczniam póki co tylko w głowie. Zabieramy Klaudynę. Po wyczynach jej mamy nadal nie może dojść do siebie. Jest taka smutna. To nie służy ciąży. I udało się namówić Olkę, która w swym szaleństwie znajduje lekarstwo na wszystko. Będzie fajnie. Kobiety, dzieci, psy, plaża, słona woda. Pogoda.
Kocham to utrzymywanie równowagi.

W domu znów jest normalnie. Dziecko wróciło z wakacji. Pies od dziadka. Muzyka zagłusza TVN24. Wspólne śniadanie. I przede wszystkim rozmowy. O nowej szkole. I wyzwaniu w klasie o profilu sportowym. Wielogodzinne treningi trzeba będzie pogodzić z nauką, zajęciami poza szkołą.
Wybrała. Dajemy jej szansę dokonywania wyborów, które tak naprawdę już na tym etapie są bardzo ważne. Podziwiam sposób w jaki potrafi argumentować swoje dycyzje.
I jeszcze – mam ciągłą chęć trzymania jej na kolanach – choć wije się jak piskorz i ze śmiechem ucieka. Miłość bezwzględna.

Rekordowa ilość ukąszeń, zadrapań i siniaków. Wyglądam jak dziecko, które wróciło z obozu w głębokim lesie. Jednak dusza nieco uleczona. Dość pouczające jest odsunięcie od siebie cywilizacji na kilka dni. Potrafimy sobie świetnie organizować czas bez techniki. 

I jakie umiejętności można w sobie odkryć! 

Wyjeżdżamy na tydzień w dzicz. Wygrała z rejsem po Nilu i fiordami. To jest chęć sprawdzenia siebie. Odcięcia od tego wszystkiego, co powoduje codzienny stres. Chcemy odpocząć, sprawdzić się.

Tydzień z hasłem : Klaudyna. Ciąża. Pijana matka. Z mieszkania melina. Pilna wizyta w szpitalu. Policja. Nie wiem czy istnieje scenarzysta, który byłby w stanie opisać taką historię. 

Wczoraj wieczorem, kiedy już było po wszystkim siedziałyśmy na ławce przez blokiem – tym blokiem, w którym mieszkałyśmy ponad dwadzieścia lat – Klaudyna podsumowała:
- Kiedy moja mama wracała z pracy patrzyłaś zazdrośnie jak do niej podbiegam. Chciałabyś ją teraz?
Przypomniałam sobie znowu to uczucie tęsknoty, braku zrozumienia sytuacji i żal, że inne dzieci mają mamy a moja mnie zostawiła.
Przecież była taka ładna, mądra i dobra. 
- Wiesz co, teraz jest nas czas. Spróbujmy być lepsze od nich – powiedziałam.
- Przecież jesteśmy – Klaudyna uśmiechnęła się szczerze.
Na to w klatce pojawił się mój tata. Jak zwykle w dobrym momencie z dobrą propozycją.
- Kolacja.