No to jestem na etapie: żle sypiam. Właściwie nie sypiam wcale. Za to pracuję. Wymyśliłam sobie system selekcji kandydatów. Technicznie jednak pod koniec się zacięłam i około trzeciej nad ranem zadzwoniłam do naszego informatyka. Oczywiście też nie spał. Z godzinę pomęczyliśmy się i JEST. Opatentuję wynalazek.
Leje. Od tak dawna, że już nie pamiętam kiedy nie padało. I ten deszcz na skali nastrojów powoduje tendencję spadkową.
Samotność i cisza.
Dziecko od miesiąca zdobywa Amerykę, Torpeda wyprowadził się do dziadka, potencjalnych kandydatów na męża brak.
Dzisiaj jest ślub mojej znajomej z uczelni. Mimo słabej zażyłości zostałam zaproszona na skromne przyjęcie. I jak doniosły mi koleżanki koleżanek zaproszenie wynikało z chęci uzyskania od mnie ładnego prezentu. Tak więc by zabawić się sytuacją pójdę do pałacu ślubów z bukietem marketowych róż za 9.99 i to wszystko.

Planuję pójść na spontaniczny urlop. Przekopuję się przez setki ofert. Tak naprawdę nie mam sprecyzowanego celu. Nie jest dla mnie ważne miejsce. Ma być ciekawie. Relaksująco. Czas odskoczyć.

Wyspałam się. To zawsze działa regeneracyjnie. Głowa przestaje boleć. Przychodzi ochota na kawę. W domu słychać Toni:
they come to hear you play and drink and dance the night away.
Za oknem ulewa. Wiatr. Jesień. Sąsiad przyszedł z pretensją, że krzywo zaparkowałam auto blokując mu przejazd. Wychodzę w piżamie żeby się przeparkować. Zjeżdżam z dróżki choć tak naprawdę facet mógłby sprytnie mnie wyminąć. Parkuję na swoim podjeździe. Kilka chwil stoję w strugach deszczu. Miss mokrego podkoszulka. Ach, te powroty do rzeczywistośc
i.

Mam ochotę walnąć pięścią w stół. Zakląć. Rozwalić coś. Zdemolować. Czuję, że wypełnia mnie świństwo, które już się nie mieści. Nienawidzę się tak czuć. 
Ukojenie daje wiara w pewne stałe. Tylko z nimi się liczę. Wiem, że dla nich warto.

Ujęcie socjologiczne. Przenika mnie. Grupa odniesienia. Konformizm. Znów zamiast przejść bez zatrzymywania się –  ja szukam zaczepki. Poza tym w Askanie wyprzedaże. Zdumiejwające, że nie potrafię się oprzeć. 

I jeszcze całowanie.
W tej czasporzestrzeni jest dla mnie najprzyjemniejszą czynnością świata.
Nie mogę również zapomnieć o spotkaniu z zarządem, na które zostałam wezwana w trybie pilnym na środę. 
A narzekałam na nudę. Choć wiem, że od a nie zaczyna się zdania ;)

Myślę o sprzedaży domu. 

Poza tym nadmiar wrażeń. Mają dobry smak. 
Tylko zbyt często zastanawiam się co oni we mnie widzą. I czego tak naprawdę pragną.

Na biurku trzy wypowiedzenia. Znam osoby kryjące się za nazwiskami. Życie. Nie moja decyzja. Mój podpis. Ile razy zadam sobie jeszcze pytanie: po co mi to??? Dlaczego tak kurczowo trzymam się roboty, która wywołuje u mnie dylematy moralne?
- Zamów kuriera na jedenastą – mówię Anecie przez telefon.
- Nie przyjdziesz dzisiaj? – pyta.
- Może – spoglądam na uwypukloną skórę wokół oczu.
Czy ja mam do końca sprecyzowane pragnienia? Czy jest mi potrzebne coś więcej niż to co mam teraz? Mój były mąż zwykł mawiać, że niepotrzebnie rozkładam wszystkie sytuacje i osoby na czynniki. Coś w tym jest. O ile prościej przyjmuje się to, co jest, gdy się tego dodatkowo nie komplikuje roztrząsaniem.  
Niestety nie ma lekarstwa na zmianę charakteru.
Muszę gdzieś pojechać. W trochę inny krajobraz. Nie być sama przez jakiś czas.

Zdecydowałam się trochę odmłodzić. I skorzystałam z minimalnie inwazyjnego zabiegu. Efektu jeszcze nie widać. Liczę na to, że rano Torpeda mnie nie pozna. Żegnajcie kurze łapki.

Głos. Nieświadomie dałam się zauroczyć. Słuchałam go. Nawet nie słów. Tylko dźwięku. Do tej pory przytrafiali mi się tylko partnerzy biznesowi. Tym razem osobą, która pochłonęła mnie na pól nocy był maksymalnie wyluzowany radiowiec. Słuchając jego audycji w samochodzie nawet sobie nie wyobrażałam jak może wyglądać. Okazał się tak intrygującym mężczyzną, że do dzisiaj jest w mojej głowie. W trakcie imprezy wyrwaliśmy się w kilka osób na spacer po mieście, którego zupełnie nie znałam. Byliśmy nad jakąś rzeką. I dworcu PKP. I gdzieś jeszcze. Nawet sobie przypomnieć nie mogę ponieważ od nadmiaru soku marchewkowego momentami traciałm kontakt z rzeczywistością. 

Drugiego dnia w południe ktoś zapukał do drzwi mojego pokoju w hotelu. Radiowiec. Bardzo ładnie uśmiechnięty. W zwykłej koszulce i krótkich spodenkach. W rękach trzymał moje buty.
- Pomyślałem, że jeszcze ci się przydadzą. Ładne są.
Nawet nie pamiętałam, że wróciłam bez nich. Zabrałam buty i zamknęłam mu drzwi przed nosem. 
Teraz mam smsy. I uporczywe myślenie o tym, co by było, gdyby …
Wakacyjna samotność nie wpływa na mnie dobrze.

Nowi sąsiedzi. Nie mam z nimi żadnego kontaktu. Jednak zauważyłam pewną prawidłowość w zachowaniu pana. Około północy wychodzi na taras z laptopem. W ciemnościach widać jego zgarbioną sylwetkę na tle świecącego monitora. Siedzi prawie do rana. Jednakże o siódmej rano wyprowadza auto z garażu i jedzie (chyba do pracy). Dewocieję.