Torpeda zniknął na trzy dni w lesie. Wrócił zmizerowany. Waży teraz ptółtora kilograma i wygląda strasznie. Weterynarz stwierdził, że nic mu nie jest. Jednak te jego wyprawy dla mnie są bardzo męczące. Boję się, że kiedyś nie wróci.
Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad kupnem drugiego psa. Zdecydowanie większego. Takiego, który będzie pilnował domu pod naszą nieobecność. I przy okazji nie pożre Torpedy.

 
001.jpg 

Będę gadać jak nawiedzona, ale CZAS leczy rany – to raz. I dwa: czarne chmury trzeba przeczekać. Jestem dzisiaj uśmiechnięta od ucha do ucha. A już chciałam do Warty skakać z powodu przytłaczających zdarzeń.

Do tego Klaudyna w ciąży, guz Olki łagodny. I love … almost everything.

Ciemno. Chłodno. Pachnie wilgocią. Na tarasie tli się kilka świec. Z ogrodu dobiegają odgłosy nocnego życia owadów. 

Jestem sama. Nudzę się ze sobą. 

Jedziemy z Anetą na rowerach nową trasą. Nad Kłodawką. Przez ogrodzenie w stronę rwącej rzeczki próbują przejść mali chłopcy. 
Aneta zatrzymuje się i groźnie krzyczy:
- Nad rzeką jest niebezpiecznie. Jeszcze się potopicie.
- A chuj tam – słyszy w odpowiedzi.

Miałam sen, w którym jeden z kandydatów rzuca w nasze biuro hot dogiem. Wstałam rano i myślę sobie – co za dzwiactwo mi się przyśniło. Odkopałam człowieka we wspomnieniach z rekrutacji w Szczecinie. Nie przyjęliśmy go do pracy.

Po przyjściu do biura od razu chciałam o śnie opowiedzieć Anecie. Niestety uprzedziła mnie informacją, że facet wysmarował okropnego maila żaląc się na to, że nie dostał szansy pełnej autoprezentacji. Czytanie paszkwila to czyste socjologiczne doświadczenie. 
I teraz – skąd mój sen wiedział, że trzeba mnie ostrzec?

Przełknięta trójczyna z metodologii ponieważ na 60 osób test zaliczyły tylko cztery. Gdyby to, że inni mają gorzej mogło ukoić bardziej. Podobno do kwestii ocen podchodzę zbyt ambicjonalnie. Jednak uczyłam się. Mało tego – wydawało mi się, że jestem świetnie przygotowana. 

Ewa Farna. Codziennie, od siódmej. Łapię się na tym, że znam większość tekstów na pamięć. 

Między dźwiękami i słowami moje dziecko szaleje przed lustrem lub zamyśla się zjadając kolejny kawałek kanapki.
- Chciałabym już jeździć sama do szkoły – mówi gdy pod dom podjeżdża dziadek.
- Jak skończysz osiemnaście lat – odpowiadam trochę przekornie. Spogląda na mnie jakby nie zrozumiała żartu.
- Szybciej zrobię prawo jazdy niż mi pozwolisz.
- Możliwe – przytulam ją mocno. 

O majówce chciałam. I pani O. Wsród znajomych moich znajomych spotkałam ją może  trzeci raz. Atrakcyjna. Z wysokim stanowiskiem wypisanym na czole. Mądra. Oczytana. I do tego straszna chamka. Wszystkim mówi co mają robić i jak się mają zachowywać.
I oto ja – druga chamka, po kolejnym drinku nie wytrzymałam bez konfliktu. 
- Mam ochotę jej przypierdolić – oliwy do ognia dolała Klaudyna. 
Tak też od słowa do słowa rozpoczęła się wojna. O nic. O kartkę papieru, która urosła do rozmiaru przekraczającego nasze wyobrażenie.
Nie wiem po co mi to. W zasadzie mogłabym się nie odzywać, pozostać obserwatorem, wyciągnąć wnioski i mieć święty spokój. Nie dałam rady. 
Co gorsza – strasznie mi smakują te wojny gangów.
Po wykładach profesora Kurzępy marzy mi się socjoterapia. Ech, trzeba sobie wyznaczać cele. Nie trzymać się tylko pracy i domu. Rozwijać. O ile więcej wiem i rozumiem dzięki tej chęci i wytrwałości. I o ile przyjemniej jeśli nauka nie jest potrzebna do zawodowych celów – tylko dla przyjemności.