Surowa krytyka. Czy może być konstruktywna? Brak czasu. Telefon. I moje ulbione powiedzenie : przegadamy temat następnym razem.
Ludzi odesłanych na "następny raz" jest już za dużo. Każdy czegoś chce. Nawet to rozumiem. Tylko nie mam na nich wszystkich dobrego planu.
Jakiś gorszy okres. Pewne rzeczy walą się lawinowo. Im mocniej siebie o nie obwiniam – w tym większą wpadam złość, że tak mi się głupio układa.
Osoba żyjąca tak jak ja do pełni szczęścia potrzebuje braku serca i moralności.
Czy jest nas więcej? Ludzi, którzy do porannej środowej kawy dodają sobie zamiast cukru niepotrzebne dołowanie.

Paczka z Ameryki. Trochę się z tego podśmiewam. Jednak dla dziecka to przede wszystkim bardziej fizyczny kontakt z ojcem. On wysyła jej muzykę, rzeczy do szkoły, czasem ubrania. I zawsze karteczkę, na której odręcznie zapisuje kilka zdań.
Wczoraj kurier przywiózł przesyłkę. Zaniosłam do jej pokoju. Wróciła ze szkoły. Znalazła ją. Zniosła na dół. Prawie rzuciła na stół.
- Wkurza mnie to – powiedziała.
Spojrzałam naprawdę zdziwiona. Zapytałam o co chodzi. Odpowiedziała, że o rodzinę. Pełną.
Dzisiaj dziadek zabrał ją o szóstej na basen. Weszłam do jej pokoju. Wiem, że nie znosi gdy myszkuję. Nie mogę się jednak powstrzymać. Tak mało mówi. Wydaje mi się, że wiem co czuje, myśli. Chyba jednak nie wiem.
Z korkowej tablicy znikęły plakaty Rihanny. Pojawiły się za to Damona Salvatore i Kamila Bednarka. Na biurku piętrzą się prace, które wykonuje różnymi technikami. Cała masa kształtnych psów.
Żyjemy ze sobą pod jednym dachem. Wspólnie jadamy, robimy wiele fajnych rzeczy. Mamy swoje wspólne sprawy. Gdzieś jednak jest niewidzialna linia, która nas dzieli. Nas i sekrety, które trzymamy tylko dla siebie. Co tak naprawdę wiemy o swoich dzieciach? Czy mówią nam więcej niż chcemy usłyszeć? Czy dopytujemy? Chcemy przegadać z nimi coś więcej niż" jak minął dzień w szkole"? Ufają nam? Wierzą, że potrafimy im pomóc?
Ile razy po pracy zasiadamy w fotelu, z pilotem i pozwalamy, żeby dynamiczne życie nas omijało? Czy wygodniejsze drogi dają satysfakcję? I czy w pogłaskaniu po głowie ze słowami "kocham Cię" zamykamy rodzicielskie zainteresowanie i troskę?
Mi coś ucieka … choć uważam się za bardzo troskliwą i odpowiedzialną mamę.

Kupowanie. Tak naturalnie proste. Na zasadzie klikania. Czasem myślę, że w ogóle mogłabym nie wychodzić z domu. Na szczęście tylko czasem. 

Rekrutacja. W dużym mieście. Z ośmiu umówionych kandydatów przyszło czterech. Wszystko działo się normalnie. Tylko ostatni na zakończenie rozmowy zapewnił mnie jak bardzo wysoko ceni sobie siebie i swoje życie towarzyskie. Dodał, że praca to nie wszystko. I on świetnie sobie radzi w rozgraniczaniu tych dwóch spraw. Tak mnie zadziwił tym wystąpieniem, że postanowiłam cofnąć go od drzwi i jeszcze zadać kilka pytań. Musiałam coś przeoczyć prowadząc z nim standardową rozmowę. Miałam nadzieję, że wyłuskam z tego zdrowego podejścia coś więcej. Niestety pan się zapędził w opowiadaniu baśni i legend. Kiedy w końcu udało mi się uwolnić pomyślałam sobie, że jestem słabo przygotowana do rozpoznania czegoś więcej niż ludzka powierzchowność -  mam z tym problem. Zaczynam poważnie myśleć o psychologii społecznej.

Zatelefonował do mnie pan od stłuczki. Wymyślił kosmiczną kwotę za naprawdę uszkodzonego auta. I zagroził sądem. O co chodzi? Uszkodzony zderzak. Tylko tyle. Jawna próba wyłudzenia. Po co?

Wczoraj była druga rocznica śmierci babci Ani. Oczywiście czas spędzony na cmentarzu. I w kościele.
Dwaj ministranci pod swoimi bielusieńkimi komżami mieli koszulki z napisem STAL Gorzów. Napisy okraszone białą koronką. I jeszcze modlitwa za ofiary w Japonii. Technologie informacyjne i natychmiastowa reakcja kościoła plus te komże pomieszane z klubem sportowym. Dostrzegam przejście.

Siedzę kilka dni temu na kanapie i tak sobie myślę, że nie mam żadnych zmartwień. I że mi tak dobrze. I w ogóle jaką to jestem szczęściarą. Co na to LOS? A masz! I wczoraj bez szczególnej przyczyny staranowałam samochód, który zatrzymał się nagle "bo kot przebiegał przez jezdnię". Nikomu nic się nie stało. Kierowca Opla zgodził się nie wzywać policji. Jednak moje nowiutkie prywatne auto uszkodzone. To uderzone w jeszcze gorszym stanie. I zastanawiam się czy zapłacić facetowi za naprawę pewnie naciągniętą kwotę, czy stracić zniżki. Na szczęście udało mi się szybko ściągnąć Anetę jako świadka. Zrobiłyśmy zdjęcia uszkodzeń samochodu.
Podpisałam oświadczenie. Gość podbuczał, wcisnął mi swoją wizytówkę i został niesmak. Równowaga zachowana.

ps
Zajrzałam w miejsca ulubione. Poczytałam. Problemy z samochodem nie znaczą nic. W odniesieniu …

Zaczyna się faza pytań, sprawdzania i kontrolowania. Co robisz? Gdzie jesteś? Z kim? W tym momencie albo zwycięża love albo niezależność. Mam 36 lat. Nie chcę się tłumaczyć. Nie potrzebuję pieczątki i podpisu. Chcę swobodnie oddychać. Bawić się tym. Nie dorosłam jeszcze do konkretnych związków. Byłam już wierną żoną. Gospośką domową. Teraz jestem naprawdę free. Niczego nie muszę. Właściwie mam wszystko. To wszystko pewnie w relacji dla kogoś innego to trochę za mało. Dla mnie jest OK.
Poza tym potencjalnych mężów jest tylu, ba, większości jeszcze nie znam!
Next …

Alicja Horn dzisiaj zwyciężyła z pracą. Bywa. Aneta na szczęście jest fantastycznym współpracownikiem. Przez telefon potrafi zarządzać całym regionem. Czynnik ludzki – niezastąpiony.
I jeszcze suszarka wystawiona na taras. Ręczniki poruszane przez lekki wiatr schną w marcowym słońcu. Pachnie wiosną.
Torpeda obmyśla plan czmychnięcia do lasu. Czas na łańcuch?