- Z okien tej sali widać Odrę – ucieszyła się kandydatka.
Chciałam powiedzieć, że musi mieć cudowny dar dalekowidzenia ponieważ w Krakowie dostrzec Odrę nie jest prostą umiejętnością.
Ugryzłam się jednak w język.
Poza tym naprawdę fajne grzane wino w Piwnicy pod Baranami (choć prawie spadało z rozklekotanego stolika). I Wojna żeńsko – męska w nietypowej sali kinowej.
Plus super wygodny hotel, zakupy w Bonarce i szybszy niż zwykle powrót do domu. Kiedyś przez testowanie możliwości firmowego auta zgubię karoserię ;)

Na trzy dni do Krakowa. Praca. I przyjemność. Tylko podróż długa. Plus zimno. Przydałby się latający płaszcz, którego używał Rumburak. W sumie pierścien Arabeli również.  

Wchodzę do jego mieszkania. Nie wiem czy zdejmować buty. Chętnie bym to zrobiła. Wysokie obcasy. I śnieg, który zmoczył moje stopy. Rano nie było nawet zapowiedzi, że spadnie. Stąd zamszowe pantofle. – O czym tak myślisz? – pyta zabierając mój płaszcz.
Zdejmuję jednak buty. Mokre rajstopy i zimna podłoga. Marznę. Tylko na chwilę. Potem dzieje się dużo. Szybko.
W łazience lustro. W nim odbicie kobiety, która udaje, że się do tego wszystkiego nie uśmiecha.
Tego nie trzeba umiejętnie łaczyć. Splata się samo.

Mamy nową osobę w zespole. Mężczyzna. 35 lat. Kilka tygodni temu wrócił z Londynu. Po 10 latach. Pewnie dlatego perspektywa z jakiej ocenia nas nowy pracownik jest negatywna. Gdzieś za ścianą słyszę, że mamy dziwną mentalność, rozproszony system pracy, w którym trudno się odnaleźć. I za krótką przerwę.  Facet pozytywnie przeszedł proces rekrutacji. Ja nawet w tym nie uczestniczyłam. Po pierwsze dział sprzedaży, któy mniej mnie interesuje, po drugie już nie pamiętam kiedy sama wyrekrutowałam kogoś lokalnie. Uważam jednak, że taka osoba nie powinna zostać ztrudniona. Nasze struktury, systemy i sposoby działania oraz trwania kształtujemy od 8 lat. To naprawdę wystarczający czas by ułożyć wszystko jak w szwajcarskim zegarku. Zresztą schematy i oczywistości pomagają unikać stresu.
Zbyt dużym ryzykiem jest zatrudnianie osoby z innej rzeczywistości i wiara w to, że jakoś się odnajdzie. Raczej się nie odnajdzie. Przejdzie tylko etap intensywnego szkolenia stanowiskowego. Strata czasu i pieniędzy. Dlatego tak ważne jest wyczucie w procesie rekrutacji. Tutaj podejmowanie ryzyka musi być naprawdę poparte argumentami,  które mają mocny korzeń.
Będę się przyglądać tej osobie. Bez żadnych gwałtownych ruchów. Jednak dość intensywnie. Moim zdaniem sam odejdzie.

Ferie zimowe się skończyły. Uderzamy w rytm: podbudka o siódmej. Lekkie marudzenie przy śniadaniu. I na rajstopy, że są bez sensu gdy zakłada się je pod spodnie. Dziecko ma jeszcze w głowie świeże obrazy z Grenlandii. Porównuje Torpedę do psów ciągnących zaprzęg po śniegu. Potem siada na fotelu i ziewa. Od sobotniego powrotu nie może przestawić się na normalność europejskiego miasta powiatowego.
Jednak gdy tylko tata schodzi z góry gotowy by odwieźć ją do szkoły wszystkie muchy z nosa ulatują. 
Na mnie on nie robi żadnego wrażenia. Torpeda za to uważa go za intruza.
I tak za kilka dni wraca do NY.
Takie tam życie rodzinne.

Moja wczorajsza rozmowa na gg. Prawie każde zaczęte zdanie korygowałam. Powiesz – poleci. Napiszesz – nim wyślesz ocenzurujesz. No i zaczynam mieć problem ze spontanicznością.

Wieczór. Ciepłe iskry w kominku. Światło migające z telewizora. Rozproszony blask bijący z lampki. Fotel. Na nim ja. I druty. Zasuwam rastamański szalik z okularami na nosie. Torpeda przeciąga się na fotelu obok. Jest tak spokojnie.
Jednak dzisiaj  mam inne plany na wieczór. Codzienność w fotelu jest ok – na chwilę. Dla mojego zdrowia psychicznego musi dziać się coś więcej.

Polecieli do krainy Anaruka. Nie wiem czy można było zaproponować dziesięcioletniemu dziecku coś bardziej wyzywającego. Podobno tak.
Z jednej strony bardzo mnie cieszy, że może poznawać świat takim jakim on jest naprawdę – nie tylko z obrazków. Z drugiej bardzo się denerwuję.
- Jest z ojcem – powtarza mój tata. To powinno wystarczyć za najlepszy uspokajający środek.
Kiedy analizuję sobie tę jej radość z kolejnego wyjazdu, który tak naprawdę za każdym razem jest w nieznane, myślę, że gdy dorośnie nie zostanie ze mną. Nie będzie mowy o nauce w Poznaniu czy Wrocławiu. Wybierze ofertę ojca. Ja się zgodzę nie blokując jej rozwoju. I co dalej?