Lubię Webera za wiele. Jednak za typ idealny w szczególności. Mam słabość do modeli, które służą dopasowaniu.
I jeszcze sprawy. Poniedziałek jest górą. Dość wysoką. Do zdobycia. Jak zawsze.
Tęsknię. W bardzo fajny sposób. Dla mnie. W poziomej perspektywie ze styczniowym ciemnym niebem tuż za oknem.

Spotkałam wczoraj całkiem dobrą kandydatkę na menagera jednego z centralnych regionów. Nie przyszła na rozmowę w garsonce. I nie miała starannie upiętych włosów. Na moje ulubione pytanie o to co ją w życiu przeraża - odpowiedziała, że wchodzenie do piwnicy po przeczytaniu książki Mastertona. Mój typ idealny. Mój – nie znaczy firmowy.
Przeglądam dzisiaj aplikacje wczorajszych kandydatów. Byli poprawni. Z ikrą. Jednak ta jedna, mniej szablonowa od nich kusi najbardziej. Na zasadzie eksperymentu. Niekowencjonalnym osobom trudno odnaleźć się w świecie procedur i sztywnych zasad działania. Choć przecież ja … odnalazłam się świetnie. Jeszcze nie wiem kogo umówię na drugi etap rozmów.

Tymczasem bardzo obok - kładę się w niesamowicie czerwonej sypialni, na nowym materacu. Do tej pory było tutaj biało, schludnie i ociekało yin. Teraz jest maksymalnie yang.

Ostatnio mam więcej pracy niż jestem w stanie wykonać. Dawno nie było tak ogromnego pędu w moim życiu. Dużo rekrutacji, egzaminy, przygotowania na wyjazd dziecka zdecydowanie za daleko – ale podobno przesadzam. Wracam wieczorem do domu i w mikrofali podgrzewam poranną kawę, której nie zdążyłam wypić do śniadania. Potem ze zmęczenia nie mogę zasnąć. O szóstej już nie śpię. Podświadomie czekam na ferie. Zostanę sama dwa tygodnie. I wolno wyjdę z tej zamieci bez wyrzutów sumienia, że w domu jestem tylko na chwilę a jedynym towarzyszem dziecka jest dziadek. Ta historia też ma swój rozległy watek. Ponieważ dziadzio jest bezgranicznie zakochany w swojej wnuczce. Dzięki temu jej udaje się przemycać różne pomysły przez sito jego wyrozumiałości. Z drugiej strony ojciec na skypie. Tęskniący, rozpieszczający, wymyślający kolejne atrakcje.
I mama. Zabraniająca, wymagająca, czepiająca się.
Na szczęście dziecko ma dużo zdrowego rozsądku i wie skąd te zależności się biorą. Z drugiej strony ma sporo sprytu by te zalezności relatywnie wykorzystywać.
Nasuwa się wniosek, że choćbym nie wiem jak bardzo chciała upchnąć w tym świecie regularny związek i miłość - nie da się.
Póki co kojący moment to chwila w łóżku dziecka, nim zaśnie. Rozmawiamy spokojniej niż w ciągu dnia. Przytulamy się. Czasem nawet nie wychodzę z jej pokoju.
Po prostu, życie.

Wykładowca z Poznania. Ilość wypowiadanych przez niego odmian UAM jest obrzydliwa. Zmanierowany. Stękający. Czytający wykład z monitora komputera. Zamyślający się. Nie odpowiadający na pytania. Spóźniający się. I roszczeniowy.
Do tego wszystkiego my mu za to płacimy. Wkurza mnie to. Dzisiaj miałam na końcu jezyka kilka gorzkich słów. Nie znoszę tego niezrozumiałego dla mnie traktowania ludzi z mniejszych miast. Podejrzewam siebie o brak wyrozumiałości w stopniu tak zaawansowanym, że Pan Doktor (jak go nazywamy w grupie) odczuje to na własnej skórze. Zresztą podobnie czuje się większość z nas. Każdy ma już wykształcenie, pracę i przede wszytkim poczucie własnej wartości. Stąd też wynika chęć rozwoju. A taki goguś bierze maksymalną kasę za wypinanie się na nas. Głupie to bardzo.

Poszliśmy razem na zakupy. Jest to dla mnie naprawdę nowe doświadczenie. Raczej obiad, kolacja. Może spacer. Rzadko. Kupowanie jest w mojej ocenie bardziej intymne niż … no nie wiem, ale jest!
Muszę przyznać, że czuję się w jego towarzystwie bardzo dobrze. Ma doskonały sposób bycia. Nie mówi dużo. Nie ocenia. Nie jest bierny.
Siedzę sobie teraz na kanapie i myślę jak fajnie z nim być. Jeszcze raz. I jeszcze.
Tylko zastanawia mnie czy kiedy uchylę mu więcej swojego życia nie stanę się nudna. Teraz zna mnie w roli niezależnej i delikatnej kobiety. Dla niego zawsze jestem dopracowana. Silę się na więcej uroku niż posiadam.  
Zdecydowanie mi na nim zależy. Może nawet za bardzo.

Kułam, walczyłam, zamiast snu wybierałam Ajdukiewicza i poszłam na zaliczenie z filozofii. Nie ukrywajmy, trzeba to choć trochę lubić. Ci, którzy nie lubili byli znakomicie przygotowani. Precyzyjne ściągi opatrzone legendą, ułożone alfabetycznie. Perfekcja.
Tymczasem profesor leciał doskonałaym systemem antyściągowym. Ponumerowane kartki. 60 sekund na odpowiedź. Brak możliwości zostawiania wolnych miejsc. Albo masz w głowie albo przegrałeś.
Wróciłam do domu i sama z siebie się śmiałam. Kiedy miałam 20 lat studiowanie było dla mnie naturalne i oczywiste. Miałam na nie czas, nic mnie nie kosztowało.
Teraz tego czasu mam dużo mniej. Słabszą głowę. Jestem bardziej leniwa. Jednak jest to dla mnie znakomita pychoterapia. Poza tym strasznie mnie do tego ciągnie. I jak słyszę, że nie jest mi potrzebne - to się wściekam.
No dobra, podczas zimowej sesji jeszcze osiem zaliczeń, w tym dwa duże egzaminy. Zobaczymy, czy po wszystkim nadal będę tak entuzjastycznie nastawiona.

Tylko ta jedna opowieść
O drodze, że jest pozostaje. Na niej są bardzo liczne
Oznaki tego, że byt niezrodzony jest tez niezniszczalny,
Całkowity oraz jedyny, niewzruszony oraz doskonały.
Nie był kiedyś ni będzie, gdyż teraz jest razem wszystek.
Jeden, rozciągły. Bo jakiż rodowód szukałbyś dla niego?
Jakże i skąd miałby wyróść ? Otóż nie pozwolę mówić tobie
I myśleć, że z niebytu, gdyż ani wyrazić, ani zrozumieć
Nie można owego nie jest. Jakiż to przymus by go skłonił
Z nicości poczynając, prędzej czy później, się narodzić
Giovanni Reale

Prawda. Fałsz. Opinia. Kłamstwo. Złudzenie. Filozofia nie jest dla mnie. Jednak przymuszona wkraczam do tego świata. W szlafroku.