Koniec roku. Moment podsumowania, który lubię najbardziej. Najłatwiej mi przez pryzmat minionych 12 miesięcy je zrobić.
Praca – bardzo ok. Mój plan dotyczący dobrej strategii HR i umiejętność przewidzenia, skąd pozyskani zostaną najlepsi, oraz jak wyglądać będzie struktura zatrudnienia - były firmowym hitem. Dlatego nie zostawię tego. Choć nie odpuszczam domowego dziergania obok.
Poza tym życie. Przede wszystkim życie.
Na Rok Nowy życzę sobie miłości bez końca i słońca bez końca. Oraz każdemu, kto tylko ma takie pragnienia.

Święta spędziłyśmy dosłownie w łóżku. Z zapaleniem oskrzeli. Pierwszy raz zachorowałyśmy obie jednocześnie. Dziadek przeprowadził się do nas na kilka dni i jak zwykle okazał się najcudowniejszym opiekunem na świecie. To były fajne święta.
Mimo tego, że spędzone na leżąco, bez spacerów i słodkiego obżarstwa.
Zostając w klimacie świąt – w dawnych czasach na blogach było mnóstwo bożonarodzeniowych życzeń. Wędrowało się i dopisywało kolejne. Ja to bardzo lubiłam. Teraz – mało kto pamięta o tej fajnej tradycji.
www.sarahh.blog.pl – Ania u Ciebie jest przeświątecznie :)

To co dzieje się wokół naszego domu przypomina bajkę o złej królowej śniegu. Zaspy, kopce, zaginiona droga do cywilizacji.
Odśnieżanie tarasu przełknęłam jako darmową siłownię. Jednak resztę odpuściłam. Zajęła się tym specjalna ekipa. Młodzi ludzie -  dokładni, sprawni i przesympatyczni.
Natomiast w samym mieście makabreska. Iglolandia. Idealne miejsce dla Bulinki. Wysokie obcasy odpadają.
I tak sobie narzekam od rana, by odwórcić myśli od spraw zdecydowanie cieplejszych a właściwie gorących.

Po wszystkim nie czekam na "kocham" i śniadanie do łóżka. Wolę mróz. Niebieskie kontrolki w aucie. Noc za szybą. Pewnie jakąś muzykę. Nawet wyświetlacz telefonu, który bez ustanku informuje o próbie kolejnego połączenia. I waracanie do pojedyńczych chwil, w których dopiero co brałam udział.
Niczego mi w życiu nie brakuje. W tym momencie.

Staliśmy na mrozie. Obiad był fajny. Wspólnie spędzony czas też. Pożegnanie było niezręczne. Jestem zaprawiona w podobnych bojach więc powiedziałam:
- Możesz mnie pocałować w rękę albo w usta. Na policzkach mam sporą warstwę pudru.
No i mnie pocałował.

Z okazji większych zakupów w Douglasie dostałam mini słoiczek z fantastycznym kremem gratis . Wklepałam go na noc i obudziłam się rano wyprasowana. Buzia wyglądała jak dotknięta magiczną różdżką. Od razu wyszukałam w sklepie internetowym ten produkt i klik – zamówiłam bez żalu spoglądając na cenę.
Kilka godzin później  w pracy bardzo nieśmiało zasugerowano, że coś dzieje się z moją twarzą. Rzeczywiście – cud znikł. Zostało potworne uczulenie. Dzisiaj jeszcze nie wyglądam dobrze. Jutro ważne spotkanie. Czuję się jak bohaterka w komedii pomyłek.
Krem na pewno jest mega fajnym produktem. Tylko nie dla mnie.
Jak wiele innych rzeczy …

- Dzisiaj będziesz grzeczną dziewczynką. Zagrasz rolę dziecka idealnego - mówię przed wyjazdem na kulig do teściów.
- Mamo, skąd bierzesz te teksty? – słyszę w odpowiedzi. – Jaką rolę ty zagrasz?
- Ja będę sobą.
- Nie mogłabyś się wcielić w trochę inną postać?
- Na przykład?
- Bądź dziś Dodą.

Wczoraj wreszcie kurier dwiózł z Eastendu brązowe martensy. Chodziłam w nich po domu późną nocą. W piżamie. Zaglądając do wszystkich luster. Są najpiękniejsze na świecie. I właśnie dzisiaj wyruszę w nich na mikołajkowe zakupy. Sama nie wierzę, że buty mogą mnie tak cieszyć.

Wczoraj okazało się, że nasze mini osiedle pod lasem zostało zupełnie zapomniane przez miasto. Nikt nie zainteresował się jak wyjedziemy, czy nawet wyjdziemy z naszych zasypanych śniegiem domów. Trzeba było wykonać tysiąc telefonów żeby pojawił się pług. Kiedy ja bardzo nieudolnie próbowałam odśnieżyć taras Torpeda ruszył przez uchylone drzwi w celu ucieczki do lasu. Jego zdziwienie, że utonął w białym puchu było większe niż przemarznięte łapki. Śnieg miał nawet w uszach. Myślę, że na jakiś czas da sobie spokój z ucieczkami. Wieczorem nie rusza się sprzed kominka – co wróży, że potrzebuje ciepła i może tak zostanie do wiosny.
Dzisiejszy firmowy wyjazd do Poznania odwołany. Trochę śniegu w grudniu, a wszyscy zaskoczeni. Zima musi być.
Mamy za to piątkowy wieczór księżniczek. Nazwę wymyśliłam ja. Jednak koleżanki mojej córki i ona sama nie identyfikują się w ten sposób. Jak słyszę o emo to zaczynam być nerwowa. Mają dopiero po dziesięć lat i czas na modowe trendy, filozofie i tym podobne sprawy. Ja w jej wielu nosiłam kolorowe bluzki i skakałam w gumę. Może i banalne porównanie kiedy na półkach zamiast książek piętrzą się gry komputerowe, a zamiast notesu i ołówka w plecaku szkolnym notebook. Jednak tak jak musi być zima – tak musi być dzieciństwo.
Ponieważ mamy różne poglądy - zaczynają się nieporozumienia. Póki co łagodzę, tłumaczę i jestem wyrozumiała. Jednak gdy tylko przekroczy granicę – wprowadzę dyktaturę. Myślę, że forma jaką jej proponuję do tej pory jest na tyle wygodna, by z niej przez głupotę nie rezygnować.
OK.