W moim miasteczku w żadnej księgarni nie można kupić od ręki Szackiego. Proszę więc sprzedawczynię o zamówienie.
- Dobrze, zamówię – odpowiada pani.
- Pamięta pani co?
Kobieta wymienia tytuł.
- Może pani sobie zapisze również autora. Z doświadczenia wiem, że można zapomnieć.
Spogląda na mnie z irytacją.
- Nie zapomnę.
Przez tydzień nie dzwoni z informacją. Robię to sama. I okazuje się, że zamiast Szackiego mam Szacką (bo w tytule brzmi bardzo podobnie).
- Prosiłam żeby pani zapisała – mówię spokojnie.
- Pewnie źle mi pani podała – odpowiada.
- Ta książka jest mi niepotrzebna. Nie kupię jej.
- Jak to??? – szczerze zdziwiona sprzedawczyni podnosi głos.
Wychodzę z księgarni.

W poniedziałki raczej się spieszę. Teraz nie. W domu cichutko. Za oknami też. Torpeda śpi jeszcze na górze. W kuchni intensywny zapach kawy. I kanapki z wędliną. Na stole leżą dwa telefony. Milczą :) Lubię tak sobie posiedzieć, poszperać w necie, poziewać. Mniej myślenia. Więcej zwykłego obijania się. Przydatnego. To nic, że około dziewiątej zerwę się i szaleńczo zacznę spieszyć. To przecież tak odległa przyszłość.

W piątek byłam na przedstawieniu zorganizowanym przez klasę mojej córki z okazji Dni Papieskich.
Powiem tak: jak trzecioklasiści zaśpiewali MY, PIERWSZA BRYGADA to się popłakałam ze wzruszenia.
I to był jedyny akctent, który mi zaimponował.
Wychowawczyni okazała się stronniczą, niesprawiedliwą babą, która obsadziła w dużych rolach ulubionych uczniów. Ponad połowa dzieci siedziała na ławeczkach jako tło do całości.
To jest nauczycielka, która w tym roku przejęła klasę. I która uczyła w czasach, kiedy ja chodziłam do podstawówki. Nic się przez prawie 30 lat nie zmieniła. Te same stęchłe metody. Bardzo negatywnie to oceniam. Nie jestem zadowolona, że uczy moje dziecko.
Natomiast nie zdradzam w domu swoich złych emocji związanych z tą osobą ponieważ … córka jest nią zachwycona.

Pół wieczora robiłam gołąbki. Popakowałam, zamroziłam. Potem jeszcze pasteryzowałam sos pomidorowy. W międzyczasie odrabiałyśmy matematykę. Torpeda leżał na pufie i śledził nasze ruchy swoimi czarnymi ślepkami, w których jesteśmy obie zakochane.
Po M jak miłość w domu zrobiła się cisza. Tylko ja od czasu do czasu stukałam jeszcze jakimś naczyniem myjąc, układając, wycierając.
Wyświetlacz telefonu wariował. Moich trzech trzymanych na średni dystans adoratorów chciało powiedzieć mi dobranoc?
Jestem tak bardzo na siebie wściekła, że się rozwiodłam. Ponieważ idealnym układem w moim wieku jest posiadanie ukochanego męża, z którym razem dochodziło się w życiu do kolejnych etapów, dorabiało i było szczęśliwym.
Najważniejsze jest wychowywanie dziecka. Wspólnie.
Gdyby cofnąć czas… Urodzić jeszcze dwoje dzieci. Być z nimi w domu. Nie szarpać się, ganiać, zażynać. Poczuć to życie inaczej.
Tymczasem włączam na dole alarm. Idę na górę poleżeć w wannie i wylosować jednego z nich, by oddzwonić, o czymś porozmawiać i poudawać, że to wszystko jest dla mnie takie naturalne.

Po zebraniu ZZ odbywam krótką pogawędkę z nową Panią Dyrektor Regionu Zachodniego.
- Słyszałam, że macie sprawę o mobbing – mówi w trzecim czy czwartym zdaniu rozmowy.
Wzdycham. Na szczęście nie ja ją rekrutowałam.
- Och, nie przejmuj się – pociesza mnie życzliwie – Też to przerabiałam w poprzedniej firmie.
Milczę szukając w głowie celnego pożegniania. Jednak ona nie odpuszcza:
- Poczyniłam na zebraniu pewne obserwacje by zebrać o was choć lapidarne informacje – okazuje się poetką.
Nie wytrzymuję i uśmiecham się.
- Zauważyłam, że masz ostre poczucie humoru. Spod jakiego znaku jesteś?
- Zapytania – mam już gotowe pożegnanie.

I żeby nie było, że oceniam złośliwie. Jednak mam swój kanon postaci dnia codziennego, które toleruję. W tym roku chyba limity się już wyczerpały.
Poza tym na stacji benzynowej we Wrocławiu miałam udział w klasycznym flircie przy stojaku z gazetami. Ten czar pierwszego spojrzenia … Kiedy ja wreszcie dorosnę :)

Integracja i komunikacja interpersonalna – warsztaty. Sobota minęła w sekundzie. Więc jednak ciągle można się uczyć czegoś nowego.