Dzisiaj chłopak sąsiadów mocno kopnął Torpedę. Pierwszy raz widziałam psie oczy pełne łez. Zrobiło mi się bardzo przykro. Torpeda nie waży nawet dwóch kilogramów. Jest maleńki, chudziutki.
Teraz leży zwinięty w kłębuszek i cichutko sobie wzdycha. Pierwszy raz ktoś potraktował go w taki okrutny sposób.
Mam okropne myśli. Złość jest fatalnym doradcą.

Torpeda

Zamiast niechcianego komentarza zginęła cudowna notka. Poza tym dzisiaj cały dzień  AIRBORNE. Archiwalna walka dobra ze złem.
Kilka godzin przeleciało przez palce. I to jest nawet fajne. 
Wspaniale być pięknym, mądrym i … bogatym. Trochę mniej wspaniale być udręczonym, jęczącym i krygującym się na kogoś – kim się nigdy nie będzie. Nie zbliżaj się do moich liter nieudacznico!

ps
Marek, zaczynam dostrzegać powagę sytuacji. Posyłam ci kilka ważnych słów. Podobno zmądrzałam ;)

Z dokonywaniem wyborów różnie bywa. W subiektywnej ocenie czasem podjęte decyzje nie są dobre. I trzeba je dźwignąć. Ach, to dźwiganie.

Taka trochę zabawa w bycie bardziej dorosłym niż się jest naprawdę. Męczące silenie się, właściwie wysilanie. Napiszę szczerze, że mogłabym podjąć teraz decyzję o powrocie do podstawówki. Koniecznie tej sprzed 30 lat. Choć na kilka dni.

Na śniadanie. Po śniadaniu. Kilka ruchów szczotką by ujarzmić perłowy blond. Obowiązkowa pomadka ochronna. Buty. Które? Większość pasuje do spódnicy. Czynności, wybory. Stopień ważności. Trudności. Zaczynam kolejny nowy dzień. Jeśli wiesz co chcę powiedzieć . . .

- Wpieprzam właśnie schabowego z kapustą. A ty?
No i cóz ja mogę odpowiedzieć mojemu telefonicznemu rozmówcy.
- Smakuję delikatnie, rozkoszując się każdym jej maleńkim, jedwabiście miękkim i rozkosznie rózowym kawalontkiem.
- ???
- Parówkę wcinam – odpowiadam już bez histerycznych ozdobników.
- A myślałem, moja droga, że cię tym schabowym zaskoczę. I nic.
Potem gadamy sobie o pracy. Gdzie, dlaczego i z kim.  Stare etaty, nowe wakaty. Trochę mi ta rozmowa przypomina dobre czasy, kiedy w firmie pracowali jeszcze Mario i walniety handlowy. Nie trzeba było się szczególnie krygować i udawać. Teraz obcy dookoła.

ps
Marek, czy ty jeszcze pamiętasz, że w listopadzie podarowałeś mi we Wrocławiu Socjologię. Myślałam, że przytrzyma mnie na ziemi. Tymczasem spaceruję w chmurach. No ba!

Trzy pasy ruchu. Ja jadę prawym. Lewy i środkowy zakorkowane. Podjeżdżam do pustego przejścia dla pieszych, nie zwalniam. I nagle zza tira wchodzą na ulicę dwie panie trzymając się pod rączkę. Zero spojrzenia w prawo, czy przypadkiem po bardzo ruchliwej ulicy nie jedzie jakieś auto. Mój samochód staje dęba. Panie niewzruszone spacerowym krokiem wchodzą na chodnik. Prawie wyplułam serce. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak drżały mi ręce. Zawróciłam na skrzyżowaniu i udało mi się przeciąć tor specerowiczek. Zatrzymałam się. Wysiadłam. I prawie wywrzeszczałam brak rozsądku, odpowiedzialności itp. Młodsza spojrzała na mnie oburzona. Starsza w ogóle nie wiedziała o co chodzi.
- Ułamki sekundy wystarczyły by zmieść was z ulicy i wysłać do nieba - zakończyłam.
Oczywiście – moja wina, że pędzę w mieście, nie zwalniam przed przejściem. Jednak takich kierowców jak ja jest więcej. I warto mieć świadomość, że nie zawsze uda się zahamować na czas. Chwila wystarczy by zmienić życie swoje i tego, kto po drugiej stronie blachy. Znaki.

To będzie tydzień błyskawiczny. Z całym mnóstwem przeważnych spraw. Właściwie duchowo jesteśmy w pełnej gotowości. Tylko jeszcze te drobiazgi. Sukienka dla mnie, kwiaty na stół, garnitur dla Torpedy (żart) i kilka innych drobiazgów. Pracę zostawiam na później. Na czas po. Teraz jest tak ważne. No to start i gonię do niedzieli.

Znów ulewa. Chłodna. Romantyczna. I trochę się ociągam z wyjściem do pracy.

Na deserowym talerzyku z porcelany. Leży wśród pięknie namalownych konwalii. Kusi. I tak to właśnie jest. Tło, pierwsze wrażenie, wyobrażenie.
Układam rachunki alfabetycznie. Zawsze pierwszy jest czynsz. Potem telefony. Zataczam palcem w powietrzu znak nieskończoności. I słucham Radka, który ciągnie Niemena.
- Jezu, Alka! Śpisz? – pytanie, które ma mnie przywrócić rzeczywistości sprawia, że oddalam się jeszcze bardziej.
Potem pół drogi śmiejemy się i opowiadamy sobie jakieś historie. 4 cylindry w firmowym TD dają szanę zostawić wszystko bardzo daleko. I niech mi ktoś powie, że ja się męczę w życiu ;)