Tak więc korporacja, w której tkwię już 6 rok składa się z podłych i złych ludzi. Mówię do Olki:
- Trzeba mieć zasady. Bez wytyczonych granic nic nie ma sensu.
Moja mądra przyjaciółka, która w świecie medycznych menagerów porusza się jak ryba w wodzie odpowiada:
- Nie mam zasad. Nie mam granic. Mam kasę.
I coś mi tam jeszcze dodała o naiwności.
Poza tym z powodu bardzo silnego bólu głowy zostałam przebadana przez okulistę i okazało się, że to jaskra.
Natomiast bóle serca i kręgosłupa wskazują na depresję.
Teraz nie powinnam się zajmować niczym innym. Tylko czasu za mało. Na to wszystko. Póki nie mam myśli samobójczych,
 normalnie jem i śpię – bez paniki.
I jeszcze: od czasu rozwodu mam bardzo dobry kontakt z byłym mężem. Pomiędzy GW a NY gorąca linia zaufania.
Przed nami majowa komunia. Obiecał, że zostanie w Polsce cały miesiąc. To głupie, ale chyba trochę za nim tęsknię. Lubię jego spokój. I doskonałość w układaniu trudnych spraw.

Czy tylko ja tak mam, że w ciągu sekundy potrafię wygenerować konflikt z recepcjonistką w hotelu, kolegą z pracy itp. ?? Możliwe, że to przez bardzo stresujący tryb życia lub przez nieznośne cechy charakteru. Nie biorąc jednak pod uwagę dlaczego, muszę przyznać, że męczę się z tym. Czasem sobie tłumaczę, że to nie przez mnie. Przecież do konfliktu potrzeba dwóch stron …..
Poza tym bardzo fajnie spędzony czas w Szczyrku. Prawdziwe białe i mroźne ferie. Adam Małysz na żywo. Grzane wino. I trochę z boku pozostawiona praca plus takie tam inne stresy.