Całą sobotę we Wrocławiu. Rekrutacja na jedno z kluczowych stanowisk w firmie. Trzech kandydatów. Każdy po trzy godziny. Ostatni bardzo trudny. Skupiony, zamknięty, profesjonalny. Metoda lejka doprowadziła do lekkiego otwarcia. Jedno z killer question do zakotwiczenia sytuacji. I wreszcie miałam to co lubię: akcja reakcja.
- Biorąc pod uwagę wszystkie okloliczności pana rozstania z firmą X nie mogę wykluczyć, że powód był …
I już nie dokończyłam ponieważ pan podskoczył na krześle i wykrzyczał:
- Zostałem oskarżony o gwałt.
Prawie spanikowałam, ale spokojnie wydałam panu komendę do odwrotu. Najtrudniej w takich okolicznościach nie stracić kontroli nad sytuacją.
Rekrutacje są fascynujące.

Sprawy układają się same. W pracy potepiam głupotę. Po pracy głupieję. Gdyby ci wszyscy ludzie, którzy na mój widok mają ciężkie skojarzenia z faszyzmem zobaczyli jak tracę głowę, jestem bezsilna, wiotka, zdolna do niemyślenia … gdyby babcia miała wąsy. Życie. I jak w farsie Jarrego zastanawiam się kim być lepiej: królem czy kwiaciarką. Poza tym ciągle jestem. Spotykamy się od miesiąca. Krótko, jednak systematycznie. Któregoś razu oparłam głowę na jego ramieniu. Wzruszające. Bardzo mi sie podoba. Wszystko w nim jest dla mnie idealnie proporcjonalne. Ach.