Ciocia Lusia umarła nagle. Na atak serca. W powietrzu zostawiła szarpanie się ze mną o spadek po babci. Na ziemi natomiast zostawiła Tomusia. Czternastolatka, za którego do tej pory prawie żyła. Dla mnie zawsze była wredną jędzą – dla swojego wnuka ukochaną babcią (mamą). Tomek nie potrafi się odnaleźć. Jego ojciec jest w miejscu, które trudno ustalić. Mama, czyli córka cioci Lusi zmarła kiedy Tomek miał kilka miesięcy. I jestem ja. Narzekałam, że moje życie jest prymitywnie konsumpcyjne – teraz mam wyźszy cel. Infantylnego nastolatka z ogromną raną w sercu.

Aktualny rozkład zajęć jest na tyle wąski, by swobodnie zmieścić w nim Wielką Miłość ;) Śmieję się trochę z tego. Tak naprawdę gdzieś wśród spojrzeń, telefonów i jednozdaniowych wirtualnych listów chciałabym coś uchwycić. Coś więcej. Do końca sierpnia jestem sama w domu. Mam mało pracy. Dużo czasu. I pragnienia. Wcale się sobie nie dziwię. Tak już jest, że samotne kobiety marzą o …

Ktoś w procesie rekrutacji coś zawalił i zrobiła się z tego mega afera. Kandydatka wpadła w szał gdy nie przeszła Thomasa i się zaczęło. Zgłoszenie na policję i groźba pozwania firmy. Oczywiście ja niezwykle profesjonalna pozwoliłam sobie na lajtowy komentarz w stylu:
- Jeśli o mnie chodzi może pozywać nawet Kota w Butach, a sprawą zainteresować CSI. Może znajdą czas między kolejnymi rozwiązaniami zagadek Nowego Jorku.
Bardzo przychylna mi osoba doniosła prezesowi i … wylądowałam na dywaniku. Wstrząsające. Śmieszne. Czasem mam wrażenie, że moja praca przypomina trochę Matrix. Wybroniłam się jakoś. Obiecałam, że już nigdy nie będę próbowała przejść przez szafę do Narnii. Jednym słowem w procesach rekrutacji zaczynamy popadać w paranoję. Ogólnie fajnie nie jest. Noce gorące. Samotne. Za dużo czasu na myślenie. Nuda sprzed tygodnia przepadła.

W pracy etap stagnacji. Ha! W życiu również.  Nastał czas spokoju. Cholernie wygodnie mi z tym. Takie etapy są bardzo potrzebne. Ciągła jazda na pełnym gazie nie może skończyć się niczym dobrym. Tylko co mi po tej wiedzy? Mi i innym, którzy też tak żyją? Bardzo negatywnie działają na mnie konflikty z ludźmi. Niedopowiedziane historie, które się zdarzają i nie ma chętnych, by napisać dla nich happy end.  Powtarzam to w swoim zespole po sto razy. Ponieważ widzę jak się szarpią. I żyją w ciągłym strachu: jestem na wylocie czy jeszcze nie … Tak to jest, że czasem jedno zdanie za dużo ciągnie w czarną dziurę. Teraz mogę to obserwować. Nie tak dawno grałam główną rolę w tym dramacie. I kto wie, czy jeszcze kiedyś nie zagram. Nie można w dzisiejszych czasach korporacyjnych rozgrywek ufać ludziom. Tak naprawdę o co chodzi? O sukces! Za nim stoi kasa. Determinuje wiele zachowań. I przewrotnie – na rozmowach kwalifikacyjnych wymagamy od kandydatów bardzo dużego pragnienia zarabiania pieniędzy. Wszak jesteśmy przedsiębiorstwem handlowym. Koło fortuny.