Rok temu świętowaliśmy setne urodziny babci. Była piekielnie zdrowa. Bez okularów czytała list gratulacyjny od premiera. I niechcący zbyt głośno pochwaliła księdza w trakcie trwania mszy. Miała na sobie liliową sukienkę i beżowe sandałki. W bielusieńkich włosach delikatnie mieniło się słońce. Cały czas się uśmiechała. Dziękowała za życzenia kolejnym ludziom, którzy stali w kolejce by ją ucałować i wręczyć kwiaty. Tak bardzo byłam wdzięczna Bogu za jej obecność. Kiedy po oficjalnym przyjęciu poprosiła byśmy zawiozły kwiaty na cmentarz wcale się nie zdziwiłam. Miała w sobie niekończące się pokłady siły. Na cmentarzu usiadłyśmy na ławeczce (tej samej, na której teraz siadam sama). Rodzinny grobowiec, w zaciszu którego spoczywał mąz babci i jej córka tonąl w kwiatach.
- Jakaś refleksja? – zapytałam ponieważ babcia zamyśliła się na kilka minut.
Popatrzyła wtedy na mnie jak zwykle. I nie odpowiedziała.
Tęsknię. I płaczę. I nie mogę się z tego mimo upływającego czasu otrząsnąć. Myślę sobie, że nie nie może widzieć tego co robię. Jak żyję w zupełnym konflikcie z tym, co wpajała mi do głowy. Była z innej epoki – jednak to mnie nie usprawiedliwia. Wszystko, co działo się ze mną niedobrego po jej śmierci było do uniknięcia. Jakaś refleksja?

Nieależnie od tego w jakim kierunku zmierza pęd ku miłości – odniesieniem do niego bywa odpowiednia osoba. I to w pierwszym spojrzeniu, spotkaniu a może nawet dotyku zawiera się czasem odpowiedź "czy tego szukam?". Kiedy jednak potrzeba więcej czasu na zapoznanie – istnieje szansa na mniejsze rozczarowanie. O ile rozczarowanie może być mniejsze. W każdym razie pozątkowa fascynacja przygasa i tuż za nią przygasa to coś. Ponieważ ta początkowa faza jest tak przyjemna … zamierzam czuć ją w nieskończoność.  Jedynym sposobem na to jest zmienianie obiektów. Mając trzydzieści cztery lata, stabilną sytuację materialną i niestabilną sytuację emocjonalną mogę zaryzykować skoki w nieznane dla utrzymania najwyższego wyniku realizacji pragnień.