Wyjeżdżamy na wakacje. Fajny moment. W holu poustawiane walizki. Tata przyjmuje ostatnie wskazówki. Będzie podczas naszej nieobecności zajmował się domem. Wyruszamy po przygodę. I przede wszystkim po wspólnie spędzone chwile, których w ciągu roku szkolenego miałyśmy dla siebie bardzo mało.

Jak hartowała się stal. Kończę pierwszą część. Po bardzo lubianym Charlesie Bukowskim totalna odmiana. Nieprawdopodobny jest świat wyławiany wolniutko ze stron zapisanych drobnym drukiem. Jestem opóźniona intelektualnie.

Mój zespół się wykrusza. Ktoś gdzies wyjeżdża, awansuje w innej firmie, zmienia specjalizację. Jestem w stanie to zrozumieć. Jednak tego, że odchodzi mój ukochany asystent, którego nauczyłam wszystkiego i przepchałam przez wszystkie możliwe szczeble w firmie, nie mogę strawić. Obronił się i zaczyna własną działalność. Życzę mu powodzenia. I sobie też ponieważ zostałam sama ze wszystkimi administracyjnymi sprawami, których nawet nie musiałam dotykać. Do tego jeszcze mam od wtorku zabukowane wakacyjne bilety. Muszę stanąć na głowie, żeby to wszystko ze sobą pogodzić. Kupiłam dzisiaj kilka aplikacji. To początek procesu rekrutacyjnego. Chciałabym żeby nowy asystent był mężczyzną. I to tak poukładanym jak odchodzący.   

Mniej myślę o pracy. Mniej pracuję. I to jest bardzo dobre. Myśląc o nim nie mam czasu na myślenie o firmowych konfliktach, intrygach, odpuszczonych zadaniach, kolejnych zwolnieniach, przyjęciach.
Dzisiaj wieczorem wychodzę  z Oluśką i Klaudyną. Już jakiś czas minął od naszego ostatniego spotkania. Nie wiedzą o rozwodzie, przemeblowaniu życia, nie wiedzą o nim. Nie wiem czy im powiem.

 " Załóżmy nawet, że ona przyjdzie – powiedział. – Że ona w końcu przyjdzie. W ostatnią sekundę niedzieli. Odejdzie od męża i dzieci, i zostanie ze mną. Z jaką twarzą stanę przed nią? Z jakim sercem? Czy mam ją kochać, jeśli sam sobie przestałem wierzyć i sam sobą pogardzam? Czy świat, w którym żyjemy jest miejscem, gdzie może rozwinąć się miłość? (…) "

Jestem wyrwana z kontekstu. Ciąg moich dróg rozplątał się. I może właśnie dlatego czuję się obco w tym układającym się doskonale  świecie. Szukam emocjnalnych zawirowań … zanim one odnajdą mnie. Jestem zdrowo kopnięta. Choć może bardziej pasuje TU niezdrowo.
Im więcej szczegółów poznaję – tym mniej mnie one interesują. Z czego to wynika? Cholera … łagodna ta cholera. Kurwa, na czym to polega???
Wczoraj usłyszałam, że dzień, w którym przestanie mnie zaskakiwać będzie końcem naszej znajomości. Więc już wie jak dziwne jest moje podejście do świata (patrz miłości). Wpatruję się w niego. Czasem tak mam. Kiedy prowadzi samochód. Leży obok mnie. Je. Odchodzi. Skąd się wziął? Jak to się stało, że nagle zupełnie obca osoba przecina moje życie?