Wszystko jest trudniejsze niż myślałam. Wylew. Śpiączka. Śmierć na szpitalnym łóżku. Płacz. Kupowanie trumny. Prasowanie czarnej sukienki. Pogrzeb rozdzierający serce. Mieszkanie pełne wspomnień. Testament. I słowa, że życie toczy się dalej. Możliwe. Jednak z odejściem babci świat się zmienił. Za bardzo. Zmiękczyło mnie to wszystko. Chyba nie mam już w sobie tej mega napędowej pary. Zwalniam. Częściej się zatrzymuję. Zastanawiam.  Spoglądam w niebo. Uspokajam.

Jak się sypie to nigdy nie ma winnych. Pod sukcesem sto podpisów. Porażki w firmie bywają anonimowe. Te ugrzecznione maile z czarującym "witam" na początek i przyjaznym "pozdrawiam" na zakończenie. Jakiś czas temu zaryzykowałam zatrudnienie menagera regionu, który nie pasował do profilu lansowanego w firmie. Męzczyzna zdeterminowany na sukces finansowy. Otwarty na ludzi. Oryginalny. Ostry w kontakcie. Pełen miękkich umiejetności. Świetny kundel emocjonalny. Dla mnie bomba. Kończy mu sie okres próbny. Mam nadzieję, że pozwolą mu zostać.