Poruszając się w świecie pełnym profili idealnych kandydatów do pracy czasem szukam potencjalnych nabytków w przypadkowych miejscach. Ostatnio zdarzyło mi się zaproponować pracę kilku osobom w Starym Browarze w Poznaniu. Przyglądając się jak sobie fajnie radzą z takim klientem jak ja, doszłam do wniosku, że fajnie byłoby ich pozyskać. Bardzo podoba mi się zaangażowanie. Handel został wymyślony dla zysku. Zysk przynoszą ludzie, którzy go uprawiają. Dlatego tak ważne jest, by robili to z entuzjazmem, bez wymuszonego uśmiechu na twarzy.
Kilka dni temu kupowałam urządzenie do miksowania warzyw. Na pólce stały dwa identyczne. Rózniła je tylko cena na metce. Zapytałam sprzedawcę skąd różnica w cenie. Rezolutny pan wyjął instrukcje z kartoników i podał mi. Potem odszedł. Doczytałam. Odszukałam pana i powiedziałam, że już wiem czym się różnią i chętnie się z nim tą wiedzą podzielę. Dla zasady nie kupiłam niczego w tym sklepie. Darek, który jest internistą w życiu nie zwróciłby uwagi na sprzedawcę i jego kompetencje. Prędzej dostrzegłby zmiany na skórze lub katar. Tak sobie o tym gadaliśmy któregoś dnia. I dochodzę do wniosku, że mój świat znacznie się zawężył zawodowo. Zarząd twierdzi, że jestem pasjonatką. Koledzy i kolezanki określają to fanatyzmem. Niech im będzie. Czasem brakuje mi Maria. W tych wszystkich pracowych przepychankach zawsze był bliżej mojej strony. Wtedy wydawało mi się, że nie jest mi potrzebny. Teraz jest inaczej. Po jego odejściu z firmy i mojego zycia nie zostało wiele. Kilka wspomnień. I chwil, których nie zdążyliśmy przeżyć.  

Tak bardzo kocham mój dom i może dlatego tak bardzo drażni mnie strach, który nie pozwala mi w sposób pełny z tego domu korzystać. Do tego jeszcze muszę udawać, że się nie boję. W zeszłym tygodniu wmieniłam wszystkie rolety zewnętrzne z aluminiowych na stalowe. Prawdziwie antywłamaniowe. To daje jakiś procent nocnego wytchnienia. Bronię się przed lekami. Nie chcę się sztucznie uspokajać i usypiać. Wydaje mi się, że mam jeszcze trochę czasu. I odwagi by jakoś z tym walczyć.
Dobrym środkiem na zmianę toku myślenia jest praca. Wystarczy intensywny dzień pełen rekrutacyjnych rozmaitości. Wracają w sypialni przeganiając na jakiś czas potwory.
Myślę też sobie o małym mieszkaniu w bloku.  Mnóstwo sąsiadów. Głosy za ścianą. Ruch od rana do nocy.
I wracam do chatki na skraju lasu. Wchodząc do góry włączam czujniki ruchu na dole. Wiem, że w razie alarmu chłopaki z firmy ochraniającej będą u nas w kilka minut. Dlaczego jednak to mi nie wystarcza???? Mamy XXI wiek. Nie można wierzyć w dziwactwa przenikające przez ściany …
Zastanawiam się, na ile straciłabym swoją wiarygodność w pracy gdyby ktoś dowiedział się o mojej słabości. Sajonara, Alicja?

Wczoraj byłam na zebraniu rodziców podsumowującym osiągnięcia uczniów w I semestrze. I bez żenady powiem, że cudownie jest słyszeć o swoim dziecku same dobre opinie. Nawet siostra Zyta zaczepiła mnie już przy wyjściu i oznajmiła, że moja córka wyjątkowo lubi lekcje religii. I się na nich entuzjastycznie udziela.
Po powrocie do domu pochwaliłam z dystansem. Jednak w środku kipiałam z radości. Wysłałam zeskanowaną kartę osiągnięć mężowi. Od razu zadzwonił. Prawie godzinkę rozmawiali. I już na mapie kreśli się kolejny lot. Mam nadzieję, że nie zaszkodzi jej to nasze pogmatwanie.

,,,

Sobota. Wolny dzien. Ja nie śpię już od szóstej. Przekleństwo jakieś. Czekam wiosny. I jasności za oknem. Ciemne przydomowe podwórko wydaje się być scenografią stworzoną na potrzeby filmu grozy. Jednak co tam. Wychodzę w szlafroku wyrzucić śmieci. Cisza. Ciemno. Zimno. Normalnie.
I to normalnie niech mi towarzyszy we wszystkich dziedzinach życia.

oni oni są

Firma ubezpieczeniowa przerażona możliwością wypłacenia nam odszkodowania zgodnie z warunkami polisy,  próbuje się wykpić. Na szczęście nie ja się tym zajmuję. Dlaczego tak proste sprawy muszą kończyć się w sądzie?
Poza tym wszystko idzie bardzo dobrze. Opadło z nas napięcie. Zajęliśmy się życiem tu i teraz. Przydatna metoda.
Ferie świąteczne minęły za szybko. W poniedziałek każdy wraca do swoich zajęć. Przed poniedziałkiem pranie, układanie i spanie na maksa. Pies fantastycznie się u nas zaklimatyzował. Weterynarz stwierdził, że to ratlerek. Nawet nie pomieszany z inną rasą. Jest minimalny. Szkoda, że ukradli nam sprzęt bo chętnie zrobiłabym mu blogowy coming out.  Nigdy bym nie pomyślała, że pozwolę dziecku spać z psem pod jedną kołdrą. Jednak szczeniak jest taki słodki. Z Pipa został przemianowany na Torpedę. Wystarczy zobaczyć jak pobija rekordy prędkości w śmiganiu po domu i już wiadomo co autor imienia miał na myśli. Psychoterapia w najczystszej postaci. Polecam.