Potrafię pracować poza emocjami. Odciąć się od prywatnego świata i kręcić lody na krawędzi kryzysu. Do działu rekrutacji wpływa niespotykana od dawna ilość aplikacji. Nasza baza pozyskała wielu wirtualnych kandydatów. Takich, co to się ubiegają o moje stanowisko również. I tak się właśnie kręci koło fortuny. Jeszcze kilka miesięcy temu trudno było o poczciwego referenta za 2500. Teraz są tacy, którzy w oczekiwaniach piszą znacznie mniej. Cudownie wykształceni zaocznie.

Od rana ulewa. Siedzę sobie na poddaszu i prawie sięgam głową sinego nieba. Na podłodze kręci się Pip. Maleństwo przywiezione z Wrocławia. Znalezione przez obsługę hotelu w koszu na śmieci. Pip miał jeszcze brata, który z kosza już nie wyszedł o własnych siłach. Losowaliśmy kto zabierze pieska. Wypadło na mnie. I nie żałuję, Mimo mokrych śladów, które zostawia na pastowanych podłogach, nocnego pchania się do łóżka i piszczenia. Lubię go bardzo. 

Noce bez snu. Ciągłe szelesty, stukania, dziwne odgłosy. Wiem, że przez zaporę alarmową trudniej się przebić. Jednak światła w całym domu włączone. I przed domem również.
Policja tłumaczy, że przyszli, ukradli i już nie wrócą. A jeśli przyjdą następni? Podobno dorabiam sobie ideologię. Niech będzie. Oni jednak nie siedzą w mojej głowie. Strach ma wielkie nie tylko oczy. Chciałabym się za to zemścić.

Poza tym praca. Wolniej. Bez pary. Trochę z myślą o świętach. Skrajności.

Okradli nas. W środku dnia weszli do domu. Zginęło wiele rzeczy. Do wieczora pobrali w kilku miastach pieniądze z kont, do których ukradli karty.  Straciłam orientację. Grunt obsunął mi się pod nogami. Sprzątałam, ryczałam, odpowiadałam na sto pytań policji.  Materialny świat jest ważny, jednak to, że ktoś obcy splądrował i wywrócił do góry nogami mój dom jest nie do zniesienia. Nie mogę być sama.

Leśna droga, która prowadzi z naszego domu do miasta jest pełna błotnych zapadlin i ukrytych pułapek. Trzeba jechać wyjątkowo ostrożnie by błoto nie zachlapało szyb w aucie. Więc jadę sobie rozsądnie, a tu z lewej stówką wybrzedza mnie czerwona toyota przedstawiciela coca coli. Fala błotna. I nie widzę już nic. Doganiam go, każę cherlakowi wysiąść z auta i strzelam mu w prawe kolano.
No dobra, dzieje się to tylko w mojej głowie. Jednak.

Rodzina wróciła z tygodniowego pobytu w NY. Dziecko zachwycone wielkim światem. Po pięknych, długich włosach została fryzurka w stylu Victorii Beckham.
- Jak mogłeś? – zapytałam męża.
- Sama chciałam – usłyszałam usprawiedliwienie.

Przez niedosypianie starzeję się.
" Trzymaj się ziemi, Alicjo. Ziemia jest najważniejsza…" .