Całą szerokością wjazdu na stację benzynową idą nastolatki w wiosennych humorach. W nosie mają auta, które próbują przecisnąć się miedzy nimi. Ja w nosie mam nastolatki. Dodaję gazu i rozbiegają się na dwie strony robiąc miejsce na przejazd. Zatrzymuję się przy dystrybutorze. Wysiadam i słyszę śmiech, a potem tekst:
- Mówiłam wam, że wysiądzie blondynka.

Nienawidzę poznańskich kierowców. Cwaniaki doprowadzają mnie do szału w tym mega zakorkowanym mieście. To po pierwsze. Po drugie widziałam straszny wypadek. I dopiero ten widok uświadomił mi jak niebezpieczna jest prędkość - po prostu zabija. Trzecia sprawa to patologia, która ogarnia mój ukochany zakład pracy. Zaczynam wierzyć w to, że uczciwi wyginęli a zostali sami popaprańcy. Cóż, nie będę udawała, że jestem święta. Jednak …
Poza tym mąz dostał propozycję pracy w NY. Marzył o tym od kilku lat. Najpierw był za młody, za mało doświadczony. Dostał Kopenhagę. Teraz wg zarządu stał się kandydatem idealnym. Jeśli przyjmnie to wyzwanie nasze małżeństwo przestanie istnieć. Ja nigdy, za żadne pieniądze i zaszczyty nie dam się skusić. Mój świat jest tutaj. Egoistycznie? Możliwe.

Handlowy podwozi mnie do Gorzowa. Wyprzedza po osiem aut i tłumaczy mojemu przerażeniu, że wszystko robi z głową. Ok, ja jestem wariatem drogowym, ale przy handlowym – na dużej dawce relanium. W Pyrzycach nieborak w srebrzystym audi wymusza niezby świadomie pierwszeństwo. Handlowy wyprzedza, zajeżdża drogę i wyskakuje z wielką awanturą. Wysiadam w celu przeproszenia kierowcy za kolegę. Jednak … przez otwarte drzwi dociera do mnie zapach new car. Liczę, na lusterku wisi sześć choinek. Kierowca lekko się chwieje na nogach.
- Lej go – mówię do handlowego.
- Dajcie spokój – kierowca siega do kieszeni i wyciąga zmięte banknoty – Bierzcie.

Kilka godzin później opowiadam historię Mariowi. Mówi, że to normalne. Pytam go co w tym normalnego. Odpowiada, że wszystko.

Nasza pierwszoklasistka od razu po apelu porzuciła galowe ubranie i pognała na rolki. Po obiedzie tłumaczyłam, że od jutra będzie mniej czasu na szaleństwa. Twierdzi, że wszystko da się pogodzić. Szkoła tatusia. Zrobił dla niej listę zajęć dodatkowych. Miała wybrać trzy. Wybrała sport, sport i … pianino. Skąd to pianino nie mam pojęcia. Twierdzi, że zawsze może się przydać.  Żadnych kółek historycznych, matematycznych. Na moje rozterki odpowiada, że liczyć umie, a historia współczesna wykładana jest w Faktach. Na wszystko inne przyjdzie czas. Dobrze, dobrze. Moich emocji nie da się zgasić żadnymi zapewnieniami. Będę czujna.