Pracuję w firmie, dla ktorej ludzie to tylko paliwo. I dlatego cały czas walcze, żeby nie dać się spalić. Pewnie z tego powodu jestem dla wielu nie do zniesienia. Im bardziej mnie nienawidzą tym mniej mnie to obchodzi. Kiedy przychodzi koniec firmowego kwartału liczę wyrobioną premię i uśmiecham się. Na szczęscie wciąz jeszcze nie cisnę tylko dla kasy. Wszystkie myśli o odejściu rozwiewa przyjemnie ciepły wiatr. Wracam na prostą. Jakoś tak się zaczyna układać.

Skłonności do nałogów. Nawet pastowanie kuilkudziesięciu metrów podłogi nie daje nic. Oprócz czystości. Na podłodze. W głowie same nieczystości.  Tak sobie myślę z czym uporać się w pierwszej kolejności. Odejść z pracy? Wyjechać? Wyrzygać się na dobry początek … Póki co kończy się na udawaniu. Ależ to jest nieprzyjemne. Wyświetlacze trzech telefonów informują o wielu połączeniach, ktore nie zostały odebrane. Ukrywam się. W czułych objęciach różowego koca. Z rozgrzewającą dawką ultraznieczulenia. W towarzystwie złotych rybek. Mogłabym nałożyć maseczkę nawilżającą. Zjeść kolację. Porozmawiać z tym lub z tamtym. Mammarzeniamammarzeniamammarzeniamammarzenia.

Od 6 lutego. Kolejne tygodnie mijają w dużym stresie. Może gdzieś tam na chwilę niebo staje się czyste. Ta chwila jednak jest za krótka. Przytlaczają mnie ludzie. Sytuacje. Staram się z nikim nie rozmawiać. Milczenie daje ulgę. Jestem zmęczona. Najchętniej przwinęłabym ten okres w moim życiu. Nie chce mi się …