Szef wszystkich szefów zarzucił mi, że piszę sprawozdania w róznoważnikach zdań. No bo tak piszę. Nie chce mi się wzdychać i prychać. Wytłumaczyłam mu, że lubię konkrety. Przyznał mi rację, ale na odchodnym poprosił o więcej polotu. Nawet nie spróbuję.
Poza tym okulary. Wreszcie zrealizowałam receptę. I wieszam sobie na piersi dobroczynne szkiełka. Wstrząsające o ile lepiej widzę mając je na nosie. Starość … Nawet ostatnio, kiedy Mariusz przedstawiał mi jakieś firmowe sensacje, ostrzegłam go, że w moim wieku pewne informacje mogą zabić.
- Przesadzasz.

hej dziewczyno, spójrz na misia, on przypomni, przypomni chłopca ci

Podobno ten miś był nieszczęsliwy. Biorąc pod uwagę ogólnie postrzegane przeznaczenie dla misia, miś nie powinien być nieszczęśliwy. Znaczy to, że wszystko jest relatwyne. Oczywiście, że nie odkrylam ameryki. Natomiast utwierdzono mnie w przekonaniu, że nie wszystko za mną i nie wszystko przede mną.
Kropkę nad całym tym zdarzeniem postawił telefon od pani, która nawrzeszczała na mnie, powiedziała, że nie jestem inteligentna, że powinnam skończyć jeszcze jedne studia bo jestem niedokształcona i ona przyjedzie zdjąć mnie z zajmowanego stanowiska. Próbowałam się wedrzeć w jej potok słów z pytaniem o co chodzi. Kiedy wreszcie okazało sie, że pomyliła końcówki firmowych numerów i myślała, że rozmawia z nową panią dyrektor, szczerze się oburzyła i rozłączyła.
Cholera mnie wzięła, że ludzie pozwalają sobie na takie obelzywe traktowanie drugiego czlowieka. I choc szczerze nie cierpię nowej pani dyrektor stanowczo ujęłam sie za nią.
Jedno co do mnie przemawia, co staram sie w mojej pracy propagować – to firmowa solidarność. Bo to dobre jest.
I stąd ten miś, którego pozdrawiam w drodze po boski strój kąpielowy.

Trzy słowa o delete.

Jutro ważny dzień. Napiszę to sobie dzisiaj, by jak nie wypali pamietac, że tak myslalam. W końcu zycie polega na podejmowaniu decyzji. Na pewno wstane o trzeciej by na ósmą być we Wroclawiu. Z tego powodu powinnam iść już spac. Tylko nie mogę. Kielich jakiegoś wina pewnie by pomógł. Niestety nie przed podróżą.
Siedze tu. W ramionach mojego przyjaciela – bloga.

Ślepa się robię na stare lata, nie za dobrze widze w jakie literki stukam.

Od rana bardzo niecierpliwie. Sok z jabłek. Potem łazienkowe zapachy, w których nutki chloru mieszają się z przyjemnym akcentem bergamotki. Zaklinam się przed lustrzanym odbiciem, że to nie ostatni raz. Przecież tak niesamowicie poczuć od rana lekkość. Kilka długości basenu przepłynietych w dobrym tempie. Dlaczego udaję, że tak często nie mam na to czasu? Teraz tylko dobrze sobie zapamiętać to uczucie i chcieć powtarzać. Dzieki fizycznemu wysiłkowi zrzucam odrobinę dziwnego nastroju, który łaczy w sobie niepokój z jakąś jeszcze emocją, której nie nazywam wprost. Wiem jednak, że to nie jest rozwiązanie. Rozwiązaniem być przecież nie może uciekanie od. Powinnam sie zblizyć, poznać i zrozumieć. Nie zrozumieć też mogę, ale najpierw spróbować. Poukładać.

Zmienia się bardzo widok za oknem. Po kolorowych polach nie zostaje nic. Spychacz równa ziemię. Potem wejdą koparki. Za kilka miesięcy w nowo wybudowanym wieżowcu zamieszkają ludzie. Póki co hałas potworny. Od szóstej rano budowalańcy rozpoczynają pracę. Są krzyki, łomot i gra sobie na całego radio eska.
Zastanawiam się gdzie podziali się mieszkańcy pól. Lisy, myszy, zaskrońce??? Przecież tworzyli państwo w państwie.

Przerwa w zebraniu. Fajna przerwa bo zebranie cięzkie. Siedzimy sobie przy stole, na którym kwitną bukiety sałatek i leje się colka. Ktoś tam gada o polityce. Pani dyrektor podłapuje temat i zaczyna snuć misterną opowieść o swoim żalu do wycofywanych lektur.
- Której ci najbardziej żal? – pytam bo Mariusz ciagle zarzuca mi, że ją ignoruję.
- Wiesz, Alu – odpowiada poważnie – Najbardziej to Dzieci z Bullerbyn.
Dla mnie to koniec tematu. Ona jeszcze uzasadnia swój wybór. Ja w międzyczasie odbieram telefon. Operacyjny zaczyna pokojowo bronić Giertycha.
Po zebraniu zrywam się stamtą ale Mariusz dopada mnie jeszcze na parkingu.
- Mam dla ciebie zaproszenie – mówi wyciągając z teczki beżową kopertę.
- Zaproszenie?
- Tak, do Łodzi. Świętujemy z żoną piętnastą rocznicę ślubu. Ala, przyjedź z mężem.

Faktury z plusa zabijają moje pozytywne emocje. Szczególnie za połączenia w roamingu. Strasznie jestem chytra i nie cierpię wywalać pieniędzy na takie pierdy. Niestety muszę dużo gadać. I taki mam z tym głupi problem.
Nie jest źle z takim tylko problemem.
Większym jest nowa pani dyrektor. Maksymalny przerost ambicji nad zdrowym rozsądkiem. Aktywistka z oczopląsem.
Potworna ze mnie chamka wychodzi gdy się do kogoś uprzedzę i na kogoś zawezmę. Nie mam o tej kobiecie ani jednego dobrego zdania. Wiem, że się z nią nie dogadam. I dlatego mam ochotę pieprznąć to wszystko i wyruszyć do Kanady.

Śmignełyśmy dzisiaj do naszych znajomych, którzy żyją sobie w trochę innym wymiarze. Na ich podwórko wchodzi się schodami ledwo widocznymi spod pnączy i gałęzi. Podwórko jak podwórko. Za to mały chłopczyk – rewelacja. Nosiłam go na rękach kilka godzin. Doskonała zaprawa. Odbrał mi z wdziękiem osiem bransoletek. Oślinił. Wyryczał się do ucha.
Kiedy odjeżdżałysmy miałam wrażenie, że nam macha ;)
Takie chwilowe odbicie, spojrzenie na zupełnie inne zycie. Może nawet refleksja. Całą drogę do domu rozprawiałyśmy o tym jakby to było …