Don Mario jest szefem działu personalnego w naszej firmie i zajmuje się osobiście rekrutacją nowej załogi w Szczecinie. Wczoraj bez zmrużenia oka pożegnał wszystkich niezadowolonych wręczając wypowiedzenia.
- Wiesz, Alicja, nie ma sentymentów. Kierowanie się emocjami nie daje zysków.
- Dobra, dobra – bąknęłam pod nosem. Tez jestem spaczona nie w taką stronę jak trzeba, jednak gdzieś tam coś pulsuje.
Don Mario pojechał do hotelu, a my z operacyjnym zasiedliśmy w pustym biurze i utonęliśmy w papierach. Kawa, stukanie klawiatury, kawa.
Koło nosa przeszedł mi basen w Gracji i robienie czosnkowych bitek z łopatki.
Dzisiaj od rana ścieram kurze, jem tosty i lenie się. Za oknem chłodne słońce odbijające się od błota, którym oblepiony jest mój samochód.
I mnóstwo jaskółek, które mają gniazdo pod moim balkonem. To jest dopiero wolność. Tak wzbić się i przed siebie …

Wczoraj dyrektor operacyjny zaproponował mi posadę w Szczecinie.
Jakie to proste dla niego. Codziennie dojeżdżać do pracy ponad sto kilometrów lub mieszkać w wynajętym mieszkaniu.
Nie wiem sama dlaczego nie widzi we mnie kobiety z krwi i kości tylko jakiegoś cyborga.
Być może pewne rzeczy są oczywiste i ja nie umiem spojrzeć z duchem czasu na politykę pracy, jaką stosuje firma, w której jestem zatrudniona. Nie obchodzi mnie to jednak.
Dom jest dla mnie najważniejszy. Nie mogę go opuścić. Nie chcę. I tego nie zrobię.

Czasem przeglądam podpisane przez klientów umowy kredytowe. Doczepione do nich zaświadczenia o zarobkach dają prawdziwy obraz tego, ile kto zarabia w naszym mieście. Zastępca ordynatora w szpitalu wojewódzkim siedem dwieście, oddziałowa trzy, rehabilitantka i przedstawiciel handlowy tysiąc siedemset, kasjerka w markecie sześćset siedemdziesiąt, bibliotekarka osiemset, pracownik fizyczny w fabryce tysiąc, sprzątaczka w urzędzie miasta tysiąc czterysta, listonosz tysiąc dwieście, księgowa dwa pięćset …
Na każdej umowie czytelny podpis. Równe literki, kulfony, pismo pochyłe, proste, pełne ozdobników. Nasi klienci potrzeby mają takie same – tylko drogę do ich zaspokajania zupełnie inną.
Czy naprawdę wszyscy jesteśmy kowalami naszego losu? Czy to świat jest aż tak niedoskonały?

Wieczór taki spokojny.
Z telewizora powiewa cud nad Wisłą. Zresztą to jeden z tych najbardziej ukochanych cudów.
Zaciera szklisty obraz Nadieżdy Krupskiej, kobiety Mopsa i palenia ludzi w azjatyckich lokomotywach.
Leżę na kanapie wyłapując piski i śmiechy dzieci, które mimo późnej pory ganiają po polach.
Znów prawa ręka mi sztywnieje. Bark rwie aż po łopatkę. Na zmianę pogody. Taki niechciany barometr – prezent po wyciętym guzku i kolejnych biopsjach.
Zbyt delikatne to nasze ciało. Zbyt czułe. O psychice nawet nie wspomnę.
Nakręcam się ostatnio tak bardzo, że nawet w trasie nie zatrzymuję się na kawę. Boję się zaparkować. Gnam przed siebie – byle w znane mi i przede wszystkim zamknięte przed obcymi miejsce.
W momentach szczególnego załamania chciałabym nie wychodzić z domu. Kiedy naprawdę boję się juz potwornie, ogromnie, niesamowicie – myśl mam taką, że rzuce prace byle tylko nie spotkało mnie nic złego gdzieś poza domem.
W domu jednak też się boję.
Kiedy ostatnio mój mąż wyjeżdżał o trzeciej nad ranem wyobraziłam sobie, że ktoś zaczepił go, zabrał mu klucze i dostał się do naszego mieszkania.
Siedziałam do rana przy zapalonym świetle i nasłuchiwałam.
Nie wiem czy długo wytrzymam lecząc się z tego sama.
Ratuje mnie jeszcze to, że jednak wstaję rano, ubieram się, jem śniadanie, wychodzę, pracuje. I udaje, że jestem taka dobra w tym wszystkim. Najlepsza.
Dzisiaj Zielona Góra. Jutro Szczecin. Mnóstwo miejsc, osób, spraw i zdarzeń.
Jakoś to wszystko jednak godzę. Przezwyciężam. I bardzo dużo sama sobie próbuję wytłumaczyć. Tylko nie jestem fachowcem w tej dziedzinie. Jasne, sprzedaje sobie nadzieje, troche odwagi i płacę za to chorą wyobraźnią. Dobra transakcja. Tylko czy pozwoli nie zwariować?

Musi być o snach. Nieprzyjemnie atakują moją głowę. Rozpaczam w nich po śmierci bliskich, chodzę na bezimienny grób zasypany śniegiem, tonę w bagnie wołając o pomoc nieznanego mi Jacka, proszę Madę o mozliwość zamieszkania w jej domu a ona odmawia. Są jeszcze łóżka, jazda maluchem, reklamówka pełna kości, psychopatyczny morderca w podeszłym wieku, szkolna ławka, przeprowadzki. Jedna noc – kilka zdarzeń.
Męczące, dręczące, wkurzające.
Przepowiadają czy po prostu robią mnie w konia? Za bardzo się boję wszystkiego. I pewnie te cholerne sny próbują mnie leczyć terapią wstrząsową.
Nie chcę nawet mysleć, że to co mi się śni zgodne jest z sennikową interpretacją.
Czas postawić mur między nami. Na murze snajperów. Przed murem miny.
Póki co nie chce mi się zasypiać …

W Szczecinie konflikt między starymi pracownikami i nowym kierownikiem. Od tygodni generowny do niewyobrażalnych rozmiarów. Żadnych szans na normalną pracę i zarabianie dla firmy.
Pojechałam tam zmuszona. Bez jakiegoś szczególnego przygotowania. Obiektywnie spojrzeć na sprawę.
Jednak obiektywnie się nie dało.
Po odejściu kierowniczki zespół miał nadzieje, że dyrektor operacyjny na nowego szefa wybierze kogoś z nich. Okazało się, że nie. Posadka dostała sie przyjacielowi przyjaciela z zewnątrz. Cała złość na dyrektora ogarnęła ciemną chmurą nowego kierownika.
Argumenty załogi dla mnie nijakie. Rynek pracy zawsze był dość secyficzny. Znajomości jak referencje.
Nowy kierownik miał doświadczenie w branży, znał się na rzeczy – nie znał się na ludziach.
Zrobiliśmy sobie wszyscy razem zebranie. Pełne gniewu, wyrzutów i chamstwa.
- Przyszło wam do głowy, że nikt z was nie nadaje się na szefa? – zapytałam szczerze już na pożegnanie – To, co tutaj mówicie, jak się zachowujecie przeraża.
Odniosłam wrażenie, że generatorem była jedna osoba. Ambitna ponad miarę, silna i wywierająca duży wpływ na innych.
Kierownik natomiast swoim spokojem i nijakością w żaden sposób nie mógł się obronić. Nie czuł gruntu pod nogami.
Dlatego zaporosiłam go na obiad. Pogadaliśmy sobie swobodnie. Bez krzyków i oskarżeń. Okazał się całkiem kontaktową i poukładaną osobą.
Fachowiec o bardzo delikatniej naturze.
Rozwiązanie problemu nasunęło się od razu. W tej sytuacji jedyne możliwe.

nie wyróżniać się jaskrawymi barwami
czy się wyróżniać
i czy jaskrawie
znaczy przesadnie
a szaro nie znaczy nic