pra

Koniec miesiąca. Papierkowe szaleństwo.
Koniec praktyk. Dużo czekoladek.
Koniec podjazdu. Przejechana wiewiórka.
I jak tu nie ulegać codzienności.

komplikacje

Kilka tygodni temu babcia podczas naszego najzwyklejszego w świecie spotkania nagle zaczęła nazywać mnie imieniem mamy.
Zupełnie nas pomyliła.
Innym razem zapytała:
- Czy twoje siostry jeszcze żyją?
- Babciu, przecież ja nie mam sióstr.
- A co z braćmi?
- Też nie mam.
I oczywiście wpadałam w panikę. Lekarze. Tomografia.
Okazało się, że babcia ma zwapniałą torbiel, która uciska jakieś nerwy i powoduje poczucie innej rzeczywistości.
Średnio bystry lekarz z ironicznym uśmiechem orzekł:
- W tym wieku to już nie zaszkodzi.
Oczywiście dałam mu kilka wskazówek, których raczej przez ton i natężenie mojego głosu szybko nie zapomni.
Ponieważ babcia tylko czasami traci kontakt z rzeczywistością, jest super sprawna fizycznie i nigdy nie potrzebowała niczyjej pomocy, trudno było ją namówić na zatrudnienie jakiegoś opiekuna.
Walczymy o to, by nie mieszkała już sama.
Jednak to bardzo trudne. Babcia nie chce nikogo obcego w swoim świecie.
Nikt z bliskich nie ma czasu zająć się babcią.
Moja głowa podpowiada tylko jedno rozwiązanie. Babcia … albo praca.

zakupy

Młodziutka pani stająca za ladą w drogerii świetnie zdiagnozowała moje potrzeby.
Na początek przywitała się z uśmiechem (bez wymuszonej konieczności). Potem padły trzy pytania otwarte, które zwyczajnie wciagnęły mnie w rozmowę.
Nastepnie przedstawienie kilku wariantów odpowiadających moim wyobrażeniom. I delikatna sugestia, że produkt najdroższy jest najlepszy.
Kulturalnie dobrnęła do formy zapłaty i sfinalizowała transakcję.
Zapisałam sobie namiar na firmową pocztę, nazwisko pani i kilka minut później wysłałam obiektywną pochwałę.
W świecie handlu trzeba doceniać profesjonalizm. Od momentu zamknięcia fabryk i większości innych państwowych palcówek to własnie handlowcy zdominowali nasze miasto. Dlatego cieszy mnie, że bywają rzetelnymi fachowcami.
Opowiadam o tym naszym praktykantom. Tłumaczę, że nie tylko chleb jest produktem na sprzedaż. Świat handluje teraz wszystkim. Kredytem, wybielaniem zębów, pasemkami, botoksem …
I jeśli juz taki kierunek sobie wybrali, powinni czuć, że naprawdę chcą być w tej branży najlepsi.
Doświadczenie, którego mogą u nas trochę złapac przyćmiewa teorię.
Oni jednak jeszcze tak tego nie widzą.
Może oprócz Damiana, który z pasją analizuje wyniki naszej spółki, oblicza, zakłada i zadaje pytania.
Dlatego będzie u nas pracował całe wakacje. Szkoda mi po miesiącu praktyk wypuścić Damiana z poczuciem niedosytu. I mojego. I jego.

takie

Nie wiem czemu ma służyć magiel towarzyski w tvn style. Tak wstrętnego programu juz dawno nie widziałam i nie chcę widzieć. Dwie beznadziejnie zarozumiałe kluski wypowiadają się na temat tygodnia w kolorowych gazetach.
Polityka, showbiznes, sztuka.
Wybrane artykuły lub zdarzenia oceniają mianem kitu lub hitu.
Taki szmatławy programik z dość agresywną oceną tego co rodzime gwiazdy pokazują, o czym mówią … a nawet krytyką tego co czują.
Jeśli za tym stoi jakiś mega wielki sztab uczonych w piśmie, którzy mają patent na wszystko, to jestem w stanie przyłknąć ideę programu.
Wątpię jednak by mądrym ludziom chciało się komentować to, że Ania powiedziała publicznie o swojej wannie i z tego powodu jest skończoną idiotką. Asia za to zbyt często jest fotografowana, i to znaczy, że nie ma wyobraźni.
Prowadzący program są bardzo subiektywni. Wyglądają paskudnie. Jak para z koszmarnej dobranocki. Nie mają poczucia humoru.
Oprócz tego, że nie są trendy i happy,
sami nie potrafią się swobodnie lansować, to jeszcze udzielają rad jak mają to robić inni.
Jeśli juz taki program jest w założeniu tvn style to powinny go prowadzić dwa żywe srebra.
No, ale to jest tylko moje zdanie. Ja to ja. Czytam to co lubię i do niczego się nie zmuszam.
…. a magiel towarzyski to KIT.

fajnie

Od rana zupa z marchewki. Potem nieskończony korek na Walczaka.
Klient specjalnej troski z olbrzymim pierścieniem na palcu.
Praktykant klęczący na groszku.
Do szesnastej żadnych zaległości.
Najwolniejsza podróż europy wschodniej, zachodniej i środkowej do domu.
W domu:
- Moja mama jest piękna i ma cztery róże w oczach.

no dobra

Oglądam jednym okiem programy o tym jak kobiety stają się piękniejsze i przyznam, że nie mam zdania.
Choć wierzę w skakankę, płatki owsiane i wodę, pewnych niedoskonałości się tym nie wyleczy.
Z drugiej jednak strony nigdy nie pozwoliłabym zajrzeć kamerze do mojej buzi, pod bluzkę … i pokazać intymne sekrety.
Przeraża mnie, że kobiety są tak zaniedbane. Przecież większość z nich nie jest szczególnie brzydka czy zniekształcona.
Mimo to wygladają jak nieplewiony ogródek. Jakaś dziwna jest świadomość takich ludzi. To co daje mam dwudziesty pierwszy wiek, to przede wszystkim kult higieny. Jest tyle skutecznych i tanich sposobów by zadbać o siebie.
Dlatego pojąć nie mogę, że dziewczyna w moim wieku chwali się siedmioma wyrwanymi zębami komentując je jako śmietnik, który tle lat miała w buzi.
I cieszy się przy tym głupkowato.
Podobała mi się za to przemiana pani Róży. Skuteczna i sensowna.
Tak sie właśnie nakręcam w obie strony.
Siedzę sobie na brzegu wanny pełnej zimnej już wody, gapię w lustro i liczę (co drugą) kurze łapki.
Mam leciutkiego świra, wiem. Dzięki niemu jednak jestem świadoma. Mobilizuje mnie do walki z czasem.
Pobudza do całkiem zdrowego działania.

na chwilę

Nie powinno mnie nic dziwić. Tak już sobie kiedyś postanowiłam. Oczywiście zweryfikowało się.
Podjechałam dzisiaj zupełnie niezapowiedzianie do pracy. I od pierwszej chwili szlag mnie trafił.
Na murku przed parkingiem dzieci będące u nas na praktyce zawodowej siedziały sobie paląc papieroski i popijając colkę.
Na mój widok nieco się poruszyły. I pędem wróciły do budynku. A tam kolejne niespodzianki. Jakiś opasły klient wisiał nad biurkiem Maćka i zupełnie poważnie wrzeszczał:
- Chuju ty! Nic nie umiesz załatwić.
W kąciku kawowym piętrzyły się moje ukochane świąteczne filiżanki, których używałam tylko na bardzo specjalne okazje. I jakoś się takiej okazji doszukać w tym momencie nie mogłam.
Na monitorze Izy mrugały posty z czata.
Aneta akurat wróciła z centrum.
- Ala, co tu robisz? – zapytała zszokowana moim widokiem.
- Mnie tu nie ma – odpowiedziałam i wyszłam stamtąd.
Wyjaśnianie tych wszystkich sytuacji tak naprawdę nie było proste. Oczywiście próbowali. I może nawet z sensem.
Żaden argument nie przemówił jednak do mnie. Tylko dla tego, że mamy praktykantów. I pokazywanie im takiego wykonywania pracy jest karygodne.
Nie wiem sama, może ja już jestem za stara … zbyt ponura. Trzymam się jednak bardzo zwyczajnych zasad. Taka już jestem, że wierzę w dawanie dobrego przykładu.