sreberko

Spotkanie z zarządem trwało już ponad cztery godziny. Bardzo dogłębna analiza wyników firmy. Założenia na nowy rok budżetowy. Procedury. I takie tam ważne sprawy. Plus litry wody mineralnej.
Przy omawianiu konkretnych założeń sprzedażowych Dyrektor Generalny sięgnął do swojej magicznej teczki i po chwili rzekł stonowanym, głębokim, władczym głosem:
- Chciałabym żeby doradca klienta z najniższą sprzedażą kredytów pomógł nam się zastanowić dlaczego tak jest.
Klika minut czekaliśmy na panią, którą wezwano do sali konferencyjnej.
Nagle musiała porzucić wykonywanie swej pracy piętro niżej i wdrapać się po schodach wprost do paszczy lwa.
Niska, długie brązowe włosy, lśniące koraliki na granatowej koszuli.
- Dzień dobry – przywitała nas z takim średnio spokojnym uśmiechem.
- Dzień dobry – odpowiedzielismy chórem zdając sobie sprawę w jak kłopotliwej sytuacji się znalazła.
Dyrektor sprawnie przedstawił wszystkim wyniki osiagane przez panią i zapytał co mogłaby zaproponować by sprzedaż kredytów w całej firmie wzrosła.
Popatrzyła na niego jakoś tak zalotnie. Zatrzepotała rzęsami. Złączyła dłonie na wysokości pępka i wydobyła z siebie:
- Państwo już tyle godzin tutaj siedzicie i nic nie wymyśliliście a ja mam tak w pięć minut?

bez konserwantów

Zielona Góra to moje ulubione miasto. Droga do niego prosta. Centrum nieskomplikowane. I ludzie jacyś tacy do rzeczy.
Tam zawsze jadę chętnie. Choćby deszcz ostro zacinał, tiry nie dawały się wyprzedzić, wiosenna grypa atakowała głowę a w radiu leciały same przeboje.
I kiedy tak siedzę sobie przy kubku herbaty sprawdzając raporty
bardziej mnie interesują ludzie niż liczby.
Jest w nich zaangażowanie. Mają znakomite podejście do klienta. Żadnych wymuszonych procedurą schematów.
Choć w mieście nie można się doszukać rewelacyjnego potencjału na naszą branżę, to i tak wyniki osiągane są blisko planu.
Wracam stamtąd z pozytywnym ładunkiem.
Mam go na kilkudniowy zapas.

przyczyna

Ostra kolacja przyniosła mi spokojny sen, w którym układałam tysiące słoiczków, puszek i kartoników w olbrzymim sklepie.
Żadnej odpowiedzialności.

przesilenie

Widok z okna nadal mało wiosenny. Pola straszą suchymi badylami i błotem.
Auta zakopują się w rozmrożonej ziemi. Nocą słychać jak kierowcy gazują przejeżdżając z zawrotną szybkością by trzęsawisko nie miało szans ich uwięzić.
Budzę się od tego hałasu. I od razu mam ochotę podłączyć się do prądu by zresetować kretyńskie sny.
Chodzę po mieszkaniu i gadam do siebie. Piję wodę. Analizuję targety z ubiegłego roku. I tak sobie wyrywam kilka godzin z nocy. Potem całe popołudnie leżę na kanapie i podsypiam.
Chcę już słońca.

zaczepki (szukanie bezsensu w pisaniu bloga)

osoba 13:13:01
alka, a kiedy uwolnisz komentarze?

Ja 13:13:13
nigdy, tak jest dobrze

osoba 13:13:33
dobrze?

Ja 13:13:40
pewnie

osoba 13:13:43
czy ludzie naprawde pisza?

Ja 13:13:48
nie, nie piszą

osoba 13:13:57
hahahaha
ojej… ja tak chyba juz nie umiem.

osoba 13:15:57
pisac w przestrzen.

osoba 13:16:41
ala, zycie mnie tak eksploatuje, ze nie pozostawia czasu na wiele

osoba 13:17:46
a w sumie to chcialabym. to takie oderwanie sie… od codziennosci

Ja 13:17:48
nie lubie takiego gadania, życie a właściwie jego czas mozna sobie zorganizowac na wszystko

osoba 13:18:59
mozna wiele z niego wyciagnac. ale sa priorytety, ktore wypychaja inne mniej lub wiecej wazne rzeczy

Ja 13:19:28
kilka minut na napisanie notki nie stanowi zagrożenia dla życiowych priorytetów

osoba 13:20:43
i tak i nie.

osoba 13:20:49
zalezy od osobowosci

z urodzin Anety

Post stanowi dla mnie idealny czas na szczere postanowienie bycia dobrym człowiekiem. Żadnych nerwów, nietolerancji, kaprysów, humorków, braku czasu. Cała dla innych.
Z życzliwym słowem, gestem plus wszystko.
Trzymam się tego jak cholera.
Aneta jako człowiek dobry z natury postne postanowienia wykorzystuje dla celów zdrowia fizycznego. Nie pije. Nie pali. Nie je. I męczy się z tym okrutnie.
Nowy wprowadza do swoich skrytych postanowień jedno bardzo sensowne. Nie nadużywa firmowych zwrotów, które każdego dnia rozbrzmiewają w mega ilościach:
- zakaz
- natomiast
- żenada (żenła)
- abstrahując
- no ja cię proszę
- brawo, brawo.
I wszystko jest tak oczywiste, że aż boli.
Szczególnie to, że złamaliśmy się wczorajszej nocy.

ryba po grecku

Od piątej rano tarkowałam, smażyłam, zalewałam. Pełen półmistek gotowy na siódmą. Popołudniowy obiad z głowy.

legalnie

Już po urlopie. Musiałam wczoraj wrócić do pracy. Nie uda mi się zgodnie z procedurą odebrać kilkunastu zeszłorocznych zaległych dni do końca marca. Zapłacą mi za nie.
I taki właśnie wymiar ma mój wolny czas.

urlop

Cały długi tydzień.
Tylko nuda. Czytanie gazet. Oglądanie głupich filmów. Zakupy. O, właśnie! Dzisiaj na targu dowiedziałam się, że ptasia grypa była od zawsze. Kogutki miały białe grzebienie, podkrążone oczy i powiększoną watrobę. Nikt jednak nie robił z tego dramatu. Jadło się i żyło.
Nikomu się w głowie nie przewracało. Za kilka tygodni już nigdzie kurczaka się nie kupi bo wszystkie wybiją.
O zimie też się nasłuchałam, że za długa i skończy się dopiero w lipcu.
Tylko pani w kiosku ruchu nie zamieniła ze mną ani jednego słówka. Nawet nie odpowiedziała mi dzień dobry. Pewnie miała gorszy dzień. Dobrze, że Wyborczą sprzedała. I resztę wydała.

W domu tak cicho do południa. Mieszkania obok opustoszałe. Na polach śnieg.
Przysnęłam sobie po kilku minutach Tylko mnie kochaj. I przespałam do końca.
Obiadu nie musiałam gotować na czas – więc naleśniki.
Teraz zbliża się wieczór w magicznym domowym ciepełku.

o nic

Cały dzień spędziłam w Szczecinie.
Z tego powodu ominęło mnie pożegnanie z Donatą. Jednak tylko fizyczne. W firmowej skrzynce zostawiła dla mnie list. Gorzki.