akcja

Wszyscy wszystko chcą przed świętami. I stąd ten szał. Nadeszły dni szczególnie krótkie. Nim zdążę umyć zęby rano już je myję przed snem.
W międzyczasie Zielona Góra, Szczecin, telefony, targety, listy od klientów, zamówienia. Tyle się nagadam, nawrzeszczę, naproszę, nakombinuję.
I jeszcze zakupy ponieważ w domu papieru toaletowego zabrakło …

nosił wilk razy kilka …

Sobotnia firmowa imprezka andrzejkowa. Taka niby normalna. Z sałatką i czeskim spirytusem.
I oczywiście z rozmowami tylko na temat pracy. Kto z kim. I po co. I za ile. I na jak długo. I takie tam pierdoły.
Tematy rozwijała Donata, która wszystko o wszystkich wiedziała najlepiej. Sprzedawała różne rewelacje ośmieszając szczególnie tych, których na imprezce nie było.
Nie wytrzymała tego nasza stateczna księgowa. Po kilku kieliszkach nagle jej stateczność ulotniła się.
- A jak byś wytłumaczyła fakturę za delegację w hotelu w Bydgoszczy? – zapytała nagle odpalaląc papierosa od świeczki.
- Mnie pytasz? – zdziwiła się Dontata.
- Trzy noce w jednoosobowym pokoju z Rafałem. Ty to masz klasę – księgowa uśmiechęła się złośliwie.
Towarzystwo nagle zamilkło. Wszyscy wiedzieliśmy, że Rafał związany był z bardzo fajną dziewczyną. I wiedziała też o tym Donata. Poza tym to ona zawsze wygłaszała teorie o dobrym prowadzeniu krytykując każdą zauważoną frywolność. I wyśmiewając firmowe romanse.
W każdym razie przy stole zrobiło się bardzo nieprzyjemnie.
Tylko Rafał nie stracił dobrego humoru. Patrząc Donacie w oczy powiedział:
- Zawsze to powtarzam, kiedyś wywiozą cię na gnoju!

dwa lata z blogiem

26-11-2003
26 listopada, za oknami wiosna…może dlatego, że wszystko tak się miesza w naturze to w mojej głowie też nie jest najlepiej…Od jakiegoś czasu mam pasję – to net. Wpadłam w jego sidła. Otwieram oczy…piję kawę i już jestem przed monitorem. I tak prawie do świtu…

26-11-2005
26 listopada, za oknami zima…nic nie miesza się w naturze a z moją głową jest już znacznie lepiej.
Od jakiegoś czasu mam pasję – to praca.
Otwieram oczy…piję kawę … i wychodzę z domu.

ze snów

Pająki, małe i brzydkie. Mocne pajęczyny. Atakujące w trawie wieloryby.
Zakrwawiona rana po strzale w brzuch.
I Donald Tusk obierający w mojej kuchni ziemniaki.

okoliczności

Każdego ranka ten sam obrazek. Na parkingu. Pod oknami, za którymi świat liczb, dat i wydruków. Wysiadamy z samochodów. Palimy papierosy. Gadamy o bardzo głupich rzeczach. Marzniemy. I tylko:
- Kurwa kurwa kurwa – odzywa się masowa wykształcona cywilizacja.

poza tym … nigdy!!!!!!!! już nie wejdę na pewnego bloga … nieustanne pierdolenie o tym samym
… gdyby chociaż inaczej podane …
frajerka jestem, że się ciagle jeszcze nabieram … i że w ogóle o tym myślę …

…Oh, black is black and white is white day is day and night is …

Na koncercie Kultu byłam tak dawno temu. Jeszcze z warkoczem. W bordowych martensach. I w mega obcisłych sztruksach wygrzebanych w jakimś lumpeksie tuż przy ekonomiku.
Wkręciłyśmy się wtedy z Magdą na tył hali i jak nawiedzone w jednej z szatni dopadłyśmy Kazika. Siedział na drewnianej bardzo długiej ławce. Zmęczony, spocony … dał nam na odczepnego autograf na dwóch kartkach w kratkę.
Gdzieś mi się potem moja kartka zapodziała.
Leżąc dziś pół dnia na dywanie z głową tuż przy chłodnej szybie, gapiąc się na pierwsze wielkie i mokre płatki śniegu zrobiłam sobie powrót do przeszłości. Do smażonych ziemniaków z siadłym mlekiem, które często serwował tata na obiad. Do babcinego dotyku. Pierwszego wyjazdu na kolonię do NRD. Kradzionych węgierek. Siesickiej do poduszki. Spóźnienia na maturę. Srebrzystego welonu. I tego wszystkiego co welon ten mi przyniósł.
Za kilka dni kończę trzydzieści lat. Nie jest to żadna magiczna liczba. Nie będzie to jakiś szczególny dzień.
Jednak korci spojrzenie wstecz. Gdybym tylko mogła – niczego bym nie zmieniła.

wyprawa

Odwiedziliśmy dobrych znajomych. Na wsi. Kupili weekendowy domek na skraju lasu. Nic z bajki. Murowany bunkier szczelnie ogrodzony. Niby taka odskocznia od cywilizacji. Cóż to jednak za odskocznia gdy łazienka mega nowoczesnie wyposażona i wcale nie trzeba siusiać w drewnianej budce z wyciętym serduszkiem.
Kuchnia z lodówą pełną gotowych potraw.
Ekskluzywny salon z plazmą. Faks. I jeszcze kilka innych takich …
Ledwo wysiedliśmy z samochodów już zasiedlismy do stołu. Po obiedzie wygodne fotele i koniak. Potem deser. I krzesła przy stole do pokera.
Nuda.
Do lasu mnie ciągnęło. Powłóczyć się. Oddychać.
A tu klapa.
Las za szybą.
I tyle.