mobbing

- Mam się podpisać Kowalska czy Kowalski? – zapytała klientka gdy Donata skończyła drukować umowę.
- Kowalski.
Zaintrygowana spojrzałam jak kobieta bierze się do podpisywania kilku stron umowy.
- Na kogo umowa? – podeszłam do Donaty.
- Na pana.
- Gdzie pan?
- Nie ma.
- Więc nie ma umowy – zadecydowałam.
- To moja znajoma. Przyniosła wszystkie dokumenty męża – broniła się Donata.
Jej niewyobrażalna głupota poraziła mnie. Napisała kredyt na człowieka, którego na oczy nie widziała.
Oczywiście nie pozwoliłam na to.
Z takich umów rozliczam się potem ja – nie ona.
Donata poczuła się poniżona przy klientce i to w dodatku swojej znajomej.
Chwilę później usłyszałam jaka jestem wredna, złośliwa i w ogóle najgorsza.
Wszystko to moja wina. I jeszcze jej za to zapłacę.

Kiedy miejsce mają takie historie z nerwów boli mnie żołądek. Mam ochotę zniknąć. To nie jest moje środowisko naturalne. W takim klimacie nie potrafię oddychać.

listopadowo

Mój tata urodził się w czterdziestym dziewiątym roku w Olsztynie.
Mieszkał tam z rodzicami i rodzeństwem przez pięć lat.
Jednak z powodu antypaństwowej działalności mojego dziadka musieli się przenieść do Gubina. Małego miasteczka na granicy z Niemcami.
Rok później dziadek zmarł.
Tata miał wtedy sześć lat, trzy starsze siostry, brata i mamę, która uczyła w szkole za psie pieniądze.
Było im bardzo ciężko. Żyć jednak trzeba było i jakoś sobie radzili.
Kiedy tata wyjechał do Zielonej Góry na studia poznał moją mamę.
Jedynaczkę – tak naprawdę nie znającą trosk.
Coś ich jednak połączyło. Pobrali się i zamieszkali w rodzinnym mieście mojej mamy.
Nigdy jednak tata nie zapominał o swojej rodzinie. Jeździliśmy tam we dwoje na wakacje.
Pamiętam mamę mojego taty, która siedziała na drewnianym taborecie i obierała ze skórki długie ogórki.
Ja byłam dla niej wakacyjną wnuczką. Milczała często. Nie opowiadała bajek.
I tylko tatę przytulała mówiąc mu jak bardzo za nim tęskni.
Kiedy umarła miałam osiem lat. Nie rozumiałam cierpienia taty.
Po kilku latach zmarł brat taty, siostra, syn siostry.
Grobów w Gubinie jest dużo.
Każdego roku pierwszego listopada serce mojego kochanego, zapracowanego taty wyrywa się właśnie tam, w rodzinne strony, gdzie więcej grobów niż żywych.
W każdej świeczce błyskającej ciepłym płomieniem mienią się obrazy ludzi, których tak bardzo kochał. I o których nie pozwoli zapomnieć.

znaczenie

S. (19-10-2005 22:16)
ciagnie mnie do twojego bloga
S. (19-10-2005 22:17)
czyli – tak jakby ciagnie mnie do ciebie
S. (19-10-2005 22:17)
do tego, by poznac ciebie dalej tam – w srodku tzn blizej
S. (19-10-2005 22:17)
paradoksalnie.
S. (19-10-2005 22:17)
bo przeciez im bardziej chce
S. (19-10-2005 22:17)
im bardziej znam
S.(19-10-2005 22:18)
tym bardziej wiem.
S. (19-10-2005 22:18)
Wiem
S. (19-10-2005 22:18)
tymczasem
S. (19-10-2005 22:19)
ciesze sie
S. (19-10-2005 22:19)
z Ciebie
S. (19-10-2005 22:19)
i z siebie bo
S. (19-10-2005 22:20)
w sobie czuje jakas zmiane.
S. (19-10-2005 22:20)
taka moze nawet i iskierke
S. (19-10-2005 22:20)
ale jakze widoczną.
S. (19-10-2005 22:20)
drugi czlowiek moze bardzo wiele
S. (19-10-2005 22:20)
pozdrawiam bardzo bardzo bardzo

insert

Centrum. Maleńki rynek w moim mieście.
Na czerwonych płytkach czarne czyste buty. Para. W średnim wieku.
Jakiś taki ładny całus. I czułe tulenie.
Przyszły premier żegnał się ze swoją żoną.
Uśmiechnęłam się. Do nich. I oni też się uśmiechnęli.
Tak po prostu.

pola (droga do domu)

Za oknem świat, któremu natura każdego dnia nadaje nowy wymiar. Lisy, myszy, zaskrońce. Tak blisko ludzi z trzypiętrowego miasta z niebieską dachówką.

wcześnie

Czytam blogi i myję zęby. Jednocześnie. Czasu mało a jakoś tak muszę miejsca swoje ulubione odwiedzić tuż po śnie.
- Siódma minęła – słyszę komentarz z kuchni. Zdyscyplinowany mąż je śniadanie i czyta gazetę. Podobieństwo sytuacji zauważone.
Jednak on nigdzie się nie spóźni … a ja przeciwnie. Równowaga zachowana. I dobrze.

wyzwania

Donata – firmowa księżniczka gadu gadu poznała jakiś czas temu internetowego amanta z bajki.
Za niesamowitym ciepłem, które płynęło ze słów pisanych przez niego kryły się podobno duże pieniądze. Jeździł autem za dwie bańki i podróżował po całym świecie.
Donata przychodziła do pracy zaczarowana, niewyspana, rozkojarzona i zauroczona. Opowiadała o prawdziwej miłości, którą można spotkać w wirtualnej rzeczywistości. On pisał do niej smsy, dzwonił … i umówili się na spotkanie.
Donata wisiała na okiennym parapecie i czekała. Wreszcie około szesnastej na firmowy parking podjechał piękny tir.
Wysiadł z niego młody mężczyzna. Trzymał w rękach kwiaty.
- O kurwa mać! – Donata zeskoczyła z parapetu – Jakiś kierowca tira. Żenada! Nie zejdę do niego – usiadła przy biurku i zapaliła papierosa.
- Idiotka – skomentował Rafał.
- Niech ktoś go spławi, ja nie wychodzę.
Rafał zszedł na dół. Chwilę rozmawiał z mężczyzną. Po chwili ten wręczył kwiaty przypadkowej kobiecie.
Wsiadł do tira i odjechał.

rozpisane

Lekarz uprzedzał:
zły nastrój, senność i tycie.
Tymczasem od miesiąca ze staranną systematycznością łykam tabletki i żadnych skutków ubocznych nie ma.
Wręcz przeciwnie. Nastrój dobry, senność na tym samym poziomie a waga spadła poniżej pięćdziesiątki.
Czekam aż torbiel się wchłonie. Póki co nie zmienia swoich rozmiarów.
Nie lubię jej.