makaron własnej roboty

Ugniatałam, wałkowałam, precyzyjnie kroiłam. Ugotowałam.
Zaplanowany kształt nitek nieco zwiększył się w garnku.
- Dziś rosół z frytkami? – zapytał mąż.

narzędzia

Piątka nie wchodzi. Tylko mi. Każdemu innemu bez problemu.
Nie rozumiem. Wyjątkowo szanuję firmowe auto. A jednak tylko na mnie się mści. I to w trasie. Bez piątego biegu jazda do domu trwa sto godzin.
Powrót.
Gwałtowne parkowanie pod blokiem.
Wpadam wściekła do mieszkania. Klapki lądują gdzieś pod szafą, torba tuż przy lustrze, kluczyki prawie na regale. Siadam na kanapie i sarkam.

Po chwili jednak kładę się wygodnie. Przeciągam.
Znów udało mi się szczęśliwie wrócić ……….

praca

Otwieramy nową filię w Zielonej Górze.
Miasto ładne. Pełne krętych uliczek. Z ratuszem i mnóstwem knajpek w rynku.
Nie jeżdżą tam tramwaje. Cicho jest jakoś. I spokojnie. Palmiarnia. Winnice. Objadłam się słodkim chłodnym winogronem rwanym prosto z krzaczka.
Poza tym ludzie. Mili.
Dobrze mnie nastrajało wszystko z czym miałam w Zielonej Górze kontakt.
Mimo tego, że jak przed każdym otwarciem pracy mnóstwo i dojazdy męczące.
We wtorek nie miałam już fizycznej siły by wracać nocą do domu. Zostałam w hotelu Śródmiejskim. Spokojna noc w obcym miejscu. Z szeptami słyszanymi za ścianą. Prysznicem. Jajecznicą z zielonym szczypiorkiem na śniadanie.
I miłym panem z Orange, który uśmiechał się do mnie zalotnie wcinając kabanosy.
Lubię to wszystko. Widzę w tym sens prosty. Czuję, że tak chcę.

odbicia

Urlop – mega przyjemny wynalazek.
Pozwolił mi spędzić kilka dni w zupełnie innym wymiarze.
Przytulny hotel. Niesamowici ludzie. Przepiękna okolica.
Każdego ranka po bardzo smacznym śniadaniu ruszaliśmy na ekstremalne wyprawy, które trwały do wieczora. Nocą odpoczywaliśmy tuż pod gwiazdami.
Było fantastycznie. Chyba pierwszy raz nie pototrafię opisać tego, co udało mi się zobaczyć i przeżyć.
Wróciłam z wypłowiałymi włosami, łuszczącą się skórą na nosie i podrapanymi nogami. Rewelacja.
Jeszcze żyję tamtym światem …
Do poniedziałku.

ślub

Czas szybko płynie, nie muszę nikogo o tym przekonywać. Mój pięciomiesięczny synek… rośnie z dnia na dzień. Ma czarne, błyszczące oczy, mały, śliczny różowy brzuszek. Mój synek pachnie… psem… Bo jest psem. Ma ludzką mamę i ludzkiego tatę, którzy bardzo go kochają.
Czas narzeczeństwa mija. Ani szybko ani powoli. Po prostu bardzo dokładnie dzień po dniu. Któregoś dnia być może skończy się zabawa w rodziców, a po prostu nimi będziemy. Może to będą równie szczęśliwe chwie.

alicja78

ponad innymi

Śmieszą mnie ludzie, którzy chcą być „naj”. Imponować w towarzystwie
erudycją. Poprawiają błędy rozmówcy. Zły akcent w słowie „muzyka” czy
„polityka” jest powodem do przekreślenia całego zdania mówiącej osoby. Jabłko, nie japko. Jakby to było najważniejsze. Hiperpoprawni aż do porzygania.
Patrzę jak kolejne lata przychodzą na przyjęcia sami. Czyżby nikt nie spełniał ich wymagań? Jeszcze
nie wpadłam na pomysł, jak się z nimi obchodzić. Przekuć szpilką ten
nadmuchany balon? A może po prostu ominąć.

alicja78

dla nich

Chciałabym coś napisać. Ale nie jest to proste. Trójka dzieci pod moją
opieką. Ich ojciec pije. Wzięłam je na weekend, żeby pobyły w troche innym
świecie. Komputer, Internet, kablówka, cyfrowy aparat, pełna lodówka,
SPOKÓJ.Tego nie mają. I pewnie długo nie będą mieć. Chyba, że zdarzy się cud.
Modlitwa. To przyszło mi do głowy. Sposób przez niektórych zupełnie już
zapomniany. Wspólna modlitwa.

alicja78

lala czyli para

Moje życie jest małe i wypełnione do cna. Nie mam czasu na pranie, zbyt
długi sen, niecodzienny sex. Nie wiem, czy będę miała czas na pisanie.
Czasem mam jednak myśli, którymi mogłabym się podzielić. Dlatego kto wie.
Ala wyjeżdża, a blog zostaje. Klucz wisi w skrzynce od prądu.

alicja78

last minute

Jutro wyjeżdżam na urlop. Prawdziwy.
Lali zostawiam bloga. Do tej pory wszystkie swoje kasowała. Mam nadzieję, że mojego oszczędzi.

spokojnie

Wynik biopsji ok. Przyczyna – szaleństwo hormonów. Uleczalne na szczęście.
I wszystko zmienia kształt.