rozluźnienie

Zmęczenie fizyczne uwalnia mój umysł. Jak zwykle nabity toksynami, dziwnymi snami i jakimiś chorymi lękami.
Nie wiem tylko dlaczego uprawiam sporty samotne bardzo. Może gdybym zagrała na hali w siatkówkę, gdzie kilka osób walczy o to samo zwycięstwo …. Póki co najczęściej jednoosobowe zmaganie z wodą. Wczoraj pierwsza w tym roku rowerowa próba pobicia własnych możliwości. I drążek, który łączy dwie ściany w sypialni. Rewelacyjne urządzenie – w najgorszych dołach staje się idealnym psychotropem.
Po tych wszystkich fizycznych terapiach obudziłam się lżejsza.
Dzisiaj ostatni raz przed świętami jadę do Wrocławia. Zamierzam uśmiechać się do znaków drogowych. Jechać z dozwoloną prędkością. I zabrać z drogi przystojnego autostopowicza.

marzenia w mrowisku

Siedzimy na obrotowych krzesełkach przy bukowych biurkach, na których stoją czarne monitory i żółte firmowe kubki z kawą. Zapach średniej klasy wód toaletowych unosi sie nad głowami łącząc ze świeżym oddechem wspomaganym przez rewelacyjną gumę orbit. Brzęczące telefony. Setki maili. Czas płynie szybko. Pracy jest dużo.
- Chciałabym być nieśmiertelna – przerywa ciszę Aneta.
Spoglądamy na nią zdziwieni. Choć nie wiem skąd to zdziwienie. Niesmiertelność musi być naprawdę niesamowitą sprawą.
- A ja chciałabym być kierowcą tira – bąka Donata zamykając metafizykę marzenia Anety.

poczuć swój rytm

Myślałam, że o blogach wiem już wszystko. I nic nie jest mnie w stanie zaskoczyć. Jednak lista linków w mojej głowie powiększyła się.
I coś podobnego wydarzyło się na gadu.
Gdy już prawie zapomniałam ….. kilka pisanych rozmów zatrzymało dziwny proces znużenia.
Jest w internecie jakaś siła. Ogromna. Nie do zmierzenia. Czuję się tutaj bardzo dobrze.

osobliwości

Mąż wraca. Z każdym dniem bardziej. Niby wszystko odbywa się naturalnie. Jednak nie. Nadal jest w nim dobrze znane mi zimno.
Przyjeżdża prosto z pracy na obiad. Je, stuka w klawiaturę i rozmawia ze mną. W międzyczasie odbiera telefon, ogląda wiadomości i coś tam sobie notuje na pojedyńczych kartkach, które układają się w idealną piramidkę.
Potem wieczór. Filmy w oryginalnej wersji językowej. Jak pokorne ciele zgadzam się na rozumienie co trzydziestego słowa.
- Idź już – zdobywam się na odwagę.
- Ala, daj spokój – uśmiecha się przebiegle. I zasypia na kanapie.
Zastanawia mnie kiedy nadejdzie moment, w którym znów obudzę się obok niego. Czy pomyślę sobie wtedy, że to piękny dzień … czy poczuję, że przegrałam walkę o siebie?