koszmarny szacunek

Nasączona perfumami młoda kobieta wydawała beztrosko polecenia pracownikom salonu meblowego. Wszelkie niejasności konsultowała przez telefon.
- To biorę – wskazała na luksusowy skórzany narożnik. Zapakujcie. Mężowi się spodoba.
Sprzedawca poinformował o procedurach zakupu.
Kobieta westchnęła znudzona, przysiadła na jednym z foteli. Manifestacyjnie machała kluczykami od samochodu i wybierała kolejne numery w telefonie.
Rozmawiała głośno. Średnio poprawną polszczyzną. Wreszcie zapadła decyzja.
- Mąż za chwilę przyjedzie – oznajmiła – Możecie już wypisywać fakturę.
- Proszę wobec tego do kasy – zaproponował sprzedawca.
Podniosła się z fotela zniecierpliwiona.
- Od razu naliczaj rabat – rozkazała kasjerce.
Po chwili w salonie pojawił się mężczyzna. Przystojny, w średnim wieku.
- Gdzie ten mebel? – zapytał podchodząc do kobiety.
- Tutaj – wskazała palcem.
- To małe gówno? – zdziwił się. A potem spojrzał na sprzedawcę i rzekł ze złością:
- Ta kurwa nigdy nie potrafiła niczego załatwić.

minął rok

Ten blog treść zawdzięcza ludziom. Każdy dzień, który można tu spotkać to czyjaś cząstka.
I dlatego wciąż go lubię.
Obok znajomości. Te pisane, te mówione, te spotkane. I te, które udowodniły mi, że nad każdą niezwykłą fascynacją można postawić zwykłą kropkę.

Zaczynałam pisać z nudów. Nie robiłam wtedy nic. Kawka, słodkie bułeczki i plotki.
Teraz nie mam czasu na tyle innych rzeczy, a tutaj lubię sobie pobyć.
Nie myślałam o terminie, jaki dam temu blogowi.
Kiedyś ktoś zapytał o czym można tu pisać. O pomidorowej, zakupach, miłości lub jej braku? To nudne. Takie z telewizora.
Jednak jest coś więcej. Blogi zmuszają do myślenia. Analizowania. Opowiadania się po stronie opisywanych przez kogoś emocji, poglądów. To również przyjemna zabawa słowami.
Nigdy nie roztrząsam czytanych blogów pod hasłem – fikcja czy prawda. Liczy się temat. Przekaz. Ludzie tak fajnie kroją swoje myśli, opisują przeżycia.
Dzisiaj mogę spokojnie pierwszy raz napisać szczere dziekuję.

nocne szaleństwo

Huk na kilka odgłosów. I zgrzyt. Potwornie wyciągający z ciepłego snu.
Usiadłam na łóżku próbując złapać oddech. Cholernie marzyłam by dźwięk dochodził z mojej głowy. Niestety.
Regipsowa ścianka łącząca sypialnię z przedpokojem ruchęła. Razem z półkami pełnymi książek. I pomyśleć, że wieczorem dołożyłam tam tylko list z banku.

Ktoś, kto pisze scenariusz mojego życia zaczyna mnie wkurzać. Mógłby sobie odpuścić. Dać się w nocy wysypiać.
Śmieję się teraz do tego bałaganu.
I mam koncepcję. Bez tej ścianki aranżacja mieszkania totalnie się zmieni. Głowa pełna wizji.

strategia

Czekam na nowe prawo jazdy i wszędzie się spóźniam. Miasto z perspektywy chodziarza wygląda zupełnie inaczej. Zimno. Deszcz za kołnierz kropi. Wiatr. I ciemność, której się boję. Pustkowie jest takie obce o zmroku. Pola i kawałek betonowej drogi toną w nocnej czeluści. Nie widać czubka nosa. Pokonuję ten odcinek drogi z zawrotną szybkością. Chyba nie chcę już tam mieszkać.
Pewnie rok minie zanim nauczę się w szkole sztuk walki super wyskoków, mocnych ciosów i rewelacyjnego pisku przy każdym uderzeniu w przeciwnika. Póki co nie „wejście smoka”
a jakiś szalony trening. Bieganie od ściany do ściany, pompki na kościach i gadanie. Mini uniwerek psychologiczny. Gapię się na gościa, który to wszystko prowadzi. Mega super facet. Nie dość, że wizualnie powala to jeszcze ma jakoś tak fajnie słowa poukładane. Niestety dobry znajmomy mojego męża. Nawet niewinny flirt odpada.
W każdym razie w natłoku zajęć i psychicznych myśli nie zapominam, że faceci istnieją. To przynajmniej zdrowy objaw. Choć kategorie w jakich ich postrzegam są bardzo przedmiotowe. I niech tak póki co zostanie.

combat

Jestem po pierwszym spotkaniu w szkole sztuk i sportów walki. Zapisałam się. Teraz muszę być wytrwała. Ogrom fizycznego materiału do przyswojenia przeraża. Jednak bardzo chcę. Nawet za bardzo.

american dream

W miękkiej pościeli. Migdały. On i ja. Włosy jeszcze wilgotne. Myśli mega lekkie. Odpoczywam. Pewnie przysnę. Jest tak ciepło. I mleko za oknem. Jak w bajce.

tak się rodzi nienawiść

Policja odnalazła torbę i klucze. Wszystko inne zginęło. Obiecali mi, że numery telefonu umieszczą w ogólnopolskim rejestrze. Gdyby kiedyś zatrzymali kogoś z moim telefonem to jest szansa, że go odzyskam.
Niestety dobrzy złodzieje potrafią zmieniać numer imei. Wtedy telefon staje się anonimowy.
Póki co w sobotnią noc powłóczyłam się w mieście. Tanie bary. Ulice. Wiem kogo szukam. Czuję, że ich rozpoznam.
Wczoraj zrobiłam sobie wycieczkę do miejscowych lombardów. Po telefonie jeszcze ani śladu.
Jestem wściekła. To taka wielka wściekłość, która zabija słabość.
Myślę sobie nawet, że gdybym chodziła po ulicach mniej zamyślona, bardziej skupiona na fizycznym, materialnym świecie mogłabym uniknąć podobnej kradzieży. I wraca też myśl czy należało się szarpać i walczyć o własność.
Straciłam kilka ważnych dla mnie rzeczy. To fakt. Jednak bardziej żal mi, że można w ten sposób. Istnieją ludzie, dla których nie ma drugiego człowieka. Jest tylko chęć zdobycia czyjejś własności. Statystyki przerażają.
Dlatego jestem za karą. Najbardziej skuteczną.

Kino na takie chwile:
Obcy kontra Predator
Choć można przysnąć.

głupia torebka

Razem z nią straciłam dokumenty, klucze do mieszkania, samochodu, portfel, telefon, terminarz i kilka niematerialnie ważnych drobiazgów. Policja przyjęła zgłoszenie kradzieży. Pojeździli przez godzinę w okolicy miejsca zdarzenia. I zostawili mnie z problemem.
Cóż znaczy czyjaś torebka … choć w takiej torebce ktoś może nosić część swojego życia.
Całą noc nie spałam. Bardzo płakałam. Walcząc z myślami. Gdybając. Jak zwykle ze wszystkim sama.
Nie wiem co mysleć. Idzie mi w życiu ostatnio jak z kamienia. Za dużo, za często.

Dzisiaj rano zgłosiłam oficjalnie kradzież na jednej z komend. I usłyszałam:
- Głupia torebka. Proszę się cieszyć, że ją pani tylko wyrwali i uciekli. To zdarzenie mogło skończyć się inaczej.

Przez czyjąś piątkową zachciankę! musiałam wymienić zamki w domu i aucie. Zablokowałać karty w banku. Będę musiała wyrobić nowe dokumenty.
Jednak nigdy nie odtworzę ukochanych smsów, numerów, adresów.

Dlaczego znów ja?
Nie chcę już tego analizować. Myśleć o tym. Psychicznie siadam. Najniżej jak się tylko da. Wszystkie najbardziej negatywne emocje świata skupiły się w mojej głowie. Niczego już nie chcę.

tydzień

Totalny. Spóźnienia. Upadki. Wpadki. Nieporozumienia. Ciągle coś. Do załatwienia. Do wyjaśnienia. Nic do przespania.
Kiedy generuje się tak wiele kłopotliwych sytuacji myślę sobie wtedy, że one są odpowiedzią na zło, które wychodzi ode mnie.
Naszła mnie w pracy około godziny szesnastej refleksja. Krótko po rozmowie z klientem. Nie byłam miła. Nie byłam niemiła. Byłam nijaka. Tak jest najłatwiej. Facetowi bardzo zależało a mi nie chciało się niczego mu ułatwiać. Kiedy wyszedł poczułam niesmak. Sama sobie taka nie smakowałam.
Cholera! Dlaczego ja po prostu nie potrafię zrobić czegoś i zaprzestać do tego wracać. Głębokie analizy własnego wnętrza zawsze prowadzą mnie na krawędź poczucia sensu. W tym co we mnie. I ze mnie.
Boję się, że w ogólnym rozrachunku nie będę mogła o sobie pomyśleć jak o dobrym człowieku. Przede wszystkim dlatego, że biorę pod uwagę tak mało. Za mało.
Jestem wstrętną, konsumpcyjną żmiją. Zakochaną w sobie bez granic. I tylko ze sobą szczęśliwą. Chciałabym kiedyś móc naprawić każdą odrobinę zła, której byłam przyczyną.
Bardzo ciężko mi ostatnio. Za dużo prowokacji w głowie.