podryw

Dzisiaj na basenie ścigałam się z Rafałem. Opętała mnie potworna chęć zwycięstwa.
Po wyjściu z wody Rafał podsumował:
- Wolałem płynąć za tobą. Dobry widok.
- Spadaj – roześmiałam się znając jego mega łowieckie podejście do kobiet.
- Hej, powiedz, chciałabyś kiedyś, wiesz, tak dla zdrowia psychicznego? Po prostu? – zapytał spogladając na mnie zalotnie.
- Po prostu? Nie – skrzywiłam się.
- To jak? Mam skakać z żyrandola?
Parsknęłam śmiechem. I jak tu przechodzić załamanie nerwowe w takim towarzystwie … Nie da się smucić.

Myślę jednak o tym. O fizyczności. Tak łatwo zaspokoić tylko to. Bez uczuć. Odrobina namiętności. Dreszcze. Dotyk. Zapomnieć się … I nie żałować.

siostra niedźwiedzia

Każdy inny stopień pokrewieństwa równie prawdopodobny. Podsypiam. Wolno chodzę. Na basenie siedzę w barze.
Wmawiam sobie, że nadmiar grzanego wina jest najlepszy na jesienne chłody.
Z mocnym postanowieniem poprawy zamierzam przerzucić się na mleko z miodem.
Póki co lenistwo. Wagary. I ogólne wstrzymanie. Plus czytanie. W wannie. Anna Karenina. Pochłania mnie ta historia. Kolejny raz myślę sobie, że może Tołstoj był kobietą. Tylko sobie myślę, pewności nie mam.

sliders

- Dziękuję, że nie oddaliłaś się sześć światów stąd – powiedział mój mąż gdy wyszliśmy z domu jego rodziców. Spędziliśmy tam całe popołudnie. Z nutką żurawiny i koniaku w tle.
- Masz pewność? – zapytałam przekornie.
- Byłaś bardzo rozmowna – uśmiechnął się.
Nie sądziłam, że łatwiej jest po rozstaniu. Mówić do siebie. I siebie słuchać.
Mąż odprowadził mnie do auta. Na pożegnanie pogłaskał delikatnie po policzku. – Ala, nie śpij z komórką pod poduszką. Potem cały dzień boli cię głowa – szepnął mi do ucha – Do widzenia – dodał i odszedł.

wyjść

Wściec się można po wirtualnej nocy, której zabrakło zapachu jesieni.
Między słowami wystukiwanymi w półmroku można przemycić tylko odrobinę prawdy. Tej uczciwej. Zjeść kilogram pomidorów. Wypić szklankę wody. I bardzo tęsknić.
Do kogoś.

dodaj/usuń

Porządkując wnętrze mojego wiernego przyjaciela całkiem niechcący usunęłam folder z kontaktami gg. Wiekszość znikła bezpowrotnie. Nawet sobie nie wmawiam, że to przypadek.
W tym świecie też przychodzi czas pożegnań.

poranek

Myślę, że gdyby piesek został ze mną czułby się bardzo samotny. Dobre jedzenie i ciepły kąt nie zastąpią żadnemu żywemu istnieniu prawdziwego bycia razem.
Piesek rozweselił mój dom. I mnie. Polubiłam go. Dlatego trudno było zamknąć za nim drzwi. Wiem jednak gdzie zamieszka. Czuję, że będzie mu tam o wiele lepiej niż u mnie.

nowe doznania

Osobą, która często próbuje uszczęśliwić mnie na siłę jest Daniel. Ostatnio przywiózł mi psa. Pieska. Małego. Na czterech koślawych łapkach.
Postawił na środku kuchni wiklinowy kosz.
- Ma kilka tygodni. Zakochasz się w nim – Daniel wyjął ostrożnie drzemiącego zwierzaczka i wręczył mi go. Ciepłe, miękkie ciałko. I lekko szorstki wilgotny jęzorek na mojej dłoni.
- Ja nie lubię psów – oznajmiłam odkładając rudo-czarną kulkę do kosza.
- Jeszcze nie wiesz, że lubisz. Zostań z nim kilka dni. Spróbuj się zaprzyjaźnić.
- Daniel, ja pracuję. Cały dzień. Kto się nim wtedy zajmie?
- Sam się sobą zajmie. Zrobimy mu tutaj plac zabaw. Alka, za zimno u ciebie. Za cicho. Za pusto.
Piesek w tym czasie rozbudził się i wydostał z kosza. Zaczął śmiesznie stąpać po gładkich płytkach rozjeżdżając się trochę na boki.
Wyszedł z kuchni. I gdy tylko poczuł miękkie włosie dywanu przykucnął i wysiusiał się.
- Super – zaczęłam się śmiać.
- On jeszcze nic nie umie. Dziś zabrałem go od mamy.
- Daniel, miałeś pewnie dobre intencje. Tylko że ja nie chcę pieska.
- Ala, dwa dni. Jutro rano wyjeżdżam i wrócę za dwa dni. Jeśli się do niego nie przekonasz to zrozumiem.
- Nie przekonam się do niego nawet za sto dni. Bierz psa już dziś.
Nie wziął. W szybkim tempie pożegnał się i wyszedł.
Pies i ja zostaliśmy. Razem.
Mija drugi dzień. Podłogi zasikane. Moje łóżko też. Wszędzie małe kulki karmy junior, rozszarpana gazeta, buty w kilku miejscach. Mimo to przyjemnie wziąc go na kolanka. Głaskać jego gładką sierść. I słuchać jak popiskuje przez sen. Podobno wyrośnie z niego bestia. Póki co jest taki mały, łagodny. Delikatny.

le…targ

Wracam do domu. Torba w prawo. Buty w lewo. I na kanapę. Pilotem uruchamiam kontakt ze światem. W miseczce kilka wczorajszych orzeszków. Niesamowicie atrakcyjna kolacja. Do kuchni nawet nie zaglądam – boję się.
Wieczór ustępuje nocy a ja nadal w płaszczu.
Pewnych sytuacji nie obejmują żadne definicje.

najlepsza pora

Cały rok tęskniłam do jesieni. A gdy przyszła nie potrafiłam jej zauważyć. Do wczoraj. Czasem w drodze warto się zatrzymać. Ot, tylko po to, by nabrać głębokiego oddechu. Poczuć ziemię pod stopami.
W jednym z najpiękniejszych parków mojego miasta, takim z fontanną, alejkami, ławeczkami i placem zabaw spędziłam całe popołudnie. Było mi dobrze. Ciepło. Słowa lekkie, przyjazne. Wciąż słyszę swój śmiech. Maksymalnie beztroski. Tak mi to było potrzebne.

do spełnienia

Jedna z klientek firmy okazała się żoną mojego kolegi z podstawówki. Dziś przybył z nią by podpisać jakieś dokumenty. Oczywiście rozpoznał w mojej dojrzałej twarzy Alę z I g i nie omieszkał się przywitać.
- Hm, to tutaj się zaczepiłaś – powiedział takim tonem jakbym doiła krowę w oborze a nie stukała w klawiaturę nowoczesnego komputera.
- A ja spełniłem swoje marzenie – dodał – Zostałem marynarzem.

Proste spotkanie, które zapadło mi w pamięci. Niby marzenia są tylko po to by je mieć. Jednak cudowne musi być uczucie gdy się spełniają. Szczególnie te z dzieciństwa.
Nie pamiętam kim chciałam być dwadzieścia lat temu. Nie wiem kim chcę być teraz. A moje marzenia można umieścić w kategoriach olbrzymich pragnień. Typowo nie do spełnienia. Choć kto wie ……..