zarzuty

Praca. Czynność. Potrzebna.
Znajomi twierdzą, że robię się podobna do mojego męża.
Im więcej roboty tym mniej mnie.
Jednak ja nie gonię za kasą i sukcesem. Ja gonię siebie.
Staram się. Jak ja się staram żyć. Dzięki temu znajduję coraz więcej odpowiedzi na moje pytania. Pytania, które wisiały gdzieś w chmurach.
Człowiek musi mieć zajęcie. Cel. Drogę, którą zmierza ku czemuś.
Dróg donikąd mam już dość.
Jednocześnie próbuję nie zapominać. O ludziach i uczuciach.
Łączyć to wszystko.
Sama za siebie trzymam kciuki. Najmocniej jak potrafię.

ot

Gdy słyszę rzucane „kuźwy” zamiast pełnych wściekłości „kurew” to czuję zdecydowanie niesmak w odbiorze.
Nie dlatego, że lubię chamstwo.
Kocham sugestię. Mocną. Trwałą.
Dobrze jest czuć słowo. Umiejętność przekazywania emocji to rewelacja. Zdecydowanie wolę powiedzieć niż przemilczeć. Chyba….. że…….. nie mam nic do powiedzenia.

offline world

Wiedziałam, że czekają mnie dni bez internetu.
Myślałam, że nie dam rady. Zwariuję, zgłupieję, rozpaczliwie będę szukać dostępu do sieci.
Tęsknić za wędrówkami, podczas których męczy się tylko umysł. Za rzędami liter, w których kryją się myśli. Nocami wirtualnych rozmów.
Jednak nic takiego mnie nie spotkało.
Już wiem, że potrafię się cieszyć fizycznym światem. Zamiast kawy pić kefir. Oddychać. Rozdzielić. Żyć.
Tylko jakoś trudno mi wyzbyć się cholernego uczucia niedosytu emocjonalnego po obu stronach.

wyjazd

Dziesięć dni. Połączę przyjemne z pożytecznym. Nauczę się czegoś. Pozwiedzam. Przeżyję ciekawą przygodę.
I będę tęsknić za tym co mnie tak cieszy gdy jestem w domu.

as

Czasem mamy pod nosem gotowe prawdy i utarte dobre drogi a jednak szukamy gdzieś tego czego szukać nie trzeba.
Kilka mało odkrywczych spostrzeżeń wynikających z przeżycia ostatnich godzin:
-warto być uczciwym człowiekiem
-szczęście nie zależy od pieniędzy
-najlepsze efekty daje pozytywne nastawienie.

5

To był deszczowy i wietrzny dzień.
Muszę przyznać, że byłam bardzo szczęśliwa. W białej sukience. Z bukietem niebieskich róż. W osiedlowym kościele wypowiedziałam słowa przysięgi, w którą mocno wierzyłam.
Potem ryż, życzenia, wesele.
I poranek. U boku męża. We wspólnym mieszkaniu.
Pamiętam dobrze, że gdy spał ja cichutko wymknęłam się i pojechałam do taty.
Na chwilę. Posiedzieć z nim przy kuchennym stole i wypić kawę.
Wszyscy oprócz taty bardzo się dziwili, że tak postąpiłam.
Jakoś mi to wracanie do rodzinnego domu zostało.

Dziś rano mąż przypomniał o piątej rocznicy i zapytał co chciałabym dostać.
Wiedziałam, że zapyta więc się przygotowałam.
- Chcę żebyś spędził ze mną jeden dzień. Cały. Od rana do nocy. Chcę z tobą rozmawiać. O wszystkim – wypowiedzialam magiczne życzenie.
Zobaczymy czy się spełni.

sztuka

Nie umiem i nie lubię tańczyć. Nie chcę się nauczyć i nie chcę polubić.
W nocnych klubach odnajduję zupełnie inne przyjemności.
Miło posiedzieć w ogródku Młyna kiedy noc jest ciepła i wilgotna.
Gdzieś spod ziemi dobiega szybka muzyka. Dokoła słychać śmiechy, rozmowy, krzyki.
Ludzie żyją, bawią się. Palą papierosy i piją wódkę. Całują i kłócą.
Mijają mnie znajomi i nieznajomi. Czasem ktoś zaczepia, czasem mija obojętnie.

Byłam jak oni. Beztroska. Umiałam się w tym wszystkim odnaleźć. Teraz odnajduję tylko wspomnienia. Dla siebie samej.

wymiar

Brakuje mi jesieni. Ulubionych swetrów. Deszczu. Żółtych liści. Wiatru.
Przesypiam piękne słoneczne dni i ciepłe romantyczne noce.

In the Cut

Zawsze można chcieć czegoś więcej od spokojnego życia. Idąc ciemną ulicą miasta zapomnieć o niebezpieczeństwie.
Zakochać się w przypadkowym mężczyźnie z rozpaczy, którą jest samotność.
Wiedzieć jak czytać, mówić, uczyć a nie umieć odnaleźć własnej drogi.

Nie biorę w tym filmie pod uwagę niczego oprócz kilmatu.
Nie jest istotne czy Meg Ryan przeszła samą siebie pokazując nagie ciało i brzydką odważną scenę łóżkową.
Zapomniałam szybko o odciętych członkach kobiecego ciała w pralkach, reklamówkach i innych miejscach.
Jednak klimat mroku połączonego ze zwykłym szukaniem miłości to równanie, które mnie pochłonęło.

Nie jest to film na dobre spanie.

Bąbel

Ponad sto kilo żywej, przyjemnej wagi.
Adaś – urodzony dentysta.
Mówimy na niego Bąbel.
Ilekroć siadam na zielonym fotelu i ląduję tyłem prawie głową w dół Adaś zaczyna spiewać i w ten sposób rozluźniać atmosferkę strachu.
- Ala, to nie będzie bolało – zapewnia barytonem.
- Znieczulaj – mówię stanowczo.
- Nie trzeba – walczy Bąbel.
- Znieczulaj.
Potem jego pulchne paluszki przygotowują znieczulenie. Zamykam oczy by na to wszystko nie patrzeć.

Niby postęp i ucywilizowanie zmusza nas do dbania o uzębienie … ale nadal metody leczenia zębów są takie bbbrrr.
Te wszystkie przyrządy jak narzędzia tortur.
Wypalanie, chlorowanie, wkręcanie ćwieków ….
I zapach, który już w poczekalni zapewnia włosom sterczenie bez lakieru.
A jak się jeszcze trafi w ręce niewyżytego sadystycznego świra …co to lubi tu powiercić, tam popiłować lub to i owo usunąć …

Na szczęście mam Bąbla.