tato, tato! ja latam …

Wesołe miasteczko. Na pierwszy rzut oka starodawne nieco.
W obsłudze panowie w granatowych kombinezonach z super szczelnymi okularami przeciwsłonecznymi na nosach i pomarańczowymi czapeczkami na głowach.
Jednak klimat … przyjemny bardzo.
Skorzystałyśmy prawie z każdej karuzeli.
Trochę pokrzyczałyśmy, dziko się pośmiałyśmy i powygłupiałyśmy.
Potem lody.
Szkoda, że waty cukrowej nie było.
I siedzenie na zielonej trawce z twarzami wystawionymi do słońca.
Warto czasem poszaleć jak dziecko. Zwłaszcza jeśli pokłady dziecka śpią gdzieś w środku ukryte.

scan

Nie ma sposobu na życie bez popełniania błędów. Nie ma sposobu na zdobycie akceptacji wszystkich.
Patrzę. Słyszę. Jednak nie mam pewności czy dociera do mnie właściwie dźwięk, obraz.
Czasem myślę, że to takie bezsensowne analizować i doszukiwać się.
Tyle kobiet po prostu żyje.
Spokojnie. Przyjmują co los przynosi. Śmieją się. Płaczą. Kochają.
Bez zadawania sobie pytań. Sobie i innym. Im mniej wątpliwości tym bardziej proste życie.
A przecież o to chodzi – by spokojnie żyć.
Prawda jest prosta. Nie zmagamy się bez końca. Jest czas dobry. Czas zły. Wszystko ma swoje miejsce.

aktualizacja

Mam ostatnio skłonności do wędrówek w czasie. Szczególnie chętnie wracam do 1995 roku.
Maj.
Muzyka. Słońce w amfiteatrze. Tanie wino w Korze. I listy. Prawdziwe. Pisane na kartkach wyrwanych z zeszytów.
Czytam je teraz. Po kilka razy. Zamykam oczy i już mnie nie ma w tym świecie walki o to by mieć nie by być.

system rekrutacji ??

Olka jako stała bywalczyni rozmów kwalifikacyjnych w różnych firmach z różnych miast przygotowanie do testów, skomplikowanych pytań i zadań ma opracowane perfekcyjnie.
Myślała, że niczym już jej nie zaskoczą.
A jednak.
Doradca biznesowy w zwykłej firmie na terenie zwykłego miasta nie może być zodiakalnym skorpionem. Ludzie spod tego znaku są podobno zbyt konfliktowi. Zbyt pewni siebie. Zbyt nieokiełznani. Często bywają maniakami seksualnymi.
Pani psycholog zajmująca się rekrutacją oznajmiła Olce, że ma szczęście będąc bykiem. Olka oznajmiła pani psycholog, że to lekka paranoja i z dalszych rozmów zrezygnowała bojąc się kolejnych niezbyt rozsądnych kryteriów wyboru.

O co chodzi? Ja, zodiakalny skorpion z krwi i kości pytam o co chodzi?
Każdy znak zodiaku to galeria postaw i mnóstwo różnych charakterów. Faktycznie pewne cechy przypisuje się znakom zodiaku. I skorpiony wiodą prym wśród posiadaczy nieco szorstkich cech charakteru. Jednak bez przesady.
Nie wiem jak można w ten sposób oceniać ludzi.
No niestety można.

regulacja

Kilka lat temu do pierwszej firmy, w której pracowałam przyjęto na jedno ze stanowisk młodziutkiego mężczyznę bez przeszłości.
Szef przyjął go bazując na swojej intuicji.
Norbert po prostu był. Jak krzaczek. Niby coś więcej niż kwiatek a jednak nie drzewo.
Wszystko miał w dupie. Przychodził na ósmą, wychodził o szesnastej. Jak kogoś nie lubił to mu o tym mówił. Podrywał tylko cycate ładne blondynki. Nosił firmowe ubranka. Klął.
I tak to sobie trwało bez szczególnych szkód dopoki szef nie stwierdził, że intuicja go zawiodła i nie można zatrudniać potrzebnych fachowców na podstawie dowodu osobistego.
Norbert czuł co go czeka więc sam napisał wypowiedzenie. Rzucił na biurko i tak nagle jak się w firmie pojawił tak nagle znikł.

A dziś zaczepił mnie w centrum miasta i zapytał czy nie chcę kupić pasty do zębów. Miał jeszcze kilka innych drogeryjnych specjałów w czerwonej torbie nike.
Nic, zero rozmowy. Nastawienie na czysty handel. Nawet przez moment przyszło mi do głowy, że może mnie nie poznał i tak po prostu zaczepił jak to pewnie robił by zarobić.

Pomyślałam sobie, że jest bardzo wiele osób w naszym życiu, które pojawiają sie tylko na chwilę. Są i już ich nie ma.
Zapominamy, że byli. Oni o nas też zapominają.
A szkoda, że tak cenna baza danych umyka gdzieś z czasem …

absurdalnie i nienagannie

Zwykła taksówka. Zwykły kierowca. Nocna taryfa. Wsiadamy roześmiane.
- Dokąd?
- Do domu.
- A dokładniej?
- Pod blok.
- To znaczy?
- Do łózka.
Kierowca nie może się z nami dogadać ponieważ nie ma za grosz poczucia humoru. Odpuszczamy mu jednak. Olka podaje dokładny adres.
Ruszamy. Wolniutko. Puste ulice miasta. Noc.
Śmiejemy się, rozmawiamy o głupotach. Klaudyna nagle oznajmia, że gdy urodził się jej syn miał pięć nóżek i pięć rączek.
Mamy do niej żal, że nigdy nam o tym nie powiedziała.
Kierowca nadal grzeje czterdziestką. Pytamy czy dostał kiedyś mandat za zbyt szybką jazdę. Milczy nieco obrażony.
Po kliku chwilach zatrzymuje się przy bloku Olki. Żegnamy się szybko, bez specjalnych czułości. Potem wysiada Klaudyna. Ja jadę na moje pustkowie w zupełniej ciszy. Nawet radio nie gra.
Opuszczając najsmutniejszą taksówkę Europy wschodniej, zachodniej i środkowej mówię:
- Dobranoc.
Słyszę szorstkie:
- Dobranoc.
Auto odjeżdża a ja ruszam w stronę klatki sukając obcasami.
W domu spokój. W kuchni mruga światełko nad kuchenką. Ściągam buty.
- Jak było? – słyszę pytanie.
Jestem tak zdziwiona zainteresowaniem, że nie wiem co mam odpowiedzieć.
- Dobrze? – pada podpowiedź.
- Dobrze – powtarzam szukając w jego wzroku iskierki ciepła.
Dostrzegam tylko jak wycofuje się do swojej sypialni.

129024 mx

Od zawsze. Tylko ja. Przyciągam wszystkie wirusy.
I to przeważnie te najgorsze.
Przeglądarka prawie nie działa, komunikaty głoszą wieści o samoczynnym zamknięciu systemu, strony otwierają się kiedy chcą i jakie chcą. Polecenia, które ja wydaję komputer ustawia na końcu kolejki lub najczęściej ich nie realizuje.
A Jasiek zgubił moją płytę z programem i kartkę z kodami. Jest super.
Oczywiście postaram się, sformatuję co trzeba i znów przez krótką chwilę pocieszę się idealnie działającym sprzętem.

Tak sobie pomyślałam, że już mi się nie chce.

stary niedźwiedź mocno śpi

To wolno, tego nie wolno. Tak wypada a tak nie.
Lubię ludzi, którzy potrafią wyrażać swoje emocje. Nawet jeśli mąż podniesionym głosem mówi do żony:
- Zamknij się, idiotko.
A ona odpowiada:
- Sam się zamknij.
Czasem trzeba w małżeństwie krzyknąć, przekląć. Poczuć, że życie pulsuje. Pokłócić się i pogodzić. Milczenie, udawanie, że jest dobrze nie prowadzi do niczego dobrego.
I może ja właśnie chcę czasem wykrzyczeć co mnie boli. Potłuc w przypływie złości wazon. Wyrzucić niezjedzoną pomidorową przez okno (razem z garnkiem). Nie umyć naczyń wieczorem. Kochać sie spontanicznie. Nie według planu z terminarza.
Czasem chcę …

paranoje na czasie

Wracam z tatą z działki. Do parkingu prowadzi polna dróżka, około pięćdziesięciu metrów.
Tata niesie kosz z dobrami natury. Ja turystyczną lodówkę i kilka tulipanów.
Rozmawiamy.
Nagle po drugiej stronie dróżki pojawia się facet. Ciemne spodnie, bluza od dresu. Idzie wolno. Ręce trzyma w kieszeniach.
Spoglądam na tatę. On jednak spokojnie wygłasza traktat o podlewaniu trawy.
Facet się zbliża. Oczami wyobraźni widzę jak wyciąga nóż. Atakuje nas. My próbujemy się bronić.
Jest coraz bliżej. Tuż przed nami zatrzymuje się.
Wyciąga rekę z kieszeni i …. podaje ją tacie.
- Cześć, Stefan – tata uśmiecha się.
- Dzień dobry – bąkam pod nosem.
Wymieniają się poglądami na temat skuteczności nawozów. Stefan mówi o nowym ogrodzeniu, które chce sobie dodatkowo założyć. Tata popiera go.
Znów „cześć” „cześć”.
I rozstajemy się.
Nie, zdecydowanie nie nadaję się do oglądania 997 ani tym podobnych edukacyjnych programów.
Moja wyobraźnia bywa zbyt nieposkromiona w tym kierunku.