.

Moja prababcia opowiadała mi o sukience, którą kazała sobie uszyć jakieś 75 lat temu. Była to sukienka prościutka, granatowa z białymi wypustkami a przede wszystkim z bardzo krótkim rękawkiem.
Pokazując nagie ręce wywołała oburzenie i niesmak wśród niemalże wszystkich.
Jednak nosiła sukienkę z wdziękiem i uśmiechem.
Urodziła się w 1908 roku, a czas ten wydaje się mi bardzo odległy.
Znam ją jako kobietę silną, odważną, surową. Nigdy się nie nudziła, nie próżnowała, nie pozwalała wygrać ze sobą.
Kiedy kilka lat temu traciła wzrok szybko podjęła decyzję o skomplikowanej operacji, która na szczęście powiodła się.
Jednak czas to bardzo trudny przeciwnik.
Tak naprawdę nie można z nim wygrać.
Nawet najsilniejszych i najmocniejszych powala. Odbiera siły.
Jeszcze kilka dni temu planowałyśmy zakupy świąteczne. Ustalałyśmy termin mycia okien. Śmiałyśmy się jak szalone z jakiś rodzinnych bzdur i plotek.

Kiedy zobaczyłam ją dzisiaj na szpitalnym łóżku…bladą, smutną…No jak nie płakać?? jak??
czy ktoś zna sekret, przepis na zduszenie emocji??
nie ma czegoś takiego…..
Nigdy wcześniej nie widziałam skutków wylewu. Słyszam, że paralizuje, odbiera mowę…słyszałam…cóż to znaczy słyszeć…???????
Widzieć, jak naprawdę kochanej osobie świat zmienia się tak bardzo, jak cierpi, jak nie rozumie co się dzieje…jaka jest zagubiona…przerażona…
Jak próbowała zatrzymać mnie wzrokiem kiedy wychodziłam…
Myślałam, że nie umiem płakać…Myliłam się….

Wystarczy moment…jedna chwila…by wszystko się zmieniło…

Czekam…wierzę…modlę się…

niemiłosne historie 3

jasiek (20:47)
pisz o seksie psów to wdzięczny temat
Ja (20:47)
ha ha ha
jasiek (20:47)
masz coś do pedałów
jasiek (20:48)
???
Ja (20:48)
nie
jasiek (20:48)
czyli akceptujesz to że posuwają się w tyłki – tak?
Ja (20:48)
mam to gdzieś
jasiek (20:49)
a jak byś zobaczyła dwa kocury które by posuwały się w dupe to co byś pomyślała w takim momencie?
Ja (20:49)
nic, a ty widziałeś?
jasiek (20:50)
nie i zapewne nie ma takich anomali w świecie zwierząt – dlatego jestem za tym aby wszystkich pedałów wysłać na księżyć i tam niech sobie ładują w dupy a nie zakłócają spokój na ziemi
Ja (20:51)
ty czasem zachowujesz się jak gej, myślałeś o tym, że może drzemią w tobie ukryte żądze?
jasiek (20:53)
chyba jesteś niepoważna znam dwóch geji i w żaden sposób nie posiadam ich cech
Ja (20:53)
chyba wkleję tę rozmowe na bloga
jasiek (20:55)
to wklej masz moje pozwolenie
Ja (20:55)
dzięki ;)

przedpołudnie

Już miałyśmy wejść do mieszkania gdy na klatkę schodową wyskoczył sąsiad.
- Dzień dobry – powiedział i wręczył Olce jutowy worek – Dziadziuś prezent zostawił u mnie, bo pani nie było.
- Dzień dobry – Olka odebrała ruszający się, dość śmierdzący pakunek.
- To kaczka – zakomunikował sąsiad i znikł za drzwiami swojego mieszkania.
- Kaczka? – zapytałam zdziwiona – Po co ci kaczka?
- No właśnie wcale nie jest mi potrzebna – stwierdziła Olka.
Kilka chwil później worek z kaczką wylądował w łazience a my dość panicznie zastanawiałyśmy się co uczynić z nieszczęsnym zwierzakiem .
Kaczka prychała i walczyła nieporadnie o wolność.
- Męczy się tak bardzo – przeżywała Olka – A dziadek pewnie chciał bym zrobiła z niej obiad.
Jednak z żywej kaczki obiadu nie da się zrobić. A umiejętności zabijania nie posiadała żadna z nas.
Postanowiłysmy wypuścić ją na wolność. Tylko trudno było sprecyzować to pojęcie w stosunku do kaczki. Właściwie w każdym miejscu jej życie było zagrożone. W parku, w lesie…na polach…
- Nie chcesz mieć domowego zwierzaka? – zapytałam gdy naprawdę już nic mądrzejszego nie przychodziło mi do głowy.
I wtedy z pracy wrócił mąż Oli. Z kaczki się ucieszył. Zręcznie pozbawił ją cierpienia w postaci życia. Potem pozbawił ją piór i wnętrzności.
Na koniec oznajmił, że kaczka najlepiej smakuje z nadzieniem i zabrał się do jej przyrządzania.

.

Czasem zupełnie spontanicznie dzwonię do Daniela i proponuję mu coś wspólnego.
On zawsze się cieszy i jeśli tylko napięty plan dnia pozwala mu na spotkanie rzucamy się razem w wir miasta.
Jakiś szczególnych rozrywek w nim nie ma, ale zwykła posiadówka w Dolce na prostym obiedzie bywa wielką przyjemnością.
Odkąd Daniel poznał bardzo sympatyczną kobietę z jakiegoś zachodniego miasta jego zapał w moim kierunku nieco osłabł. Potrafi teraz ze mną rozmawiać nie gapiąc się na mnie a zwyczajnie patrząc. Mówi, słucha. I nawet opowiada o niej.
- Wiesz, że mnie to cieszy – mówię mu uczciwie.
- Wiem – uśmiecha się.

Wierzę w przyjaźnie między kobietami, w zrozumienie i możliwość dogadania się.
Myślę, że nie zawsze sobie obrabiamy tyłki, plotkujemy, zazdrościmy i złorzeczymy.
Jednak z facetami jest bezpieczniej, łatwiej i … przyjemniej.
Nie dlatego, że płacą za obiad … To taka przewrotność. Nigdy nie wiadomo czy przyjaźń przerodzi się w miłość, zaprowadzi do łóżka czy będzie najtrwalszym fundamentem pod słońcem.
Moim zdaniem jest łatwiej żyć, pracować i po prostu być w męskim towarzystwie.

nic co ludzkie nie jest nam obce – relacja z drugiej ręki

Edyta całe dziewięć miesięcy ciąży przechodziła bez komplikacji. Gdy minął wyznaczony termin porodu została skierowana do szpitala na patologię w celu bezpiecznego doczekania rozwiązania pod okiem fachowców.
Rozwiązanie jednak nie przychodziło. Pan ordynator zadecydował, że pomogą dziecku wyjść na świat przez cięcie cesarskie.
I tu zaczęła się droga, której Edyta nigdy nie zapomni.
Niezbyt miły pobyt w gabinecie zabiegowym:
- przebranie w skromniutką kusą szpitalną koszulkę
- golenie
- zakładanie cewnika
- lewatywa…
Nadszedł czas na wybór znieczulenia. Edyta zdecydowanie wybrała ogólne bojąc się kłócia lędźwiowego przy zewnątrzoponowym.
Kiedy wyszła z gabinetu zabiegowego na korytarzu czekał na nią zdenerwowany mąż…z kolegą, który go przywiózł do szpitala.
Nie wiadomo, kto bardziej się zawstydził. Edyta w szpitalnej koszulinie, dzierżąc woreczek na mocz w dłoni czy niespodziewający się takiego widoku mężczyźni.
W każdym razie przegoniła ich wzrokiem i dała sie położyć trzem młodziutkim adeptkom sztuki pielęgniarskiej na łóżku, którym zawieziono ją na salę operacyjną.
Była to pierwsza życiowa wizyta Edyty w tym zielonym miejscu. Przerażenie ogarniało stopniowo.
A zenitu sięgnęło gdy ułożona na operacyjnym stole poczuła pod plecami zimną metalową płytkę.
Rozłożono jej ręce jak na krzyżu. Do jednaj podłączono kroplówkę, z drugiej pobierano krew.
Anestezjolog poprosił by otworzyła szeroko buzię i ocenił jak wyglada jej przełyk dobierając w ten sposób rurkę właściwej grubości.
- Będzie mnie pan potrafił obudzić? – zapytała przezornie Edyta czym zszokowała doświadczonego lekarza.
Tymczasem jej pękaty brzuch pielęgniarka smarowała zimnym spirytusem. I Edyta przez moment pomyślała, że może jej w ogóle nie uśpią.
Stało się oczywiście inaczej.
Cały zabieg trwał dwadzieścia minut. Urodził się dorodny chłopiec. Edytę sprawnie wybudzono.
Kilka dni po tej przygodzie Edyta wróciła szczęśliwa z synkiem do domu.

stres – zapanował, zdobył, zagłuszył, pozbawił

Jakiś dziwny czas nadszedł, w którym wszyscy chcą mieć a nie być.
Gdzieś zgubili się poszukiwacze metafizycznych doznań. Już nie ma życia dla wyższych celów. I tych celów już nie ma.
A mnie znów naszła chęć ogromna by przenieść się w czasie.
Maj 1995.
Widzę siebie z błyskiem w oczach.
I radość.
I miłość.
I drogę przed sobą wcale nie krętą.

Nie lubię takich dni, które przytłaczają. Szarych, sennych.
I głowy, która boli też nie lubię.

absurdalnie

Od kilku dni na dość dużym skwerze znajdującym się przy wjeździe na nasze pustkowie trwał dość dziwny ruch. Kilku młodych panów i ciągnik z przyczepą. Sporo hałasu.
Dziś zauważyłam t r z y zasadzone drzewka i olbrzymią tablicę z napisem Park Górczyński.

etap

Znam ten obrazek na pamięć. Sara wchodzi do mojej kuchni i pyta:
- Ogórkowa?
Bierze łyżkę i wyjada zupę z garnka.
Zawsze się wściekam, ale dziś jej odpuszczam.
Ostatnie wspólne popołudnie. Siadam sobie na stołku. Ona obok.
- Co, stara podrywaro? – szturcha mnie zaczepnie.
Wzruszam ramionami.
- Wiesz co, Alka, nie myślałam, że moja przeprowadzka będzie ciebie bolała.
- Już tak sobie nie schlebiaj – mówię ze śmiechem.
Patrzymy na siebie przez moment z taką dziwną tkliwością.
Wstaję szybko, muszę natychmiast poprawić firankę…
Nie chcę żadnych sentymentalnych scen.
- Ja się cieszę – Sara wyciera łzy – Wiesz, tam nikt nie będzie mi wytykał, że chodze w futrze, jeżdże drogim autem, słucham głośniej muzyki, sprowadzam facetów…Tam nikt tego nie zauważy bo wszyscy robią to samo.
- Sara, pamiętaj jednak, że życie nadal masz jedno. I to się nigdy nie zmieni.
- Tak, tak, Ala. Nie będziesz teraz często moim strażnikiem.
Siedzi jeszcze chwilkę.Wypija szklankę wody.Zagląda do łazienki, sypialni. Bierze z półki pierwszą lepszą książkę i oznajmia, że odda przy okazji.
Potem wychodzi bez słowa.

typowa blondynka

Stopień zamyślenia w ostatnich dniach charakteryzuje mnie bardzo. Pomijam fakt notorycznego publicznego uśmiechania się do własnych myśli, czasem szeptania do siebie, zapominania i ogólnego rozkojarzenia.
Do tego już się przyzwyczaiłam. I nie tylko ja.
Oczywiście nie solę kawy, nie wjeżdżam na skrzyżowanie na czerownym świetle i potrafię odnaleźć drogę do domu.
Jednak bywam czasem taka bezradna. I tak potrzebuję żeby ktoś mocno chwycił moją rękę i pomógł mi przejść jakiś etap. Choćby najkrótszy.

raczej nie

- Jaka powinnam być? – zapytałam poważnie.
Najpoważniej jak mogłam. I tak bardzo chciałam nie słyszeć ciszy.
Patrzył na mnie. Spokojnie, bez emocji.
Poczułam, że mogłabym się rozpłakać. Choć raz. Przecież mnie to wszystko boli.
- Za dużo oczekujesz – usłyszałam.