jedna noc

Basen zamknięty – gronkowiec.
Nowoczesny, drogi i do bani.
Filtry zawiodly…mnie najbardziej.
Przyzwyczaiłam sie do wysiłku, zapachu, mokrych włosów, przystojnego ratownika, dobrej wody w barku.
Na pewno więcej tam nie pójdę. Zamykam ten etap. Boję się.

Kasia zakłóciła embrionalny żywot mlodego wina brutalnie wpychając w nie wężyk i próbując…
Wściekłość odebrała mi wszelkie ludzkie instynkty. Nie powiedziałam słowa. Jednak skreśliłam ostatecznie.

tęsknię

Tęsknię do jesieni, dywanów z liści kolorowych i słońca w gałęziach łysiejących drzew.Tęsknię do uśmiechów.
Rąk złączonych. I pocałunków.
Tak bardzo tęsknię, że czasem tchu mi brak.
Nawet tych myśli nie przywołuję – same przychodzą.
Czasem, tuż przed snem pod zamkniętymi powiekami dzieją się ciepłe i miłe historie, które noc zamienia w pustkę zimnych snów.

uległam

Szczotka, pasta, zwinna rączka. Między jednym a drugim ruchem słyszę urywki głośnej wymiany zdań.
Przerywam mycie zębów, które zakłóca mi właściwy odbiór.
Dystyngowany sąsiad z dołu lży swoją wyniosłą żonę. Ona nie jest mu dłużna.

Dlaczego?? .. tak nas czasem interesuje życie innych??

Tym razem zgonię swoje wścibstwo na doskonałą akustykę łazienek…ale coś czuję, że bycie
ciotką-klotką wcale nie jest mi tak obce….

nie rozumiem

Daniel poszukiwał asystentki pół roku. Swoje zapotrzebowanie zgłosił do kilku firm rekrutacyjnych. Armia fachowców działała. Długo. Jednak ze skutkiem.
Wczoraj poznałam panią Justynę.
Wysoka, szczupła. Włoski brązowe, długość lekko za ucho.
Twarz przeciętna, ale miła. Oczy normalnej wielkości, podobnie jak nos i usta.
Uścisk dłoni delikatny, ciepły.

- Dlaczego ona? – zapytałam.
- Testy wykazały totalny brak ambicji – uśmiechnął się zwycięsko Daniel.
- I to cię tak podnieca?
- Będzie kochała swoją pracę. Będzie jej wierna. I nie będzie oczekwiała niczego więcej.
- Nie ma takich kobiet.
- Jednak są.
- Daniel, myślisz, że twoje sukcesy nie obudzą w niej ukrytych pragnień, możliwości?
- Jeśli tak się stanie…zwolnię ją.
- Potrzebujesz robota, może w tym kierunku szukaj.
- Ala, niczego nie rozumiesz.

źródło

Tytuł. Nigdy się tym nie sugerowałam. Tym razem (biorąc pod uwagę psi bardzo nastrój) stało się inaczej.
„Tak trzymać” Stanisławy Fleszarowej Muskat z półki powędrowało w moje ręce.
Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, 1979. Pożółkłe strony. I zapach starej, poczciwej biblioteki.
Czytam. Naprawdę.

…a to co lubię w czytaniu najbardziej, to poetyka, prostota, brak banałów, zmyślne opowiedzenie historii…i gdy z niczego robi się przyjemne dla zmysłów hallo… chyba o to chodzi, by się przenieść w inny świat z przyjemnością, wypiekami na twarzy…i myśleć, zastanawiać się, przeżywać nawet…

.

Mam dość wolnego czasu. Mam dość kawy, słodkich bułeczek, kolorowych czasopism. Mam dość uzależnienia od wirtualnego świata. Mam dość bezsensownych rozmów. Mam dość pozorów. Mam dość skakania na skakance dla jędrnych pośladków, klepania wodnistych kremów pod oczy, udawania, że czas się dla mnie zatrzyma. Mam dość mówienia dobrze gdy jest źle.
Idę cholernie prostą drogą wmawiając sobie, że jest ona skomplikowana.
O nic nie muszę się starać, o nic zabiegać, z niczym walczyć.

Wczoraj usiadłam na moment w olbrzymim, zimnym, surowym kościele by poczuć, że Bóg mnie chce.
O nic nie prosiłam. Nigdy tego nie robię. Chciałam po prostu poczuć, że jest.

Niby prawda, że nie potrafimy się cieszyć z tego co mamy.
Tylko mieć to nie zawsze znaczy być.
Każdego ranka, kiedy otwieram oczy i widzę wszystko, co stworzyłam sama, czuję, że to nie koniec. Powinnam zrobić coś więcej.
Ponieważ męczę się w swojej skórze. Męczę się w tym ciepełku, które zabija moje instynkty, możliwości.
I to nie jest tak, że nie doceniam, że przesadzam, że zawsze może być gorzej.
ZAWSZE MOŻE BYĆ LEPIEJ.
Wierzę, że trzeba odnaleźć w życiu siebie. Konkretnie powiedzieć i obiecać. Sobie. Siebie najtrudniej jest mi zawieść.
Nie dlatego, że jestem egoistką (choć jestem)…a dlatego, że od siebie muszę zacząć.

miejsca i przeciągi

Znajomi kupili w centrum miasta mieszkanie w bardzo starej, dwupiętrowej kamienicy.
Sto piętnaście metrów historii urządzonych w ciepłym, miękkim klimacie.
Czerwienie mnóstwa poduszek, brązy włochatych dywanów, ciepłe słońce w grubych zasłonach. Całkowite odejście od nowoczesnego, przestrzennego, chłodnego stylu.
Zakochałam się w jednym z pomieszczeń. Bardzo wysokie, prostokątne. Z długim wąskim oknem. Różowe kafle na ścianach i podłodze. Grube białe ręczniki zawieszone na chromowych prętach. Olbrzymie lustro w drucianej oprawie.
Piękna wanna stojąca na czterech kształtnych nóżkach w samym środku łazienki.
Podobno było to dawniej pomieszczenie, w którym spała służba.
Przykucnęłam przed lustrem. Moja bluzka uniosła się nieco odkrywając kawałek nagiego ciała. Wtedy poczułam na skórze delikatne muśnięcie zimnego wiatru.
Takie momenty nie zdarzają się w życiu często.
Ogarnął mnie rodzaj dziwnego strachu.
Przyjemnego. Rozejrzałam się dookoła szukając cienia, mgły, kształtu…
Niczego nie dostrzegłam.
Odetchnęłam głęboko i wyszłam z łazienki.

lajcik

zakupiona w castoramie
w promocyjnym ich programie
bardzo ładna, chromowana
i naprawdę dosyć tania
pan hydraulik przyszedł z rana
i już jest zamontowana

kiedy na kąpiel ochotę ma ala
nowa bateria ją zniewala
długa, gładka i błyszcząca
ala w wodzie cała drżąca
zimna woda starannie
otula ją w wannie

- oj, baterio – psioczy ala
ciepła woda mnie rozpala
kapać w zimnej się nie lubię
mało brudu w takiej zgubię

nie pomogły płacze, krzyki
ala swoje ma nawyki
wyskakuje z wanny gibko
hydraulika wzywa szybko
błyskawicznie pan przybywa
rolę dobrze swą odgrywa
bateria wymontowana
ala jest uradowana
teraz woda z dziury kapie
ala za kluczyki łapie i pędzi do castoramy
zrobić zwrot nieplanowany
cena za niska była
bateria się nie sprawdziła

ech, promocjo miła
obyś mi się więcej nie przytrafiła

wolno

Bardzo dawno temu, kiedy Alicja straciła kontakt ze światem rzeczywistym i oddała się całkowicie wirtualnemu życiu, pojawił się Tomek.
Przypadkiem, na forum dyskusyjnym gazety. Kilka zdań wystarczyło by chcieć.
Jeden wieczór, drugi. Długie godziny rozmów o byciu. Kolejne dni, kolejne noce, kolejne miesiące. Fotografie. Nagłe przywiązanie do ciepła głosu.
I całkowity brak fizyczności. Bez masek, bez skrępowania, bez końca.
Siadywali przed monitorami empatycznie. Kubki z zupkami, tosty, brokuły. Śmiech i łzy. Totalnie, spontanicznie.
Ponieważ Alicja szukała zrozumienia a nie związku czy głębszych uczuć Tomek na wirtualnego przyjaciela nadawał się idealnie.
Nie miał wymagań, niczego nie żądał, niczego nie oczekiwał.
Zawsze dostepny.
Nie nudził, nie wypytywał, nie kombinował, nie oczekiwał spotkania w realnym świecie.
Umiał słuchać. Umiał rozmawiać. Umiał milczeć.

Alicja nie sypiała, nie jadła, nie żyła.
Tomek krzyczał:
- Uciekaj stąd!
- Nie umiem.
I narodził się blog

Rzeczywistość przegrywa z netem. Przegrywa swoją realnością.
Tutaj nie trzeba nakładać pudru na twarz by spodobać się swojemu rozmówcy.
Tutaj nie trzeba się ładnie uśmiechać.
Tutaj nie trzeba mieć wypchanego portfela by zaimponować.
Wystarczy odrobina. Wystarczy być sobą.
Tak naprawdę nie dla wszystkich. Jednak można na takiej bazie zbudować drugie życie. Potrzebne bardziej lub mniej, a może wcale. Jednak.

młode wino

Mandarynki, cukier, woda. Wszystko w szklanej butli, butla w sypialni Sary.
Stało, stało, stało. Myślałyśmy, że nie ruszy.

Ożyło.

Pół nocy siedziałyśmy patrząc jak w powywijanej rurce pulsuje woda…i napędza w naszym trunku proces fermentacji.

pyk…pyk…pyk….