Kasia??

Kasia. Przyjechała w piątek wczesnym rankiem. Zbudziła nas natarczywym pukaniem do drzwi.
- Kto to? – zapytała Sara spoglądając na mnie zaspanymi oczami.
- Skąd mam wiedzieć – ja w ogóle nie miałam zamiaru otwierać oczu.
- Sprawdzić?
- Nie.
Pukanie było jednak coraz głośniejsze i denerwujące. Sara wstała bardzo ociężale i ruszyła w stronę drzwi. Kilka dżwięków otwieranych zamków i dziwny pisk..radości.
Dwa mieszające się ze sobą kobiece głosy. Po chwili wołanie Sary:
- Alu, Alu…obudź się, Kasia przyjechała!
Nie znałam żadnej Kasi, nie cieszył mnie jej przyjazd o siódmej rano, nie chciałam się budzić.
A jednak…
Obie weszły do sypialni. Usiadłam na łóżku bardzo niechętnie.
- Cześć – głos lekko ochrypły, twardy.
Wysoka, włoski króciutkie, nosek kartofelek, usta nabrzmiałe i popękane, wielkie oczy.
- Dzień dobry – odpowiedziałam.
- To Kasia, a to Ala – zaprezentowała Sara. Przez chwile poczułam się jak w kąciku dobrego wychowania z 5, 10, 15….
Uścisk dłoni Kasi był mocny, rzekłabym męski.
- Jesteście razem? – zapytała bez ogródek.
- Jak razem? – Sara nie zrozumiała tak oczywistego pytania.
Ja zaczęłam się śmiać.
- Pytasz czy się bzykamy? – Sara załapała – Nie, lubimy się. Ala mieszka piętro niżej. Prawie do rana rozmawiałyśmy. I tak jakoś nam się przysnęło.

Po kilku minutach zasiadłyśmy w kuchni pijąc mocną kawę. Kasia wyjaśniła okoliczności swojego przybycia do naszego miasta. Okazało się, że w markecie, w którym pracowała trzeba było płacić za batoniki, a ona o tym nie wiedziała, zjadła i wyleciała dyscyplinarnie. Bez pracy, bez zasiłku i bez jakichkolwiek możliwości, stwierdziła, że tylko Sara może być ratunkiem…
- Widzisz, Alu – tłumaczyła mi Sara – Wychowałyśmy się na jednym podwórku. Łączy nas wspólne dzieciństwo.
- I kilka świetnych przygód – Kasia roześmiała wesoło. Czuła się bardzo swobodnie. Coś mnie w niej niepokoiło.
- Muszę już iść – wstałam. Nie chciałam być świadkiem ich rozmów.
- No co ty? – Sara spojrzała na mnie zdziwiona – Przecież nigdzie się nie spieszysz.
- A jednak. Spotkamy się wieczorem, może.
- Koniecznie – w głosie Kasi była jakaś dziwnie podejrzana nutka hiper pewności siebie.