” A toż zła przypowieść, żeby strach miał oczy! Nogi ma.” Wacław Potocki

Mieszkam na pustkowiu. Pola, opuszczone działki, garaże. W tym krajobrazie stoi blok.
Bardzo ładny, biały, z niebieską dachówką. Z głównej ulicy prowadzi do niego polna droga wyłożona betonowymi płytami. Na początku tej drogi stoi blaszak – jedyny kontakt z cywilizacją, nie licząc kablówki.
Kiedy zapada zmrok wszystko dookoła staje się wrogie. Na polach dziwnie szumią sterczące badyle. Nad działkami unosi się mgła. Przy garażach nie kręcą się nawet koty. Wjeżdżam w ten świat. Zatrzymuję auto, gasną światła, cichnie muzyka. Wysiadam. Czuję starch, prawdziwy. W oknach mało świateł. Brak latarni sprawia, że wszystko tonie w ciemnościach. Idę szybkim krokiem w stronę klatki. Otwieram jedne drzwi, potem drugie. Wbiegam schodami na pierwsze pietro. W momencie kiedy jestem juz w swoim mieszkaniu włączam światła. Bezpieczniej.

Oglądanie telewizji budzi w moim umyśle lęk. Przed światem. Przed ludźmi, dla których życie drugiego człowieka nie ma znaczenia. Czasem wystarczy moment, krótka chwila by stać się celem. Bez powodu. Z powodem. Ładne dłonie, czerwone buty, długie włosy…wszystko może być pretekstem dla psychopatycznego poszukiwacza spełnienia.

Teraz jest dzień. Na polach słońce i śnieg. Na parkingu kilka aut. Dozorczyni zamiata brukowany kawałek chodnika. Sąsiad słucha Trójki, sąsiadka smaży kotlety. Ja w tej chwili się nie boję. To tylko chwila.