I wtedy, jak w romantycznym filmie, zobaczyłam jego…

Mijam właśnie ostatni zakręt. Dość sprawnie wyciagam z torebki mały flakonik. Kilka kropel Sensi wtapia się w moje włosy. Próbuję być spokojna. Nie umiem. Denerwuję się bardzo.
Wjeżdżam na parking przy nowiutkim budynku PZU. Zastanawiam się jak wygladam. Błyszczyk na ustach, trochę pudru na nosie. Czy to wystarczy by go zachwycić?
Wysiadam. Widzę…takiego, jakiego zawsze pragnęłam. Wysoki, szczupły. Zamszowe buty, ciemne sztruksy, ciemnozielona kurtka i okulary w drucianych oprawkach.
- Cześć – uśmiecham się zalotnie.
- Dobry wieczór – mówi do mnie tym swoim spokojnym głosem. I wyciaga rękę, w której kwitnie kilka kwiatów.
Na moment tracę oddech.

Dawno temu wierzyłam, że istnieją mężczyźni, którzy potrafią dbać o kobiety. Kwiaty, czekoladki, czułe słówka. Nie po to, by zaciagnąć do łóżka, a po to, by pokazać uwielbienie. W ciągu ostatnich lat moja wiara znikła.
Tego wieczora odnalazłam ją.

zauroczenie

Sara jest jak plastelina. Odrobina ciepłego oddechu i już można ulepić z niej odpowiedni twór.
Gdyby Kasia powiedziała „zróbmy skok na kiosk”, Sara w imię przyjaźni obrobiłaby wszystkie kioski w okolicy.
Tym razem dała się namówić do skorzystania z sauny. Bez stroju, ręcznika, listka figowego.
Rozsiadły się na drewnianych ławkach zupełnie nagie. Sara prześliczna…Kasia przeslicznie ociosana.
- Ala, zrzuć ręcznik – namawiały mnie.
- Nie mój styl – odpowiadałam
- Może coś ukrywasz? – pytała złośliwie Kasia.
- Oczywiście. Nigdy się nie dowiesz, co.
Wyszłam z sauny. Sara wybiegła za mną machając gołymi cyckami.
- Obraziłaś się? – zapytała.
- Zrezygnowałam. Z sauny. Idę się napić wody.Poczekam na was w barku.
Siedziałam w wiklinowym foteliku owinięta w olbrzmi ręcznik sącząc wodę.
I wtedy, jak w romantycznym filmie, zobaczyłam jego…

real mnie czasem znajduje

Sen jest słodki, ciepły, przyjemny. W snach żyję inaczej. Na krawędzi. Telefon zabija mój sen.
- Pani Alu, potrzebne zapasowe klucze do magazynu – głos znam. Jednak nie wiem do końca o co chodzi.Próbuję się wsłuchać w potok słów. Spokojniej, ciszej. Już wiem, że muszę wstać i przed szóstą rano jechać na drugi koniec miasta ponieważ w zamarznietym zamku złamał się klucz.

Śnieg, potworny mróz. Ja w polarku, bez czapki.
Przed magazynem stoją pracownicy. Kierownik podchodzi do mnie z tępym uśmiechem.
- W żaluzji się złamał – tłumaczy.
- Ślusarza pan wezwał? – pytam.
- Nie – odpowiada.
Jestem zła. Dzwonię, ale za wczesna pora by ktokolwiek mógł nam pomóc.
Przed magazynem ustawiają się już hurtownicy. Taki przestój to duża strata.
Co by zrobił tata? Nie wiem. Ja dzwonię do Daniela.
- Alu? – obudzony, niespokojny.
- Potrzebuję ślusarza – mówię szczękając zębami.
Ekipa zjawia się po trzech kwadransach. Łatwo radzą sobie z żaluzją.
Pracownicy szybko przebierają się i zaczynają pracę. Ja wchodzę do królestwa taty – wyłożonego białymi panelami malutkiego biura.
Biurko taty, biurko księgowej. Czajnik, kawa. Uśmiecham się.
Po chwili we wszystkich kubkach dymi czarny napój. Zapraszam kierownika, który ciagle jest zmieszany swoją nieporadnością.
- Bałem się podejmować decyzje by nie narazić na koszty – tłumaczy siadając na rozkładanym krzesełku.
- Koszty naprawy zamków nie są tak duże jak strata klientów – uśmiecham się do niego. Tata zawsze o nim bardzo dobrze mówi i szanuje jego uczciwość.
- Zrobiłam dla wszystkich kawę. Zaniesiemy chłopakom, dobrze?
Wśród najróżniejszych materiałów budowlanych przysiadam na jakimś blacie i grzejąc dłonie ciepłym kubkiem spogladam na pracę ludzi. Tych, którzy kupują, tych którzy sprzedają. Bywam tu bardzo często. Rozpoznaję twarze, uśmiechy. Mam swojego faworyta ( bardzo, bardzo ładny chłopiec, hmm…).
Ziewam. Czas wrócić do łóżka. Snów. W tej chwili tylko tam jest mi dobrze.

podróż

Pojechałam do mieszkania taty późnym wieczorem. Obiecałam mu, że podczas Ich nieobecności zajrzę tam od czasu do czasu by sprawdzić czy wszystko jest w porządku.
Jak zwykle było. Uchyliłam okna, włączyłam ogrzewanie, zrobiłam sobie herbatę i włączyłam radio.
Poczułam przez moment przypływ przeszłości. Dobrze mi było w tym domu. Teraz, wcześniej.
Wyprowadziłam się pięć lat temu. Bez szczególnej radości opuszczałam tatę i nasz wspólny świat.
Wiedziałam jednak, że tacie należy się zasłużona wolność. Ja odeszłam, wprowadziła się Ona.
Łatwo było poczuć Jej obecność w tym mieszkaniu. Dała tacie nowe życie. Pewnie dobre ponieważ nigdy się nie skarżył.

Usiadłam sobie w moim dawnym pokoju, zdjęłam alubumy z półek…i tak zaginęłam bez wieści na kilka godzin.

kwartet

Rozsiadłyśmy się z Oluśką pod filarami by spokojnie, niemalże w milczeniu popaść w zachwyt na bluesowym mini koncercie Softu. Zamówiłyśmy sobie po małym grzanym winie i … telefony…czasem zabijają przyjemność życia.
- No, co tam? – zapytałam widząc na wyświetlaczu „Sara”.
- Gdzie jesteś? – padło moje ulubione pytanie.
- W centrum – odpowiedziałam mało precyzyjnie.
- Nudzimy się z Kasią, może przyjedziemy?
- Przecież ostatnio nie chcesz się pokazywać z tymi plamami na twarzy.
- Kasia twierdzi, że nie są istotne. Spotkajmy się, Ala.
- Właśnie jestem z Olą. Dawno nie miałyśmy okazji porozmawiać.
- Nie żartuj. Przyjedziemy na kilka chwil. Przecież Kasia nie może siedzieć w sobotni wieczór w domu.

Przyjechały po godzinie. Kasia miała na sobie bardzo dobre ubrania Sary. Nawet pachniała jej cudownym zapachem.
Przywitały się, usiadły.
- Co pijecie? – zapytała Sara.
Ola pokazała nasze pełne kielichy.
- Ja chęnie drinka – zakomunikowała Kasia.
- Może wam coś domówić? – Sara spojrzała na mnie lekko zakłopotana.
- Poradzimy sobie – odpowiedziałam.
Na małej scenie zaczął się koncert. Światła przygasły. Sara ruszyła do baru.
- Fajne życie – powiedziała Kasia.
Spojrzałyśmy na nią z Olką zaciekawione.
- Żyjecie tu jak w bajce – dodała.
- Oczywiście – zaśmiała się Ola – My jesteśmy księżniczkami.
- Poważnie mówię.
Sara wróciła z tacą pełną trunków. I zaczął się dziwaczny wieczór.
Kasia dużo mówiła o niesprawiedliwym świecie. Każde zdanie zapijała. Nigdy nie myślałam, że kobieta potrafi tak dużo pić, palić i gadać.
Oczywiście wszystko na koszt Sary.
Nie umiem dosłownie powtórzyć naszej rozmowy.
W każdym razie mam przeczucie, że Kasia nie jest pokrewną duszą Sary.
A Sara, z niezrozumiałych dla mnie przyczyn, czuje się winna, że jej się poszczęściło a Kasi nie.
Budzi się pytanie czy powinna się tak czuć? Jak daleko sięga jej naiwność? Przygladam się temu. I cierpliwie czekam na wyjazd Kasi.

Kasia??

Kasia. Przyjechała w piątek wczesnym rankiem. Zbudziła nas natarczywym pukaniem do drzwi.
- Kto to? – zapytała Sara spoglądając na mnie zaspanymi oczami.
- Skąd mam wiedzieć – ja w ogóle nie miałam zamiaru otwierać oczu.
- Sprawdzić?
- Nie.
Pukanie było jednak coraz głośniejsze i denerwujące. Sara wstała bardzo ociężale i ruszyła w stronę drzwi. Kilka dżwięków otwieranych zamków i dziwny pisk..radości.
Dwa mieszające się ze sobą kobiece głosy. Po chwili wołanie Sary:
- Alu, Alu…obudź się, Kasia przyjechała!
Nie znałam żadnej Kasi, nie cieszył mnie jej przyjazd o siódmej rano, nie chciałam się budzić.
A jednak…
Obie weszły do sypialni. Usiadłam na łóżku bardzo niechętnie.
- Cześć – głos lekko ochrypły, twardy.
Wysoka, włoski króciutkie, nosek kartofelek, usta nabrzmiałe i popękane, wielkie oczy.
- Dzień dobry – odpowiedziałam.
- To Kasia, a to Ala – zaprezentowała Sara. Przez chwile poczułam się jak w kąciku dobrego wychowania z 5, 10, 15….
Uścisk dłoni Kasi był mocny, rzekłabym męski.
- Jesteście razem? – zapytała bez ogródek.
- Jak razem? – Sara nie zrozumiała tak oczywistego pytania.
Ja zaczęłam się śmiać.
- Pytasz czy się bzykamy? – Sara załapała – Nie, lubimy się. Ala mieszka piętro niżej. Prawie do rana rozmawiałyśmy. I tak jakoś nam się przysnęło.

Po kilku minutach zasiadłyśmy w kuchni pijąc mocną kawę. Kasia wyjaśniła okoliczności swojego przybycia do naszego miasta. Okazało się, że w markecie, w którym pracowała trzeba było płacić za batoniki, a ona o tym nie wiedziała, zjadła i wyleciała dyscyplinarnie. Bez pracy, bez zasiłku i bez jakichkolwiek możliwości, stwierdziła, że tylko Sara może być ratunkiem…
- Widzisz, Alu – tłumaczyła mi Sara – Wychowałyśmy się na jednym podwórku. Łączy nas wspólne dzieciństwo.
- I kilka świetnych przygód – Kasia roześmiała wesoło. Czuła się bardzo swobodnie. Coś mnie w niej niepokoiło.
- Muszę już iść – wstałam. Nie chciałam być świadkiem ich rozmów.
- No co ty? – Sara spojrzała na mnie zdziwiona – Przecież nigdzie się nie spieszysz.
- A jednak. Spotkamy się wieczorem, może.
- Koniecznie – w głosie Kasi była jakaś dziwnie podejrzana nutka hiper pewności siebie.

bardzo optymistycznie

Późnym wieczorem tata zamykał książkę, całował mnie i gasił światło.
- Śpij już – mówił wychodząc z pokoju.
- Będę myślała – odpowiadałam.
Te nocne rozważania z otwartymi oczami o tym co jest, co było, co będzie zostały mi do dzisiaj.
Wtedy jednak przy natłoku bardzo złych myśli wstawałam z łóżka i biegłam boso do taty. Przytulałam się mocno do jego uśpionego ciała. I spokojnie zasypiałam.

Teraz trochę urosłam. Z pewnymi myślami powinnam sobie radzić na jawie – nie we śnie. Jednak nie potrafię. Czasem staje się w takim miejscu, z którego trudno ruszyć…w jakimkolwiek kierunku.
Nie wiem sama czy zabrakło mi ambicji, talentu, zdrowego rozsądku. W każdym razie przegrałam bitwę, od której zależało bardzo wiele.
Oczywiście się nie załamuję, nie wylewam łez, nie upijam. Jednak smutno mi bardzo. Klęska nigdy nie bywa radosna. Najbardziej jednak martwi mnie to stanie, brak ruchu, brak reakcji, brak siły…Nie chcę płynąć z falą – co będzie to będzie… Jednak na tym niechceniu się kończy ponieważ płynę. Wszystko, co teraz się dzieje jest poza zasięgiem mojego wpływu. Dzień. Noc.
Samotność zabija wszystkie pozytywne odruchy, myśli, emocje. Naprawdę nic, ale to nic mi się nie chce.
Taka rzeczywistość. Niby banalna, oklepana, ale MOJA.

” A toż zła przypowieść, żeby strach miał oczy! Nogi ma.” Wacław Potocki

Mieszkam na pustkowiu. Pola, opuszczone działki, garaże. W tym krajobrazie stoi blok.
Bardzo ładny, biały, z niebieską dachówką. Z głównej ulicy prowadzi do niego polna droga wyłożona betonowymi płytami. Na początku tej drogi stoi blaszak – jedyny kontakt z cywilizacją, nie licząc kablówki.
Kiedy zapada zmrok wszystko dookoła staje się wrogie. Na polach dziwnie szumią sterczące badyle. Nad działkami unosi się mgła. Przy garażach nie kręcą się nawet koty. Wjeżdżam w ten świat. Zatrzymuję auto, gasną światła, cichnie muzyka. Wysiadam. Czuję starch, prawdziwy. W oknach mało świateł. Brak latarni sprawia, że wszystko tonie w ciemnościach. Idę szybkim krokiem w stronę klatki. Otwieram jedne drzwi, potem drugie. Wbiegam schodami na pierwsze pietro. W momencie kiedy jestem juz w swoim mieszkaniu włączam światła. Bezpieczniej.

Oglądanie telewizji budzi w moim umyśle lęk. Przed światem. Przed ludźmi, dla których życie drugiego człowieka nie ma znaczenia. Czasem wystarczy moment, krótka chwila by stać się celem. Bez powodu. Z powodem. Ładne dłonie, czerwone buty, długie włosy…wszystko może być pretekstem dla psychopatycznego poszukiwacza spełnienia.

Teraz jest dzień. Na polach słońce i śnieg. Na parkingu kilka aut. Dozorczyni zamiata brukowany kawałek chodnika. Sąsiad słucha Trójki, sąsiadka smaży kotlety. Ja w tej chwili się nie boję. To tylko chwila.

blogowanie

Pół nocy czytałam blogi. I opinie o blogach. Przeczytane zarzuty to:
- pisanie o zupie ogórkowej zjedzonej na obiad jest złe;
- pisanie o spostrzeżeniach w tramwaju jest złe;
- pisanie o zdradzającym mężu jest złe;
- pisanie o pragnieniu miłości jest złe ;
- pisanie o oziębłej żonie jest złe;
- pisanie o przeczytanych książkach i obejrzanych filmach też..
- i oczywiście pokemony – tak krytykowane jakby były najwiekszym złem świata.
Myślę, że blog to osobista sprawa każdego, kto go pisze. Jesli ma się w nim przewijać smak kanapek, nowego flirtu, tęsknoty lub miłości do zwierząt – niech tak będzie.
W tym świecie nic nie jest obowiązkowe. Ani czytanie, ani komentowanie.
Nie wolno zabierać ludziom satysfakcji z pisania. Nie wszyscy mamy talent, styl i lekkość wypowiadanych zdań. Liczą się jednak chęci i zaangażowanie.

hm…może kiedyś bedziemy dopisywać adresy naszych blogów obok nazwiska na wizytówce……

dlaczego

Kiedy byłam bardzo młodą dziewczyną myślałam, że powiem TAK jakiemuś zwariowanemu muzykowi, spełnionemu poecie,szalonemu chemikowi, zdziczałemu artyście…
Tymczasem..jestem żoną kogoś kto…10 godzin w firmie, 10 godzin w terenie, cztery na basenie….
Nigdy go nie ma …a jak jest to milczy, śpi albo rozmawia przez telefon.
Stworzyłam dom, w którym zawsze pachnie obiadem, lustra są wypolerowane, podłogi wypastowane.
Na wieszakach czyste koszule, w szufladzie skarpetki…rano najważniejsze tygodniki leżą na kuchennym stole.
Nie krzyczę, nie wypytuję, rzadko boli mnie głowa.

Zastanawiam się na czym polega rola współczesnej żony?
Dobra, sprytna, ładna – źle.
Zła, flegmatyczna, brzydka – źle.

I gdybym była osamotniona w swoich spostrzeżeniach…nie jestem…
Nie jestem?

Poczytałam sobie dzisiaj o samotności, oczekiwaniu i spełnieniu.
Czy ja mogę się tak czuć? Czy ja mogę się przyznać do takich myśli i nastrojów?
Czy chcę więcej niż można chcieć?