tlen

Alicja (22:20)
a teraz się nie wkurwiaj
Alicja (22:20)
bo to niezdrowo przed snem
music (22:20)
ooooooooooo
music (22:20)
przypomnialas sobie…….
music (22:20)
no prosze…..
music (22:20)
okienko migalo zbyt dlugo
music (22:21)
zbyt dlugo i natarczywie

music (22:33
kojarze ciebie z zajebistą kobietką…….
Alicja (22:34)
nie cukruj
music (22:34)
nie dosc ze kobieta to jeszcze prawdziwy przyjaciel…wal się kurwa…powaznie mowie
music (22:34)
/ja cham jestem tak ogolnie…nie przejmuj sie/
Alicja (22:34)
sam się wal, ja nie mam mozliwości

music (23:34)
jestem ci bardzo wdzieczny dzis
music (23:34)
rozmowa z toba wprowadzila mnie w naprawde dobry humor
music (23:34)
jakos przestalem myslec o nie pamietam czym
Alicja (23:34)
mnie z tobą również…
Alicja (23:34)
czas na sen….
music (23:35)

nowy rok – stare marzenia

zawsze cichutko, właściwie tylko do siebie wypowiadam: radio fox - niech się spełni…to moje pragnienie…

pamiętam jak dziś czerwcowe sobotnie popołudnie 11 lat temu…redaktor naczelny podrzędnej lokalnej rozgłośni( jedynej wtedy w moim mieście) zakomunikował, że Deps schodzi z aneteny na stałe…nie mieścił się w założeniach i schematach katolickiej stacji…
obiecałam sobie wtedy, że kiedyś stworzę radio, w którym słówka schemat nie będzie…
i nie jest ważne to, że ciągle słyszę o samobójstwie finansowym, braku możliwości, nierealności tego projektu…
tym razem wznosząc toast za Nowy Rok wykrzyknę : radio fox
za to, by ten mały embrion zakorzeniony w moim umyśle wykiełkował…zanim umrę…

a tak przy okazji, to chętnie zmieniłabym auto w nadchodzącym roku…alfa 156 gta…hm…

wszystkim spełnienia marzeń i przede wszystkim ich posiadania…

szukam miłości w zupełnie innym męskim obliczu 2

Siedzę w swoim cieplutkim aucie, słucham spokojnej muzyki i spoglądam przez zaparowaną szybę na pustą stację benzynową. Mogłabym się rozryczeć ale płakanie rzadko mi się udaje.
Wyciągam z torby telefon i swoim surowym głosem mówię:
- Daniel.
Po chwili uzyskuję połączenie.
- Alicja? – zdziwienie Daniela.
- Napijesz się ze mną wódki? – pytam.
Chwila milczenia.
- Tak.
- Za kilka minut będę u ciebie – mówię i się rozłączam.
Wysiadam z auta. Idę wolno w stronę sklepu. Mam nadzieję, że będą mieli mój ulubiony alkohol. Jest zimno. Na mrozie złoty mexx pachnie rewelacyjnie.

Dom Daniela jako jedyny w tej okolicy nie iskrzy się tysiącem lampek…Daniel czeka na mnie na podjeździe.
Wjeżdżam przez otwartą bramę i parkuję tuż przed olbrzymią choinką.

Witamy się muśnieńciem jego ust o mój zimny policzek.
- Jak zwykle ładnie pachniesz – Daniel uśmiecha się a ja wręczam mu reklamówkę z alkoholem.

Kraina sterylności. Zimny, głuchy salon. Wielka skórzana sofa, olbrzymi telewizor z mnóstwem głośników rozprowadzonych po kamiennej podłodze, szklana ława, którą podtrzymuje na swym grzbiecie mosiężny lew.
Jezu, co ja tu robię? – myślę podając Danielowi płaszcz.
- Czy oprócz wódki chciałabyś się napić czegoś innego? – w jego spojrzeniu maluje się dziwna radość.
- Nie – próbuję się uśmiechnąć. Zimno mi jednak. To nie to miejsce, nie ten człowiek, zły czas.
- Jak to się stało, że w ogóle wyszłaś z domu?
Milczę. Co ja sobie myślałam przyjeżdżając tutaj? Za stara już jestem na takie sytuacje. Spokoju, potrzebuję spokoju a nie nowych, złych wrażeń.
- Przepraszam – zabieram z jego rąk mój płaszcz – Muszę już iść.
Daniel spoglada na mnie smutno. Właściwie za dobrze mnie zna, by takie zachowanie go zdziwiło.
Odprowadza mnie do auta.
- Ala, co się dzieje? – pyta przytrzymując drzwi.
- Nie wiem. Może kiedyś….
Odjeżdżam.

zasłyszane przy świątecznym stole

Rozmowa kwalifikacyjna na stanowisko dysponentki…

- W testach z zadań matematycznych poszło pani bardzo źle… a przecież ubiega się pani o pracę w banku.
- Wcale nie jestem taka słaba.
- A ile procent z całości zawiera się w jednej czwartej?
- Hm…może dwadzieścia pięć?
- A w jednej ósmej?
- Hm, chyba dwadzieścia pięć dziesiątych…

.

kartki w skrzynce, maile, telefony, wszyscy o nas pamiętają, dobrze nam życzą…i my jesteśmy lepsi dla ludzi…

wierzę w wyjątkowość świąt…

jutro pierwszy raz przygotowuję Wigilię sama…dla mojej kochanej rodziny…
będziemy we troje…tylko dla siebie…

chwila w piwnicy

Lubię tam bywać. Przenikający chłód, biel świeżo tynkowanych ścian i brak światła słonecznego…
W tym malutkim pomieszczeniu przechowuję minione życie…kartony, w których ukryty jest dawny mój świat…
Stare książki, płyty analogowe…i ukochane martensy… narty, express do kawy, stolik, który dała mi babcia by jako pierwszy mebel stanął w moim nowym mieszkaniu a w jego szufladzie drobne monety, które na niego rzucali pierwsi goście…
Przyszłam w niedzielne przedpołudnie do piwnicy po ozdoby choinkowe…I zaszyłam się w świecie przeszłości…dobrze było przeglądać pamiątki minionych chwil………
- Dzień dobry, porządeczki? – głos…niechciany. Sąsiad. Niski, szpakowaty, antypatyczny.
- Dzień dobry – odpowiedziałam bez uśmiechu.
- A wie pani, męża ostatnio na zebraniu wspólnoty nie widziałem. A dużo teraz omawiamy spraw związanych z oświetleniem ulicy przy naszym domu.
Milczałam…chciałam już powrócić do wspomnień…
- Mamy kilku lokatorów co czynszu nie płacą – sąsiad przykucnął przy jednym z moich kartonów i zajrzał do niego – O stare ubrania. Można do kontenera wrzucić dla biednych. A ja pani nawet powiem kto nie płaci…samochody pokupowali, drogie papierosy palą a wspólnota zadłużona. Będę wnioskował o umieszczenie ich nazwisk w rejestrze dłużników.Widziała pani, że ci spod 1 dostawili sobie nowe drzwi…Białe! Przeciez tak nie można. Zepsuli tym harmonię barw na klatce schodowej. Wie pani, bo to ludzie nie wiedzą, że o takie dostawianie drzwi to trzeba prośbę do zarządu wystosować….Co pani o tym myśli?
- Ja mam sto innych spraw na głowie – odpowiedziałam chłodno.
Zabrałam karton z bombkami, zamknęłam piwnicę…
- Wesołych świąt – powiedziałam na pożegnanie i ruszyłam w stronę schodów prowadzących do klatki…

poczuj mój oddech na swoim ciele

…pytasz dlaczego usta mi drżą gdy twoje spojrzenie zatrzymuje się na zamyślonej mojej twarzy…
jestem tak blisko a ciepła mojego nie czujesz…
całuję najdelikatniej jak potrafię…dotykam uśmiechem…
a teraz twoje dłonie na moich biodrach…rozsuwam leciutko uda by…zapomnieć…moje włosy opadają na nasze twarze…

w tym śnie nie ma pocałunków, westchnień…właściwie….jestem tylko ja……

opowiedziała mi Ola

na przystanku autobusowym w Poznaniu stoi młodziutka dziewczyna…słuchawki na uszach odbierają jej lekko poczucie rzeczywistości…obok pan…normalny…uśmiecha się do jej ładnej twarzy…ona odwzajemnia uśmiech…pan podchodzi bliżej…słowa…dziewczyna zdejmuje słuchawki…i słyszy szept:
- Nawet nie wiesz jak mi teraz pała stoi…